Krzyż w koszu

2026-01-20, 16:49
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Tadeusz Andrzejewski Tadeusz Andrzejewski

Pierwsze dni nowego roku zaznaczyły się w Polsce niestety (kolejnym) antychrześcijańskim skandalem. Za sprawą pewnej nauczycielki języka angielskiego z małej miejscowości na Kaszubach Kielnie cała Polska z niedowierzaniem i oburzeniem śledziła bulwersującą sprawę profanacji krzyża. Pani anglistka-ateistka o to postarała się...

Zażądała od uczniów podczas swej lekcji, by ci zdjęli krzyż ze ściany. Gdy trzynastoletni uczniowie odmówili, nauczycielka sama weszła na krzesło, zdjęła krzyż i potem wyrzuciła go do kubła na śmieci. O gorszącej sprawie stało się głośno dzięki postawie uczniów, ich rodziców oraz całej społeczności kaszubskiej z Kielna, którzy sprawy nie zbagatelizowali, nie pozwolili dyrekcji szkoły zamieść ją pod dywan. O antypedagogicznym zachowaniu nauczycielki, która popisała się wręcz rażącym brakiem kultury osobistej, zostały powiadomione władze oświatowe, przedstawiciele lokalnego samorządu, media. Przykład „mowy nienawiści” w praktycznym wykonaniu wojującej ateistki, która użyła przemocy ideologicznej wobec swych wychowanków w sposób skrajny wyrażając pogardę wobec ich wiary, wywołał powszechne oburzenie. Rodzice uczniów oraz przedstawiciele lokalnej społeczności, politycy chrześcijańscy organizowali pod szkołą akcję protestacyjną w obronie krzyża. Starosta Kielna sprawę skierował do prokuratury o obrazę uczuć religijnych, zaś abp. gdański Tadeusz Wojda jako pomorski duszpasterz zażądał pełnego wyjaśnienia sprawy, wyrażając jednocześnie uczniom swą wdzięczność za „odważną” i „odpowiedzialną” postawę w obronie krzyża.

Wyczuwając grubszą aferę, skrajnie lewicowa ministra oświaty Barbara Nowacka również po pewnym czasie poczuła się w obowiązku skrytykować antypedagogiczne zachowania nauczycielki z Kielna i nawet lekko pogroziła jej palcem publicznie obwieszczając, że wobec awanturniczki wszczęto postępowanie dyscyplinarne. Gdy wieść ta dotarła do anglistki-ateistki, nastąpił cud, fenomen nadprzyrodzony, bo ta nagle uległa radykalemu nawróceniu. Pospieszyła publicznie w mediach zapewnić, że ona nigdy przenigdy za nic nie pozwoliłaby sobie obrazić czyjeś uczucia religijne. Też krzyża żadnego nigdy nie sprofanowała. Cała głośna i haniebna historia – to w istocie tylko „nieporozumienie”. Owszem, przyznała, że wyrzuciła jakiś tam krzyż ze ściany do kosza, tyle że nie był to żaden krzyż. Była to „zabawka”, którą dzieci się bawiły i nie zamierzały podporządkować się jej nakazowi, by chiński „gadżet” wyrzuciły. „Poprosiłam, by tę zabawkę zdjęli, a gdy nie posłuchali, po prostu ją wyrzuciłam”, kłamała dla „Gazety Gdańskiej” pedagożka o mentalności bolszewika. Dodała też, jeszcze raz kłamiąc, że w sali tej nigdy wcześniej krzyża nie było. W dwóch zdaniach zatem ateistka skłamała dwa razy. Rodzice świadczą bowiem, że w sali tej krzyż był, a anglistka już kilkakrotnie go stamtąd usuwała wcześniej. Najpierw szkolna katechetka wieszała go na ścianie na powrót, a za ostatnim razem uczynili to sami uczniowie. W złej sprawie ateistka otworzyła też usta, gdy opowiadała, że uczniowie bawili się krzyżem. Tutaj nawet nic i udowadniać nie trzeba. Wystarczy użyć rozumu i logiki. Jak dzieci mogły się bawić czymś, co wisi na ścianie?, chciałoby się usłyszeć odpowiedź od konfabulantki. (Dla podkreślenia swego obłudnego oburzenia nauczycielka podkreśliła, że jej wychowankowie krzyż zawiesili w miejscu nad klatką z chomikiem).

