Ale nie tylko skrajny populizm był jedyną miarą sukcesu Hindusa, pochodzącego z bardzo zamożnej, znanej w świecie „kawiorowej lewicy” rodziny migrantów z Afryki. Mamdani wygrał również nie dlatego, że perfekcyjnie odwołał się do emocji nowego proletariatu, za jaki obecnie w świecie lewicy robią pokrzywdzeni z różnych subkultur seksualnych jako transseksualiści, niebinarni, zmiennopłciowi, czyli innymi słowy szeroko pojęta agenda lgbt+++ (hasło przewodnie w tej materii było – „Nowy Jork schronieniem dla wspólnot lgbt”), czy uronił jako syn milionerów łezkę nad trudną dolą czarnoskórych samotnych matek albo nocujących w namiotach bezdomnych migrantów zwiezionych z południowej granicy USA, nie, tego byłoby za mało na tak druzgocące zwycięstwo. Jest to dziś biblia światowej lewicy i już nikogo za bardzo wśród progresywnych wyborców tym nie zadziwisz. Nowum było przeniesienie na grunt amerykańskiej metropolii emocji z krwawych konfliktów oddalonych o dziesiątki tysięcy kilometrów, a mających miejsce w umęczonej masakrami Gazie, gdzie armia izraelska dopuszczała się metodycznych zabójstw ludności cywilnej pod płaszczykiem słusznej walki z terrorystami z Hamasu. Krwawe masakry w Palestynie tylko na pozór nie mają nic wspólnego z życiem metropolii zza oceanu. W rzeczywistości w czasie konfliktu na Bliskim Wschodzie na Zachodzie dochodziło do masowych, bardzo emocjonalnych, a nawet agresywnych manifestacji, które w konsekwencji przyczyniły się do zrodzenia się pokolenia ludzi zwanego „Pokoleniem Gazy”. Zdegustowani obojętnością demokracji zachodnich na eksterminacje cywilów w Gazie młodzi ludzie, najczęściej studenci, zaczęli dystansować się od własnych korzeni, własnej tożsamości, własnej klasy politycznej na rzecz pokrzywdzonych, czyli muzułmanów. Stąd zrodziło się hasło „muslim is beautiful” i bezprecedensowe przeniesienie zawiłych konfliktów z tygla narodowościowo-religijnego Bliskiego Wschodu na grunt europejski i amerykański. W ten to właśnie sposób wytworzył się nowy polityczny oksymoron pod nazwą islamo-komunizm, który w normalnej rzeczywistości nie miałby prawa do zaistnienia na tyle to są sprzeczne ze sobą pojęcia. Tymczasem Mamdani udowodnił, że coś takiego istnieje i sytuuje się daleko na lewo nawet od skrajnej lewicy.
To co się udało Mamdaniemu w Nowym Jorku próbuje powtórzyć teraz Sophia Chikirou w Paryżu. Kandydatka komunistycznej lewicy francuskiej właśnie z przytupem rozpoczęła swoją kampanię wyborczą o stołek mera francuskiej stolicy. Wdarła się do jednego z paryskich komisariatów i zażądała zwolnienia propalestyńskich manifestantów. Podobnie jak Mamdani pochodzi ona z rodziny imigrantów pochodzenia muzułmańskiego. Ma bliźniacze wręcz poglądy, ostre jak brzytwa Gillette, gdy idzie chociażby o terrorystów z Hamasu, których uznaje za bojowników i „męczenników ruchu oporu” (ojciec Mamdaniego, profesor politologii i afrykanistyki na Uniwersytecie w Columbii uważa, że terroryści-samobójcy powinni być traktowani jako żołnierze, a sam terroryzm jako walka polityczna). Pogardza tradycyjną „budyniową” francuską lewicą spod znaku socjalistów Hollande’a, którą mianuje „robakami”, bo są tak przyziemni w swych umiarkowanych lewicowych poglądach. Ma poparcie zwycięzcy ostatnich francuskich wyborów parlamentarnych, czyli komunistów od Jean-Luc Melenchona i ogromne parcie na paryski Ratusz. Jeżeli ktoś myśli, że są to tylko mrzonki fanatyczki francuskiej lewicy – to jest w „mylnym błędzie”, jak by powiedział Wałęsa. Niech spojrzy nie tylko na Nowy Jork, ale też na wiele europejskich miast i metropolii jak Londyn, dla przykładu, gdzie rządzi Pakistańczyk Sadig Khan z niejasnymi powiązaniami z Braćmi Muzułmanami, czy na takie niegdyś europejskie miasta, a dziś już rządzone przez muzułmanów jak Birmingham, Shelfield, Oksford i wiele innych.
