Podniecenie było ogólne, gdyż nikt nigdy wcześniej nic takiego nie widział. Wszyscy gubili się w domysłach i przypuszczeniach, co to mogłoby być. – Wczoraj, gdy się ściemniło, spojrzałem na niebo, a tam – mówię i powiadam wam – jakiś dziwny stwór leci w moją stronę. Miał długi świecący się ogon, głowę błyszczącą jak bryłka złota. Cały się świecił światłem niezwykłym niczym bies jakiś, który leciał prosto mi na głowę, jak by chciał mnie pochłonąć, a całą naszą krainę spalić, obwieścił tajemniczo zebranym straszną wiadomość Wyrok Upiorny (karłowaty), jeden z najstarszych obywateli Paplandii. – Uhu, uhu, tak, tak to niechybnie musiał być bies, potakiwali mu zebrani w trwodze. Wystraszeni, szczękając zębami, zaczęli oglądać się dookoła trwożnie jakby oczekując, że świecący się bies zaraz wyłoni się z ciemności, by porwać pierwszego z brzegu. Ale bies na razie jakoś się nie wyłaniał. Zamiast niego pokazał się z tłumu głupkowaty pyszczek należący do Głuptaka Czarnoskrzydłego, który jedyny nie okazywał lęku. Rzucił niefrasobliwie do zebranych, że Upiornemu chyba głowa kompletnie się rozregulowała ze starości, skoro pomylił zwykłą kometę z biesem. Zgodził się jednak przy tym, że owszem kometa może uderzyć w ziemię, o ile wcześniej nie podjąć jakichś kroków zaradczych. – A mamy coś na wzór planu, wtrąciła się do rozmowy Dama Gwarliwa (horius gorrulus), nieco uspokojona wyjaśnieniem Głuptaka. – Tak oryginalny myśliciel jak Sowizdrzał Trzpiowaty niechybnie będzie miał jakąś radę, po chwili rozwagi odpowiedział Damie Głuptak. Sowizdrzała nie trzeba było dwa razy prosić. Natychmiast po usłyszeniu swego imienia poczuł przypływ znaczenia wśród współobywateli. Podał się do przodu, starając się po drodze przydać swej twarzy powagę i stateczność, z których to cech bynajmniej nie był znany. Gdy dotarł w sam środek majdanu, zagaił: - Jestem w solidnym szoku, panowie bracia, że nic nie słyszeliście o takim zjawisku jak ocieplenie klimatu, które właśnie się dzieje. Byki, krowy, konie i świnie gazy puszczają zbyt intensywnie. A od tego klimat właśnie nam się grzeje i nagrzany przyciąga potem do nas różne komety, jak jarząca się żarówka przyciąga owady, wyjaśniał zebranym zawiłą materię astronomiczną. Gdy skończył, rozejrzał się wokoło, aby przekonać się, jaki efekt wśród tłumu odniósł swą wielką erudycją. Potem postraszył jeszcze na koniec towarzystwo, że owszem, gdy przyciągnięta w ten sposób kometa rzeczywiście uderzyłaby w Ziemię, nastąpiłby na planecie prawdziwy Armagedon.
Te straszne słowa na nowo wywołały poczucie paniki wśród zebranych. Myśli czarne i ciężkie jak ołów na nowo zaczęły ujarzmiać głowy obywateli Paplandii. – Zaraz przykleję się do drzewa na znak protestu przeciwko tym podgrzewaczom klimatu, co tylko żrą i gazy puszczają, skrzeczała struchlała ze strachu Gagatka Próżna. – A ja się głową do skały przylepię, wtórował jej Gekon Płaczący, nie mogąc przy tym powstrzymać się od szlochu. Tak go poraziła wieść o zagrażającym klimatowi niebezpieczeństwu. – A ja się publicznie obnażę w znak mej dogłębnej dezaprobaty, rzuciła frywolnie Dama Gwarliwa, oczekując na powszechny aplauz z powodu swej odważnej propozycji. Zamiast tego doczekała się surowego spojrzenia Wyroka Upiornego, zgorszonego paplaniem rozhisteryzowanej kumoszki. – Demonstrujecie wielki kryzys wrzeszcząc i paplając od rzeczy i nic więcej, uciszył wrzeszczących rzeczowo. Potem przezornie dorzucił, że przez to klimat na pewno się nie ozimni, a kometa nie zawróci z kursu. – Tymczasem ładu nam i przezorności potrzeba, pouczał zebranych przytomnie. – Żeby czemuś zapobiec, trzeba wiedzieć, jak temu zapobiec. Ażeby zaś wiedzieć, trzeba najpierw się dowiedzieć, co mamy wiedzieć, pojaśniał zawile i (jak mu się wydawało) uczenie, a wszyscy mu potakiwali: -Mądrze gada, mądrze, mówili jeden do drugiego, nie chcąc się zdradzić wzajemnie, że nic nie rozumieją z tego, co słyszą. A Upiorny zaś kontynuował swój monolog przekonując, że grunt w takich sprawach – to stawiać sobie wielkie cele. - A w naszej strasznej sytuacji takim celem może być tylko jedno, zawiesił na chwilę głos, by w końcu rzucić, że chodzi o osiągnięcie „neutralności klimatycznej”. – A co to za sztuka, ta „neutralność klimatyczna” i jak ją można posiąść, wtrąciła zaintrygowana propozycją Gagatka Próżna. – Myślisz odwrotną stroną tułowia, dlatego głupiaś, skarcił Gagatkę sędziwy mówca, tłumacząc jednocześnie, że „neutralności klimatycznej” nikt posiadać nie musi. Wystarczy, że konie, słonie, krowy, świnie i inne animalia samoograniczą się w pierdzeniu, zmniejszając tym samym ilości gazu cieplarnianego wypuszczanego do powietrza przy jednoczesnym zasadzeniu wielkiej liczby różnych drzew, krzewów, burzanów i wszelkiej innej roślinności, a neutralność klimatyczna nastąpi sama. Ale Głuptak i tak nie mógł pojąć tak prostej rzeczy. - Jak coś może nastąpić samo, jeżeli ktoś tego wcześniej nie zrobi, domagał się wyjaśnień. – Rozum ci zniknął z głowy, ofuknął go endemiczny Wyrok i nic mu już więcej nie tłumaczył. Ale ten nie ustępował, tylko natrętnie dopytywał, co będzie, jeżeli słoń zrobi kupę w sawannie? Czy też tym samym klimat trochę przypsuje? – Jasne jak tył zebry, że będzie winien zasmrodzeniu klimatu, to znaczy chciałem powiedzieć ociepleniu, poprawił się Wyrok, a gawiedź zaczęła skandować: - Ukarać słonia, ukarać słonia! Szkodziciela klimatu...
