75 lat po europejski mainstream owszem świętował rocznicę ogłoszenia Deklaracji Schumana, tyle że był to jedynie spektakl, obłudna maskarada. Współczesna Europa od dekad rządzona przez lewicowo-liberalne elity wypłukała do ostatniej kropli Unię Europejską z pomysłów wielkiego polityka, który chciał Europy demokratycznej, chrześcijańskiej, gospodarczo rozwiniętej, wolnej od klęsk wojennych. Ze wzniosłych idei francuskiego ministra spraw zagranicznych w dzisiejszej Brukseli zostało – nic. Same puste slogany, które mają przykryć tworzenie zupełnie innego tworu politycznego, niż zakładał Sługa Boży Schuman. Tworzenie globalnego superpaństwa pod dominacją Berlina, przed czym właśnie bardzo przestrzegał Francuz. Jak trafnie zauważa ekspertka tematu z Polski Anna Wiejak, Schuman wręcz przestrzegał przed tworzeniem europejskiego superpaństwa. Jego ideą było stworzenie takiego bytu w Europie, w którym prawa wszystkich państw byłyby równe, a wartości oparte na chrześcijaństwie, bo tylko chrześcijaństwo gwarantuje poprawne funkcjonowanie demokracji. „Nie chodzi o to, aby łączyć kraje w celu stworzenia superpaństwa. Nasze europejskie państwa stanowią historyczną rzeczywistość. Z psychologicznego punktu widzenia pozbycie się ich byłoby niemożliwe. Różnorodność jest dobrą rzeczą i nie zamierzamy obniżać jej poziomu czy jej zrównywać”, pisał Schuman w swe książce „Dla Europy”, która stała się jego politycznym testamentem.
Co na to współczesna Europa? Unia Europejska, w której Niemcy poczuli się gotowi, by „wziąć większą odpowiedzialność za Europę”, zamierza zrobić dokładnie na odwrót, co planował Schuman. Zamierza budować superpaństwo pod egidą Niemiec, czyli coś w rodzaju IV już z kolei Rzeszy. Niemcy co prawda popełniły wszystkie możliwe błędy w polityce zagranicznej, determinujące obecny stan Europy, pomylili się we wszystkich prognozach, gdy chodzi o plany rozwoju Unii Europejskiej, dopuścili się wszelkiej możliwej relatywizacji, jeżeli chodzi o pamięć historyczną i odpowiedzialność narodów Starego Kontynentu za wybuch i barbarzyństwa ostatnich wojen światowych. Świadomi tego i tak ze swoistą dla tego narodu butą poczuli się dość dojrzali, by przejąć odpowiedzialność jako nacja za losy Unii i szerzej całego kontynentu.
Przypomnijmy raz kolejny zatem, że to Niemcy na czele ze swoją kanclerz Angelą Merkel arbitralnie ściągnęli na Europę nieszczęście w postaci niekontrolowanej nielegalnej migracji, która burzy Starą Dobrą Europę, niszczy naszą łacińską cywilizację, najdosłowniej podpala kraje europejskie radykalnie obniżając w nich poziom bezpieczeństwa. To Berlin kolanem przepycha przez Brukselę utopijną ideologię klimatyzmu, która geometrycznie obniża konkurencyjność europejskiej gospodarki, doprowadza do zubożenia mieszkańców Starego Kontynentu. To wreszcie Niemcy tak napalili się na deal naftowo-gazowy z Kremlem, że wbrew wszelkim protestom i przestrogom wybudowali po dnie Bałtyku rurociągi, poprzez które mieli wspólnie z Moskwą trzymać za twarz kraje europejskie, dyktując im warunki dostaw i cen gazu. Po tym wszystkim Niemcy dostali takiego moresu, że uznali się za godnych na nowo rządzić Europą. Tym razem już nie przy pomocy czołgów i rakiet, tylko mechanizmów rynkowych i przewagi gospodarczej.
