Marzy mi się demokracja krakowska w Wilnie

2026-05-29, 09:20
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Tadeusz Andrzejewski Tadeusz Andrzejewski

Wilno wzorowało się na Krakowie od czasów powstania Unii Polsko-Litewskiej. Kopiowało rozwiązania architektoniczne, podpatrywało nowinki, starało się doganiać cywilizacyjnie. Dziś też Wilnianie, mniemam, mogliby pozazdrościć Krakowianom demokracji, spróbować skopiować jej matryce...

W Krakowie w ostatnią niedzielę bowiem odbyło się referendum w sprawie odwołania ze stanowiska prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego, reprezentującego opcję lewicowo-liberalną w polityce polskiej. Nowoczesność i progres reprezentujący włodarz drugiego największego w Polsce miasta nie zdołał jednak utrzymać się na stołku nawet przez jedną kadencję. Krakowianie stosunkiem głosów 97,93 proc. za odwołaniem do 2,07 proc. przeciw podziękowali Miszalskiemu za „pracę i trudy” i kazali mu odejść. Frekwencja referendalna wyniosła 29,99 proc. i była wystarczająca, by uznać referendum za wiążące. Środowisko prezydenta nawoływało – jak to u szczerych „demokratów” bywa - do bojkotu referendum. Wpadło w niepokój, gdy bojkot się nie powiódł. Komentujący wyniki głosowania redaktor Cezary Krzysztopa napisał, że w Krakowie „demokraci” są przerażeni demokracją. Sarkazm redaktora należy rozumieć tak, że obóz polityczny Miszalskiego, który sam siebie zalicza do demokratów, w sytuacji, gdy trzeba poddać się regułom demokracji (a referendum jest przecież jednym z najważniejszych atrybutów procesu demokratycznego), robi wszystko, by demokrację anulować. Zbojkotować święto demokracji, jeżeli ma się przeczucie, że może się ono skończyć dla władzy przykrym niepowodzeniem. Wspomniany redaktor Krzysztopa dziwi się, że „demokraci” panicznie się wylękli demokracji w Krakowie i chcieli odebrać głos demosowi, tyle że się nie udało.

Czegoż zatem „demokraci” tak się wylękli, warto zapytać? No, swych własnych rządów. A więc nieudolności, kolesiostwa, drożyzny, ideologicznych odskoków dyktowanych z Brukseli. Miszalskiemu Krakowianie zarzucali wręcz, że robił wszystko dokładnie odwrotnie, niż kiedyś obiecał startując na urząd. Ratusz, spółki miejskie poobsadzał kolesiami bez kwalifikacji, wprowadził drastyczne podwyżki w gospodarce miejskiej w tym za bilety komunikacji miejskiej oraz za parkowanie, przyłożył rączkę do gwałtownego zadłużenia miasta (dług wystrzelił do bagatela ok. 9 mld złotych) bez realizacji jakichś większych projektów. Wprowadził poszerzoną strefę czystego transportu, czyli swoiste getto tyle że dla bogatych w centrum miasta, gdzie właściciele starych aut nie mają wstępu. Wywołał tym samym gniew mieszkańców miasta Kraka, który prezydent „ośmiu gwiazdek” (Miszalski zasłynął z tego, że na czole sobie wymalował wulgarne symbole, którymi „obóz demokratyczny” regularnie wyzywa konserwatywną opozycję) na początku ignorował. Liczył, że organizatorom referendum nie uda się inicjatywa, a on zachowa swój stołek. Przeliczył się. Został odwołany, a wieść o tym błyskiem błyskawicy rozniosła się po Polsce, a nawet zabłysła w Brukseli wywołując tam stan zakłopotania. Brukselscy politycy byli przekonani bowiem, że liberalna demokracja nad Wisłą trzyma się mocno, a im nie należy się obawiać konserwatywnej recydywy w tym państwie.

Tymczasem jest inaczej. Kraków triumfuje, bo zaiste dokonał rzeczy niezwykłej. Pokazał, że demokracja nawet w czasach lichych i bezecnych, jakie mamy dzisiaj, może mieć swój głos. Może zwyciężać. A liberalna demokracja mimo swej miażdżącej dominacji w mediach, przewagi instytucjonalnej, kapitałowej, wsparciu globalistycznych elit może przegrać z obywatelami. Jest to dobry znak, dobra nowina dla wszystkich nie tylko w Polsce, ale też dla nas w Wilnie. W Wilnie gdzie merem jest przedstawiciel partii tej samej rodziny europejskiej, do której należy też przegrany Miszalski. W Wilnie Miszalskim jest Valdas Benkunskas, konserwatysta rodem z Szyłokarczmy. Włodarzem litewskiej stolicy został o cienki włosik pokonując Arturasa Zuokasa. Rządzi niemal identycznie jak w Krakowie rządził właśnie Miszalski. Gdyby tak kryteria oceny Krakowian przyłożyć do matrycy rządów Benkunskasa w Wilnie, to musiałby on z urzędu wylecieć jak kamień z procy. Bo ceny biletów komunikacji miejskiej u nas są od dawna jak w Krakowie, ceny parkingów wysokie jak góra śmieci w Kozakiszkach, która jest przecież aktualnie najwyższą na Litwie. Strefa parkowania rozszerza się pod rządami Benkunskasa jak ośmiornica mafii i dziś właściwie objęła już całe miasto. Płaci się wszędzie, nawet w dzielnicach sypialnych, choć w normalnych metropoliach europejskich zasada jest zgoła inna. Tam płaci się w centrum i śródmieściu. Płaci się słono po to, aby kierowcy nie pchali się bez potrzeby do centrum i nie korkowali go. W zamian zaś miasto im daje bezpłatne parkingi na obrzeżach by tam mogli zostawić swe auta i przesiąść się na transport miejski. U nas płaci się za każdą dziurę, każdy zaułek, gdziekolwiek by się on znajdował. Bo szczwany magistrat pod rządami Benkunskasa opłaty za parking nie traktuje jako sposób regulacji ruchem miejskim równoważąc interesy miasta, mieszkańców i kierowców, tylko jako ukryty parapodatek, który w milionowych sumach zasila kasę miejską. Plus jeszcze kary za niewłaściwe parkowanie, które muszą być owszem. Ale chyba czymś nieobyczajnym należy nazwać wystawianie mandatów za parkowanie w wolne dni świąteczne przez służby komunalne. Byłem świadkiem, kiedy kilka miesięcy wstecz, w drugi dzień Świąt Wielkanocnych (w lany poniedziałek), który jest dniem wolnym w naszym kraju, parking pod kościołem Piotra i Pawła w Wilnie, szczelnie wypchany samochodami właścicieli, którzy udali się na Mszę, dosłownie upstrzył się na żółto od mandatów za szybami każdego dosłownie auta, bo okazało się, że w dni świąteczne parking działa na zasadzie dnia powszedniego, więc jest płatny. To że żaden kierowca nie zapłacił, nie oznacza, że chciał naciągnąć budżet miejski, tylko raczej oznacza pokrętną logikę i pazerność włodarzy stolicy.

