Włoszka Mogherini, była szefowa unijnej dyplomacji, właśnie usłyszała zarzuty korupcyjne w związku z toczącym się śledztwem o oszustwa związane ze szkoleniem młodych dyplomatów finansowanych z kasy UE. Jest podejrzewana o ustawianie konkursów. Belg Didier Reynders, były komisarz UE ds. praworządności, uff, był tak osobiście „nienagannie” praworządny, że belgijska policja tylko i czekała, gdy skończy swój mandat komisarza i utraci immunitet, aby móc mu postawić zarzuty korupcyjne - łapówki, pranie brudnych pieniędzy i takie podobne rzeczy. Belg, który urzędowo pilnował praworządności w całej Unii, a w związku z czym przed południem karcił i pouczał Polskę w sprawie rzekomego braku w niej praworządności, sam po południu szedł do brukselskich domów hazardu, gdzie prał brudne pieniądze. Był dobrze zorientowany w procederze jak zawodowy oszust, biegły w schematach legalizowania brudnej forsy metodą wygrywania w totolotka. Vera Jurova, czeska komisarz ds. wartości i przejrzystości, uff, też wiekopomne zasługi położyła w walce o polską praworządność. Zasłynęła z tego, że gdy mówiła o Polsce rządzonej przez polityków konserwatywnych, zawsze podkreślała, że KE „nie zawaha się...” i dalej dopowiadała, jakich to kar nie zawaha się użyć wobec Warszawy, o ile ta nie poprawi swej wyimaginowanej niepraworządności. Sama Jurova była na tyle przejrzysta i obleczona we wszelakie unijne wartości, że omal nie skończyła w czeskim więzieniu, gdzie przebywała podejrzewana o.... no właśnie, a jakże inaczej, o korupcję. Szczęśliwie z owego więzienia wyszła, gdy główny świadek w jej sprawie nieoczekiwanie odszedł w zaświaty. Gdy w ten sposób stała się w pełni praworządna, w nagrodę została komisarzem „naszej Unii”, jak to mawia Ursula von der Leyen. Ursula von der Leyen, szefowa Komisji Europejskiej z niemieckiego nadania, też jest wybitnie praworządna. Walczy o praworądność zawzięcie w Polsce, na Węgrzech, na Słowacji, w Rumunii, no słowem tam wszędzie, gdzie wygrywa nie ta partia, którą sobie życzy Niemka na najważniejszym unijnym stołku. A sama? Na razie żadnych zarzutów korupcyjnych nie ma. Sprawy sądowe z amerykańskim dziennikiem „New Jork Times” przegrała wprawdzie i ma nakaz TSUE, by ujawnić swą korespodencję z dyrektorem naczelnym Pfizera w sprawie zakupu przez KE nadmiarowych ilości szczepionek przeciwko Covid-19 (tak gdzieś na 4 mld euro nadmiarowych), ale korespondencji nie ujawnia. Bo jest „praworządna”. W nosie ma orzeczenia TSUE, gdy chodzi o nią samą. Co innego, gdy TSUE orzeknie, poza swą kompetencją nawet, w sprawie stanowienia prawa w Polsce. To już zupełnie inne zawikłanie. Tam muszą być kary i KE nigdy nie zawahała się ich stosować.
Greczynka Ewa Kaili, była kiedyś wiceprzewodniczącą Parlamentu Europejskiego, gwiazdą europejskiej lewicy oraz unijnej praworządności. Wszelkie pisane przeciwko Polsce rezolucje, odezwy i inne dezyderaty nie mogły się obyć bez jej udziału. Zawsze przed południem była Greczynka praworządna. Aż sama nie trafiła za kratki, gdy belgijska policja nakryła ją na korupcyjnym procederze. Promowała do spółki z innymi jako Piero Antonio Panzeri, Mark Tarabella, Elisabetty Gualmini kraje Magrebu na forum Unii jako państwa, które bardzo mocno podciągnęły się w dziedzinie praworządności, praw człowieka i wysokich standardów w traktowaniu kobiet. Tę oczywistą perorę Greczynka wciskała Europejczykom, rzecz jasna, nie za darmo. W miejscu jej pomieszkiwania policja znalazła setki tysięcy oiro w torbach plastikowych jako napiwki od katarskich szejków. Od nazwy tego kraju właśnie cała afera zyskała kryptonim Katargate, synonim sprzedajności unijnych polityków, którzy za worki pieniędzy od bliskowschodnich satrapów handlowali swymi „wartościami”.