Mecenas Jacek Pachulski, obrońca antychrześcijańskiej recydywistki, konfabuluje jednak o niebo przewrotniej niż sama oskarżona. Z „myszki agresorki”, że posłużę się ksywą innej znanej w Polsce polonistki-ateistki, robi ofiarę nagonki. „Bo na kobietę wylała się cała fala hejtu w związku ze sprawą”, snuje powieść z mchu i paproci, odwracając role o 180 stopni. I potem jeszcze dorzuca w judaszowskim stylu Kuklinowskiego, że „stała się ona ofiarą gigantycznej przemocy”. A przecież biedna „ofiara” w rzeczywistości od kołyski „szanuje przedmioty czci religijnej i w życiu nie wyrzuciłaby krzyża reprezentującego wiarę”. W życiu. A że wyrzuciła, to wyrzuciła wcale nie krzyż. Bo ten krzyż, który wyrzuciła, nie może być uważany za krzyż, bo jest nie z drewna tylko z plastiku, a na dodatek jest „made in China”, co to na każdym portalu internetowym można nabyć za małe grosze. W sukurs obrońcy idzie też prasa bulwarowo-progresywna nad Wisłą. Portal gazeta.pl przekonuje, że cała sprawa to tylko „ludyzacja”, niewinna zabawa. Przecież nie każde dwie belki sklecone prostopadle mogą uchodzić za krzyż, który w tym konkretnym przypadku nie może być kultyczny, twierdzi „ekspert” portalu. Zaistniał raczej swoisty proces kulturowy w klasie z Kielna, proces nakierowany na zaspokojenie potrzeb rozrywki i dobrej zabawy, co przecież w Polsce nie jest przestępstwem. Ludyzacja, głupcze, słowem.

Tymczasem Fundacja Wolność od Religii wysuwa jeszcze inną hipotezę, a może nawet nie hipotezę tylko ciężki zarzut wobec władz i konkretnie wspomnianej już ministry oświaty. Zarzut brzmi tak, że „religijni fanatycy trzymają was pod butem”, a wy zamiast na odlew im się odwinąć, przepraszacie, tłumaczycie się, przynosząc wstyd tylko całej progresywnej, areligijnej części społeczeństwa, która na was głosuje przecież z nadzieją, grzmi wolna od religii i wstydu fundacja. A fee, ministro Nowacka, co to bezpotrzebnie skarciłaś światłą nauczycielkę, zamiast okazać jej współczucie, moralizuje wolna od rozumu fundacja.

Abstrahując od pokracznego toku myślenia kulturowych hunwejbinów, którzy z agresorki robią ofiarę, poraża jednak mimo wszystko skala produkowanych przez nich kłamstw i manipulacji. Gdy zorientowali się, że zachowanie prymitywnej pani pedagog tym razem nie ujdzie jej na sucho, bez żenady przystąpili do tego, co udaje im się najlepiej – a więc do przeinaczeń, kłamstw, konfabulacji i na końcu szantażowania władzy, by nie śmiała stanąć po stronie „fanatyków religijnych”. Na szczęście w sądzie im to tylko zaszkodzi, bo fakty same manipulatorów oskarżą. Prawnicy Ordo Iuris wnikliwie zbadali wszystkie okoliczności, przepytali świadków i idą z tym do sądu. A tam raczej historie z zabawkami, gadżetami oraz szyciem oskarżenia wobec uczniów o nieposłuszeństwo względem nauczycielki nie przejdą. Otóż relacje bezpośrednich świadków są takie, że „wrażliwa” ponoć na krucyfiks nauczycielka w rzeczywistości wielokrotnie go usuwała z klasy, aż nastoletni uczniowie w końcu postanowili postawić się swej pani, za co im należą się słowa uznania za odwagę. Nauczycielka wpadła w furię i zażądała zdjęcia krzyża. Gdy uczniowie odmówili, sama postanowiła działać. Cytuję za panią Agatą, matką jednego z uczniów: „Zdejmij ten krzyż”, zażądała anglistka od jednego z uczniów. Ten odpowiedział: „Ja tego krzyża nie zdejmę”. W tym momencie nauczycielka weszła na krzesło, zdjęła krzyż i wyrzuciła go do kosza z niegodnym nauczyciela komentarzem: „To plastikowe g... nie będzie tutaj wisieć”. Po wszystkim nauczycielka, jak świadczą rodzice, z obrzydzeniem otrzepała ręce.