Pasipelnyti jednak z mandatów czy totalnego opodatkowania parkingów, ulic i uliczek to zbyt mało dla Wilna pod kierownictwem litewskiego Miszalskiego. Benkunskas wie, gdzie prawdziwie duże pieniążki leżą. Ma węch i wyczucie jeża, nocną porą udającego się na polowanie. Wie, że ziemia stołeczna w prestiżowych miejscach jest na wagę złota. I Benkunskas ma ogromną chrapkę na nią. Pamiętamy jak jakiś czas temu w szlachetnym geście pomocy dla walczącej Ukrainy zapowiedział, że sypnie do kasy państwa tak z miliard euro, byle tylko władze centralne pozwoliły mu sprzedawać na aukcjach działeczki w prestiżowych dzielnicach stolicy. Deweloperzy byli w zachwycie z tej mądrej propozycji. Obiecywali swój udział w dobroczynności, tak chciało się im na ustawionych aukcjach za atrakcyjne ceny pozyskać wymarzone działeczki (jak uprzedzała stołeczna opozycja, podczas aukcji łatwo mogło dojść do zmowy cenowej dużych firm budowlanych, które podzieliłyby między siebie łakome rewiry w stolicy). Benkunskasowi wtedy sprzedawać ziemi na aukcjach nie pozwolono, bo nie jest ona jeszcze zwrócona w całości w ramach reprywatyzacji prawowitym właścicielom w Wilnie. Co robi Benkunskas? Ogłasza niedługo po tym, że w Wilnie proces reprywatyzacji w pełni został zrealizowany, choć wiemy, że jest to nieprawda. Adwokaci byłych właścicieli podali więc mera do sądu, lider opozycji z ramienia AWPL-ZChR oskarżył konserwatystę o ukrywanie ziemi i manipulacje. Czekamy zatem na werdykty sądów.

Liberalna demokracja, gdziekolwiek by do rządów się wkręciła, zachowuje się z tupetem, arogancko, z zuchwałą pewnością siebie. W Krakowie została za to ukarana. A mnie się marzy – może naiwnie - powtórzenie się demokracji krakowskiej w Wilnie...

Tadeusz Andrzejewski,
radny rejonu wileńskiego

Komentarze   

 
#2 Jerzy 2026-05-29 13:09
Referendum to głos zwykłych ludzi. Trudno jest skutecznie odwołać włodarzy miast bo są konkretne wysokie wymogi frekwencyjne (przy dużo mniejszym zainteresowaniu referendum odwoławczym niż tradycyjnymi wyborami). A jednak w Krakowie doszło do buntu mieszkańców przeciw fatalnemu stylowi zarządzania dużym, prestiżowym miastem. Czy w ślad pójdą mieszkańcy innych miast?
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#1 Andrzej 2026-05-29 13:06
W Krakowie mieszkańcy odwołali aroganckiego i partyjniackiego prezydenta miasta. To mocna czerwona kartka także dla jego środowiska politycznego czyli rządzącej Koalicji Obywatelskiej Tuska i ich problem przed wyborami sejmowymi za półtora roku.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz

radiowilnowhite

EWANGELIA NA CO DZIEŃ

  • Czwartek, 4 czerwca 2026 

    Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, uroczystość

    J 6, 51-58

    Słowa Ewangelii według świętego Jana

    Jezus powiedział do tłumów: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Ktokolwiek będzie spożywał ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata”. Żydzi zaczęli się sprzeczać między sobą, pytając: „Jak On może nam dać swoje ciało do jedzenia?”. Jezus więc oświadczył: „Uroczyście zapewniam was: Jeśli nie będziecie spożywali ciała Syna Człowieczego i pili Jego krwi, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a Ja wskrzeszę go w dniu ostatecznym. Bo moje ciało naprawdę jest pokarmem, a moja krew naprawdę jest napojem. Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, pozostaje we Mnie, a Ja w nim. Podobnie jak Mnie posłał Ojciec, który żyje, i jak Ja żyję dzięki Ojcu, tak również ten, kto Mnie spożywa, będzie żył dzięki Mnie. To jest właśnie chleb, który zstąpił z nieba; inny od tego, jaki jedli przodkowie i pomarli. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki”.

    Czytaj dalej...
 

 

Miejsce na Twoją reklamę
300x250px
Lietuva 24Litwa 24Литва 24Lithuania 24