Korupcja w Unii Europejskiej jest plagą, to przyznają nawet bardzo prounijne, poukładane, wymusztrowane w politycznej poprawności media. Popierają one bezapelacyjnie Unię, wszystkie jej polityki, nawet najbardziej utopijne i szkodliwe, ale widzą, że Kolos jest na unijnych skorumpowanych i przekupnych nogach. Niedługo więc wystoi. Domagają się więc nawet lewicowo-liberalne media szybkich zmian, póki jeszcze czas. Unia, widząc co się święci, wyszła z Dyrektywą antykorupcyjną. Chce poprzez nią poskromić swoją własną korupcję, jak też korupcję państw członkowskich. W tym celu prawo antykorupcyjne ma być ujednolicone w całej Unii, tak by wszyscy wiedzieli prawidłowo, czym jest przestępstwo natury korupcyjnej. Dyrektywa została sporządzona w roku 2023, został przepracowana przez KE, poprawiona przez PE, by potem utkwić w martwym punkcie. Coś zaczęło przeszkadzać w ostatecznym uchwaleniu prawa. Nie wszystkie kraje, w tym Niemcy, chcą, by przestępstwo „nadużycia stanowiska” było traktowane w wymiarze prawa karnego. Wolą żeby było to wykroczenie administracyjne. Tylko że święte brukselskie krowy będąc na urzędzie i go nadużywając potrafią spowodować ogromne straty (np. poprzez nietransparentne, ustawione konkursy). Eksperci szacują, że w skutek lewych konkursów, korupcji, łapówek, kumoterstwa UE rocznie traci gigantyczne pieniądze. Według różnych szacunków od 120 mld euro do nawet 179 mld euro. Jeżeli zaś do plagi korupcji dorzucić jeszcze legendarną wręcz brukselską biurokrację, płodzącą masę nikomu i do niczego nie potrzebnych przepisów, przeregulowania gospodarki w oparciu o ideologiczne utopie rządzących Unią – to otrzymamy pełny obraz nędzy i rozpaczy „naszej Unii”. Niewydolnego, skorumpowanego, z błyskiem szaleńca w oczach molocha. Żeby oszacować, jak bardzo Unia jest ubezwłasnowolniona, innowacyjnie spóźniona i przeregulowana, należy zapoznać się z raportem Draghiego, byłego włoskiego premiera. W liczbach wymiernych wystarczy wymienić jedynie te dane traktujące o potencjale gospodarczym UE. O ile w roku 1990 Unia potrafiła jeszcze wypracować PKB sięgający 25 proc. światowego PKB, o tyle dzisiaj wskaźnik ten spadł do 14 proc. Niewyobrażalny wręcz spadek potencjału gospodarczego najbardziej ponoć rozwiniętej części świata, jak sama siebie lubi reklamować Unia.
Wierchuszka UE, walcząc o praworządność, demokrację i prawa człowieka, staje się coraz bardziej groteskowa. Robiąc z siebie niemal świątynię tych cech (jakże obłudnie), domaga się od państw aspirujących dopiero do Unii takich standardów, że albańska Prokuratura ds. Korupcji i Przestępczości Zorganizowanej oskarżyła prawie wszystkich urzędników państwowych - w tym byłych prezydentów, premierów, ministrów i burmistrzów – o nadużycia władzy, aby tylko móc im sprostać. Ściana pobielana, pełna robactwa korupcji, by sparafrazować biblijne strofy, ta Unia - od innych domaga się czegoś, czego sama nawet nie zamierza respektować. Ściga i karze nawet poza swymi kompetencjami kraje z nieprawowierną władzą w jej oczach, narzuca swe poronione prawa w dziedzinach, które jej nie zostały przekazane przez kraje członkowskie (jak np. „małżeństwa jednopłciowe”, których uznania domaga się ostatnio od Polski prawem kaduka), a po południu sama się łajdaczy...
Tadeusz Andrzejewski,
radny rejonu wileńskiego



Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.