Do tego dodajmy jeszcze masowy ateizm, neomarksistowskie ideologie, które trują umysły wielu na Zachodzie (zwłaszcza młodzieży) i będziemy mieli całość obrazu, nowe wartości współczesnej Europy, od których Schuman, gdyby żył, wpadłby w osłupienie. Pewnie poczułby się trochę jak w domu wariatów, gdyby posłuchał mowy dzisiejszych wielu komisarzy unijnych na temat „wartości” i „praw człowieka”, a wielu europosłów, mówiących o różnorodności np. w kontekście mnogości płci ludzkich sięgających grubo ponad 80, uznałby za przybyszów z innych galaktyk, gdzie życie pozaustrojowe przebiega własnym nieziemskim trybem. Praworządność w Unii Europejskiej – jak zauważa Wiejak – jest rozumiana nie jako sprawowanie rządów prawa, tylko trzymanie się ideologicznego klucza, a demokracja – jako dyktatura europejskich oligarchów, którym jedynie należy się władza. Schuman zaś uważał, że „demokracja zawdzięcza swoje istnienie chrześcijaństwu. Narodziła się w dniu, kiedy człowiek został powołany do wypełnienia w czasie swojego życia na ziemi ludzkiej godności, indywidualnej wolności w poszanowaniu praw każdego oraz praktykowania wobec wszystkich braterskiej miłości. Przed Chrystusem tego typu idea nigdy nie została sformułowana. Demokracja jest zatem chronologicznie i doktrynalnie powiązana z chrześcijaństwem”. A ateiści czy wyznawcy innych religii nie są w stanie przestrzegać reguł demokracji w pełni, bo nie została ona im wszczepiona w sposób naturalny i zgodny z ich światopoglądem.
Mając powyższe na uwadze zachowajmy świadomość, że świętowanie 75. rocznicy Deklaracji Schumana ma jakieś głębsze praktyczne znaczenie. Współczesna Europa, jak mówi ekspertka z Polski, odarła się z wartości Schumana wchodząc na grunt antycywilizacji z chwilą, kiedy zdecydowała się podążać drogą wyznaczoną przez włoskiego komunistę Altiero Spinellego. UE dziś jest zatem ani wspólnotą, ani demokracją. Nazywa siebie liberalną demokracją i jak kiedyś sowieccy komuniści z determinacją wdraża slogan mówiący, że raz zdobytej władzy nigdy nie oddamy. Eliminuje zatem polityczną konkurencję pod pretekstem wyimaginowanego ekstremizmu, faszyzmu czy tylko populizmu. Walczy z wolnością słowa, wprowadza cenzurę prewencyjną jako zasłonę dymną, używając pojęć o „mowie nienawiści” pojemnych jak gumno i definiowalnych jak tylko nowoczesny autor definicji sobie tego ubzdura. We Francji o tym przekonała się największa tamtejsza partia Zjednoczenie Narodowe i jej liderka Marine Le Pen, którą system pod byle pretekstem usunął z polityki w obawie, że zostanie prezydentem Republiki. W Niemczech Alternatywa dla Niemiec, gdy za bardzo urosła w sondażach (jest już na czele stawki), została uznana przez służby za partię ekstremistyczną, a więc do potencjalnej delegalizacji i eliminacji z życia politycznego. W Rumunii w ogóle system oligarchiczny Unii uznał, że może w tej części Europy anulować demokratyczne wybory, gdy wynik ich nie odzwierciedla interesów oligarchii. Calin Georgescu nie należał do oligarchii, więc jego niespodziewana wygrana w pierwszej turze wyborów prezydenckich została anulowana. Kandydat został skutecznie sprawdzony przez służby i ponownie nie dopuszczony do wyborów, bo źle wypełnił deklaracje podatkowe czy coś tam. Taka jest dziś demokracja w Unii, bo przytoczone praktyki są stosowane powszechnie, praktycznie w każdym kraju członkowskim przy okazji odbywających się tam wyborów. Austria, Holandia, Szwecja, Finlandia – jest to długa lista krajów, gdzie po wyborach ich zwycięzcy nie mogli rządzić, bo brukselska oligarchia im na to nie zezwoliła.
W międzyczasie liberalna demokracja miejscami już się przepoczwarza w demokrację walczącą tak, aby wizja Schumana Europy Ojczyzn nigdy się nie ziściła...
Tadeusz Andrzejewski,
radny rejonu wileńskiego



Komentarze
W czasie wojny był więźniem Gestapo. Po wojnie chciał zostać księdzem, jednak przyjaciele odradzali mu to, twierdząc, że „święci XX wieku noszą świeckie ubrania i dlatego świat potrzebuje zaangażowanych świeckich”. Był ministrem finansów, premierem, ministrem spraw zagranicznych i przewodniczącym Parlamentu Europejskiego.
Wraz z Konradem Adenauerem i Alcide De Gasperim uważany jest za ojca założyciela zjednoczonej Europy.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.