Sprawy władzom nie udało się zamieść pod dywan. Po zapadnięciu wyroku Anglią targnęły gwałtowne akcje protestów, bo zachowanie policji było na tyle szokujące, a tłumaczenia lewicowego rządu na tyle zakłamane i nieszczere (iż rzekomo w policji nie ma podwójnych standardów w traktowaniu białych tubylców i kolorowych migrantów), że emocje ulicy były nie do powstrzymania. „Klęknijcie” – krzyczał do kordonów policji w Southampton rozjuszony tłum przekonany, że policja „została wyszkolona do zabijania białych chłopców”. To „klęknijcie” jest nawiązaniem do wydarzeń sprzed kilku laty, gdy angielscy boby w mudurach klękali na jedo kolano przed czarnoskórymi „byczkami” w bluzach z kapturami w ramach zbiorowej ekspiacji za uduszenie za oceanem przez amerykańskich policjantów podczas akcji zatrzymania czarnoskórego przechodnia notowanego za handel narkotykami. Tym razem – rzecz jasna- żadnego klękania nie było. Ani fizycznego, ani politycznego. Policja enigmatycznie i rutynowo przeprosiła za niewłaściwą interwencję, zaś premier Keir Starmer podczas burzliwej debaty w parlamencie obłudnie zapewniał, że w policji żadnych „podwójnych standardów nie ma”. Oczywiście łgał w żywe oczy, bo cała Anglia wie, że w „lewicowej policji” podwójne standardy obowiązują. Dziennik „Daily Telegraph” komentując kompromitujące zachowanie policji, zakuwającej w kajdanki umierającego białego studenta, napisał, że stróże porządku bardziej martwili się o to, aby nie wyjść na rasistów, niż o życie konającego nastolatka o białej karnacji. I „nic w tym dziwnego”, przekonują dziennikarze, gdyż tak policjanci zostali przeszkoleni, by podczas interwencji chronić przede wszystkim kolorowych obywateli. „The Spectator” ujawnił, że tylko w hrabstwie Hampshire w roku 2020 na szkolenia policji w zakresie rasizmu wydano blisko milion funtów. Można więc rzec, że jak zostali przeszkoleni, tak potraktowali Nowaka. Keir Starmer, premier, bardziej skompromitować się i tak już nie może, niż dotychczas to uczynił, więc jego rytualne nawoływanie, by tragedii nie wykorzystywać politycznie i nie burzyć miru społecznego, wywołały wśród Brytyjczyków tylko złość i frustrację. Jedna z gazet pytała retorycznie, czy „reakcja funkcjonariuszy byłaby taka sama, gdyby o pomoc błagał leżący na ziemi Azjata, a biały mężczyzna twierdził, że został znieważony”? Inna niejako w odpowiedzi grzmiała, że „coś nie dobrego dzieje się w brytyjskiej policji. Strach przed oskarżeniem o rasizm paraliżuje proces podejmowania decyzji (...)”.
Dla sparalizowanego strachem przed konsekwencjami swej lewackiej polityki Starmera nie miał litości lider konserwatywnej opozycji z Partii Reform UK Nigel Farage. Krzyczał nie hamując gniewu w debacie parlamentanej do premiera, że „powinniśmy odpowiedzieć na to czystą, zimną wściekłością. Brytyjski historyczny sposób życia jest wyrzucony na śmietnik”. Tak też to odbiera większość Brytyjczyków codzień niemal doświadczających uczucia, że tracą własny kraj. Wielokrotnie o tym mówili zresztą swym największym sojusznikom w Europie Amerykanie. I tym razem wiceprezydent Stanów Zjednoczonych D. J. Vance tragedię angielskiego studenta i jego rodziny skomentował dosadnie: „Henry Nowak zmarł w taki sam sposób, w jaki umiera cywilizacja: opuszczony, zakuty w kajdanki przez władze, które mu nie ufały, ani się o niego nie troszczyły i oskarżony o przestępstwa z nienawiści, których nie popełnił”. Potem dodał, że „Jego śmierć jest tak samo tragiczna, jak i oburzająca. Powinien nadal żyć i żyłby, gdyby ostatnie kilka pokoleń europejskich elit utrzymało swój sprzeciw wobec polityki samonienawiści i masowej inwazji imigrantów, z których wielu gardzi Zachodem i ludźmi, którzy go kochają” W Anglii jak w soczewce jest to widoczne. I nie tylko angielska „lewicowa policja” jest temu dowodem. Kultura „woke” niczym trucizna zatruła wszelkie instytucje, urzędy, szkoły, uniwersytety, a nawet wojsko Jej Królewskiej Mości. Wszędzie ten sam marazm, odwrócenie pojęć o 180 stopni, ideologiczne zaczadzenie. Gdy o wojsku mowa, głośne w ostatnich latach było wyłamanie się z lewackiej studni absurdów ministra obrony narodowej Granta Shappsa, który – gdy obejmował urząd w roku 2023 – zapowiedział dogłębny przegląd polityki „różnorodności i inkluzywności”, co oznaczało nic innego tylko osłabienie zdolności obronnej armii. Odważny minister sir Grant Shapps rzucił rękawicę lewicy tłumacząc, że wojsko nie może popadać w szaleństwa kultury „woke” szczególnie w czasie potężnych wyzwań i zagrożeń na kontynencie związanych z wojną na Ukrainie. Narzucanie wojsku standardów różnorodności i inkluzywności doprowadziło już nawet do takich absurdów, że dowództwo było zmuszone do rekrutacji żołnierzy zza granicy, by tylko sprostać wymogom zatrudnienia na różnych stanowiskach odpowiedniej procentowo liczby żołnierzy o kolorowej karnacji, by nie było dyskryminacji. W konsekwencji łapanek wojsko było zmuszone do obniżania standardów i wymogów obowiązujących w angielskiej armii rekrutom o niebiałym kolorze skóry. „Z biegiem czasu kultura „woke” przeniknęła do życia publicznego i zatruwa zdroworozsądkowy dyskurs. Każdy, kto ją kwestionuje, jest odrzucany. Jestem w stanie rzucić wyzwanie tej filozofii i zrobię to. Istnieją poważne kwestie, nad którymi musimy pracować i obiecuję, że zajmę się nimi podczas mojej kadencji”, zarzekał się minister. Tłumaczył, że „ta ekstremistyczna kultura wkradła się przez lata i nadszedł czas na odpowiednie wstrząsy, mające na celu ponowne skoncentrowanie wojska na jego podstawowej misji - byciu śmiercionośną siłą bojową”. Na stanowisku sam minister utrzymał się zaledwie przez nieco ponad rok.
Taka jest Anglia. My puentując możemy jedynie sami siebie zapytać retorycznie, czy biały policjant w mundurze klęczący na jedno kolano przed czarnoskórym łobuzem w luźnej bluzie z kapturem w akcie ekspiacji za wieki prześladowań i niewolnictwa, to jeszcze policjant? Czy może już wykastrowany eunuch, który w chwili zagrożenia nie będzie mógł wykazać się swą męskością, bo został jej pozbawiony instytucjonalnie. Taka jest Anglia dzisiaj. Wykastrowana na własne życzenie ze wszystkiego, co ongiś było angielskie...
Tadeusz Andrzejewski,
radny rejonu wileńskiego



Komentarze
Niestety słowa prawdziwe, co potwierdzają ostatnie wydarzenia.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.