I znalazłszy winowajcę zadowolony tłum szacownych obywateli już chciał wyruszyć na trąbalskiego, by go wypędzić z Paplandii, gdy w ostatniej chwili przeszkodził im w tym zwinny jakiś stwór, który skoczył z drzewa i kuśtykając na krótkich nogach zaczął wymachiwać swymi długimi rękami, co sięgały mu aż do kolan. Był to goryl Pongo-Pongo. Przysłuchiwał się on od dłuższego już czasu dyskusji, a widząc, że zmierza ona w złym kierunku, postanowił wtrącić się do połajanek. Wszedł na środek gestykulując na znak, że chce przemówić. Ponieważ podobnie jak Wyrok należał on do grupy mieszkańców prastarych (endemicznych), więc tłum ucichł ciekaw, co goryl ma do powiedzenia. – Ciągle mówicie tutaj o jakichś gazach, co to ocieplają ponoć nam powietrze, a drzewiej – gdy jeszcze byłem młodzieńcem – gadali starsi, że klimat się ociepla, bo w powietrzu jest dziura. Przez oną to dziurę przedzierają się do nas promienie słoneczne, powodując spiekotę i upały na Ziemi. – Dziurę to pewnie ty masz w głowie, skoro takie ambaje pleciesz, obruszyła się na goryla Dama Gwarliwa, do której nie docierało, jak niby w powietrzu może być dziura. „Dziura może być w moście albo – powiedzmy – w płocie, ale żeby wiatr miał dziurę, to chyba Pongo-Pongo z bananowca spadł i rozum potłukł”, w głos rozważała Dama. Głuptak też zaczął intensywnie drapać sobie czubek głowy próbując wyobrazić, jak w niebie może być dziura. Gdyby tak hipotetycznie dopuścić, że ta dziura jest gdzieś w Universum, to wówczas jak ją zatkać, aby nam nie szkodziła, pytał Głuptak sam siebie i nie mógł znaleźć odpowiedzi na dręczące jego zbolałą głowę pytania.
Inni też coraz mniej rozumieli z tego, o czym dysputowali. Jedni krzyczeli, że trzeba szkodliwe gazy jakoś z powietrza wyłowić, inni gardłowali, iż głupstwo to. Dziury trzeba szukać w przestworzach, a jak się ją znajdzie, to kometę tam zwabić, by do niej wpadła i będzie po sprawie. Kłótnie i swary narastały z godziny na godzinę i nikt nie mógł wprowadzić do ptasiego bazaru jakiegoś ładu. Tymczasem w tej wrzawie nie spostrzeżono, jak na majdan przyfrunął nowy gość. Pięknie ubarwiony, wesoły i wyraźnie coś chciał zakomunikować zebranym. Gwarek Figlarny się nazywał. Próbował on głośnym wołaniem zwrócić uwagę na siebie, ale hałas był zbyt wielki, by ktoś mógł go usłyszeć. W końcu Gwarek wpadł na pomysł i gromkim świergotem zaczął głosić swą wiadomość śpiewnie: - Ciiuu, ciiuu, ciiuu.. Proszę o chwilę uwagi. Kometa, która miała w nas uderzyć, właśnie spłonęła. Widziałem to na własne oczy. Nic nam już zatem nie zagraża. – Jak to spłonęła, ktoś z tłumu pierwszy usłyszał wreszcie zaskakującą nowinę. A co z Armagedonem strasznym? A jak mam teraz odkleić się od tego drzewa, ktoś inny biadolił, klnąc rozczarowany i klimat, i dziurę, i gazy i Armagedon...
Tadeusz Andrzejewski,
bajkopisarz



Komentarze
Pozdrawiam wszystkich świątecznie.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.