Zanim sąd rozstrzygnie co do faktów, cała historia z krzyżem bardzo podjarała jego wrogów. Robert Biedroń, europoseł, nie zdzierżył, nie wytrzymał wręcz, by się nie pochwalić, że to on jest tym pionierem w Polsce od „wyprowadzania symboli religijnych” z miejsc publicznych, zanim zjawisko to „stało się modnym”. Tęczowemu Biedroniowi należy się jednak sprostowanie. Przypisuje on bowiem sobie zbyt wielką zasługę jako pionierowi walki z krzyżem, ponieważ już przed nim byli tacy, co to krzyże wyprowadzali ze szkół, urzędów czy innych miejsc publicznych. Komunistami ich zwali. Ongiś wszechwładni, dziś dość powszechnie w Polsce uznawani za tych, którym należy się miejsce na śmietniku historii. Obserwatorium ds. Nietolerancji i Dyskryminacji wobec Chrześcijan w Europie odnotowało za rok 2024 gwałtowny wzrost przestępstw wobec wyznawców Chrystusa. Oficjalnie zanotowano takowych 2211 w europejskich krajach rządzonych przez „tolerancyjną” liberalną lewicę, jako profanacje, niszczenie mienia, podpalanie kościołów, aż na końcu brutalne ataki i zabójstwa duchownych...

Tadeusz Andrzejewski,
radny rejonu wileńskiego

Komentarze   

 
#7 Elżbieta 2026-01-21 13:20
Jak taka osoba w ogóle została pedagogiem? Praca z młodzieżą wymaga dojrzałości i umiejętności panowania nad własnymi emocjami. Szkoda, że dopiero groźba konsekwencji dyscyplinarnych skłoniła nauczycielkę do zmiany narracji.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#6 Tadeusz 2026-01-21 13:19
Dobrze, że rodzice i lokalna społeczność nie zbagatelizowali sprawy. Reakcja środowiska często pokazuje, jakie wartości są naprawdę ważne.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#5 Ben_93 2026-01-21 13:10
Niezależnie od tego, czy ktoś jest wierzący, czy nie, wyrzucanie symbolu religijnego do kosza jest po prostu brakiem kultury. Można mieć inne poglądy, ale trzeba umieć je wyrażać z szacunkiem.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#4 Józef 2026-01-21 13:09
Niepokoi mnie, że nauczycielka próbowała tłumaczyć całą sytuację „zabawką”. To brzmi jak próba ratowania swego wizerunku, a nie szczere wyjaśnienie.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#3 Mariusz 2026-01-21 12:55
Jeśli faktycznie krzyż był wcześniej wielokrotnie zdejmowany, to wygląda to na świadome działanie, a nie „nieporozumienie”. Warto, by sprawę rzetelnie wyjaśniono.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#2 K.S. 2026-01-21 12:54
Najbardziej mnie cieszy w tej historii postawa dzieci. Wykazały więcej odwagi i konsekwencji niż dorosła osoba, która powinna być dla nich wzorem.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#1 Irena 2026-01-21 12:47
Trudno uwierzyć, że nauczycielka mogła posunąć się do takiego zachowania wobec uczniów. Niezależnie od poglądów, szkoła powinna być miejscem szacunku, a nie demonstracji swej agresji wobec uczuć wiernych.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz

radiowilnowhite

EWANGELIA NA CO DZIEŃ

  • Sobota, 13 czerwca 2026 

    Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny, wspomnienie

    Łk 2, 41-51

    Ewangelii według świętego Łukasza

    Rodzice Jezusa każdego roku chodzili do Jeruzalem na święto Paschy. Gdy miał On dwanaście lat, udali się tam zgodnie ze zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, młody Jezus pozostał w Jeruzalem, o czym nie wiedzieli Jego rodzice. Myśląc, że jest wśród pielgrzymów, przeszli dzień drogi i szukali Go między krewnymi i znajomymi. A gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jeruzalem, szukając Go. Dopiero po trzech dniach znaleźli Go w świątyni. Siedział pośród nauczycieli, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Gdy Go zobaczyli, zdziwili się. Matka powiedziała do Niego: „Dziecko, dlaczego nam to zrobiłeś? Twój ojciec i ja, pełni bólu, szukaliśmy Ciebie”. On im odpowiedział: „Dlaczego Mnie szukaliście? Czy nie wiedzieliście, że muszę być w tym, co jest mego Ojca?”. Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi, wrócił do Nazaretu i był im posłuszny. A Jego matka zachowywała wszystkie te słowa w swym sercu.

    Czytaj dalej...
 

 

Miejsce na Twoją reklamę
300x250px
Lietuva 24Litwa 24Литва 24Lithuania 24