Radykalna lewica czy to francuska, czy angielska, czy niemiecka, czy amerykańska ma, jak się wydaje, patent na rządzenie dużymi miastami, gdzie wprowadzając „nowoczesność” i inne lewicowe szajby rujnuje wspólnoty, niszczy tkankę społeczną miast poprzez ściąganie masowej nielegalnej migracji, czego skutkiem potem jest radykalny deficyt bezpieczeństwa. Normalne życie miejskie ustaje, w niektórych miastach zostaje wprowadzona nawet godzina policyjna, co było dotychczas notowane tylko podczas okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej. Ale dzisiaj tak jest np. w Chicago, gdzie rządzi lewicowy burmistrz z partii demokratycznej Brandon Johnson. Oskarżył on ostatnio prezydenta Trumpa przed ONZ o łamanie praw człowieka za ...federalne naloty na skupiska nielegalnych migrantów, których gangi grasują w mieście jak ongiś na Dzikim Zachodzie bandy kowbojów. (Jego poprzedniczka na stołku burmistrza czarnoskóra Lori Lightfoot w ogóle odleciała, gdyż żądała całkowitego zlikwidowania policji, a fundusze z puli jej utrzymania przekazania na rzecz Afroamerykanów, którym biali winni wszystkiego za lata prześladowań i niewolnictwa). Samodestrukcja lewicy jest więc naprawdę imponująca. Dziś Johnson zapowiada „silną obecność policji” w centrum wielomilionowego miasta, aby jakoś upilnować tam porządek. Bo właśnie kilka dni temu przy okoliczności świątecznej, jaką jest zapalanie noworocznej choinki, doszło tam do dwóch strzelanin, w jakich zginęło bądź zostało zranionych kilkunastu niepełnoletnich grasantów. Burmistrz oburzony nazwał tego rodzaju przemoc jako „rodzącą strach” i właśnie obiecał zwiększyć obecność stróżów porządku z 700 do tysiąca. Nieprzestrzegających zaś godziny policyjnej zapowiedział surowo karać. Może to jakoś wpłynie na zmniejszenie liczby ofiar śmiertelnych w mieście wiatrów, bo jak na dziś tam codziennie ktoś ginie. „Chicago Tribune” podało właśnie statystykę: za 2025 rok 359 ofiar zabójstw.
Duże miasta, metropolie na Zachodzie pierwsze stały się ofiarą eksperymentów skrajnej lewicy. Dziś są albo pod butem muzułmanów, albo mokasyn w tęczowych skarpetkach. Chaos w nich udaje się jak na razie jakoś powstrzymać tylko przy pomocy godziny policyjnej...
Tadeusz Andrzejewski,
radny rejonu wileńskiego



Komentarze
"Europa była silna i opierała się muzułmańskim najazdom wówczas, gdy była oparta na wartościach i głęboko zakorzeniona w chrześcijaństwie, gdy była silna duchem. Dlatego należy porzucić lewicową poprawność polityczną, nazwać rzeczy po imieniu i przystąpić do skutecznej obrony naszego europejskiego, chrześcijańskiego domu, dopóki nie jest za późno."
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.