Opinie i komentarzeKieruję to do redaktorów z mainstreamowych polskich mediów, którzy coraz troskliwiej pochylają się nad litewskimi Polakami, a zwłaszcza nad przewodniczącym partii, którą polska społeczność z wyborów na wybory coraz uporczywiej wspiera i wybiera. Jeżeli odświeżymy sobie trochę pamięć, to z łatwością przypomnimy, jak zaledwie przed 5-6 latami jednogłośnie niemal optowaliśmy i w Sejmie, i poza nim za powołaniem na Litwie wojska zawodowego. Byliśmy wręcz dumni, że jako jedni z pierwszych w tej części Europy uzawodowiliśmy swoją armię, która w ten sposób miała być lepiej przygotowana do stawiania czoła współczesnym zagrożeniom. Gra w polityczne warcaby Ukrainy z Noworosją jest elementem wyrafinowanej batalii szachowej między Stanami Zjednoczonymi a Rosją. To rozgrywka tym bardziej niezwykła, iż żadna ze stron nie chce dać drugiej szach-mata, ale każda chce ją wygrać, popychając pionki na ukraińskiej planszy. Ten kolokwialny obrazowo przykład dobrze oddaje dramat, który rozgrywa się za wschodnią granicą Polski. Czy ktoś dzisiaj, posiadający światowy autorytet moralny, zostałby wysłuchany, gdyby tylko na podstawie faktów pokazał i wskazał winnych tej wojny? Oczywiście nie! W tym konflikcie nie chodzi bowiem o to, kto ma rację, za kim stoją fakty, prawo czy też historyczne dziedzictwo, lecz o wykreowanie zupełnie nowego układu sił na obszarze Ukrainy a szerzej – Europy Środkowowschodniej... Nawiązuję tu do wybuchu euforii znamienitego wileńskiego blogera, społecznika i jasnowidza (choć raczej czarnowidza, bo wieszczył AWPL przed ostatnimi wyborami utratę połowy głosów, a ta, zamiast stracić, zyskała o 25 proc. więcej) bujającej się w sieci pod entuzjastycznym tytułem „O jednego smoka mniej". Zakończyły się właśnie wybory samorządowe A.D. 2015, które na Litwie po raz pierwszy odbyły się według nowej formuły. Wyborcy bowiem oprócz rad samorządowych wybierali bezpośrednio również merów. Ta ostatnia nowostka obnażyła od razu słabość litewskiego systemu partyjnego. Tzw. „tradycyjne partie" z hukiem przegrały z kandydatami niezależnymi prawie we wszystkich dużych miastach w naszym kraju. Podczas ostatnich wyborów samorządowych Akcja Wyborcza Polaków na Litwie po raz kolejny potwierdziła swoją bezkonkurencyjną pozycję na Wileńszczyźnie i uzyskała rekordowe poparcie w skali kraju, a także w stolicy - Wilnie. Aby zobaczyć pełny obraz wzrostu popularności tego chrześcijańsko-demokratycznego ugrupowania, warto porównać wyniki tych wyborów z poprzednimi, przeprowadzonymi w ostatnich 15 latach. Konserwatyści skradli show liberałom. Mam tu na myśli liberałów z ruchu Egidijusa Masiulisa (nie mylić ze związkiem Artūrasa Zuokasa), którzy podczas ostatnich wyborów samorządowych z niedawnej przystawki ZO-LChD zostali przez media nominowani do miana dania głównego. Nasi najwyżsi rangą politycy często lubią się pochwalić, jak wielkimi są zwolennikami państwa prawa. Wprost z bałwochwalczym często namaszczeniem powołują się na prawo i Konstytucję, gdy tylko służy to ich interesom. Co innego jednak, gdy przydarza się sytuacja odwrotna i prawo ich interesom nie służy. Wtedy mamy sytuację, jak ta z Ulbinaitė, główną doradczynią prezydent... Jakiś czas zmuszano nas do tego, byśmy uwierzyli w to, że dotknął nas kryzys wartości. Wmawiano nam, że sytuacja w kraju, zwłaszcza polityczna, jest zła, gdyż dla obywateli już nie ma nic świętego. Bardzo łatwo jest tłumaczyć się w ten sposób: gdy państwo traci kierunek, w którym podąża, winą za to są obarczani rzekomo amoralni obywatele. 15 marca odbędzie się druga tura wyborów samorządowych – bezpośrednie wybory merów miast i rejonów. W Wilnie o to stanowisko zawalczą kandydaci, którzy zdobyli największą liczbę głosów w I turze: reprezentant partii liberałów Remigijus Šimašius oraz dotychczasowy mer stolicy Arturas Zuokas. |
EWANGELIA NA CO DZIEŃ
|
|
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2025 Všį „L24plius“. |
|