Tak oto Tractor Supply, sieć handlowa działająca na terenach wiejskich, zapowiedziała, że zrywa z polityką „różnorodności i klimatu”, bo jej klienci tego sobie nie życzą. Sieć restauracji Sturbucks, pragnąc wpisać się w nurt nowoczesności tak przedobrzyła, że musiała w konsekwencji zamknąć aż 16 swych restauracji w różnych miastach tylko jednego roku. Z powodu chaosu i „powtarzających się incydentów zagrażających bezpieczeństwu pracowników i klientów”. Tłumacząc z urzędowego na język ludzki, klientelia restauracji pod wpływem środków odurzających robiła takie burdy w lokalach, że zaczęło to zagrażać bezpieczeństwu i personelu, i normalnych gości. Dlatego to dyrekcja restauracji podjęła mężną decyzję, że toalety w jej lokalach już nie będą „inkluzywne” i nie można już będzie w nich bez przeszkód dawać sobie w żyłę albo podładowywać się dopalaczami. USA pod przywództwem „śpiącego Joe” dopadła prawidziwa plaga syntetycznych narkotyków opioidów. Śmierć tylko w ostatnim roku zmrużyła oczy dla 74 tysięcy amatorów fentanylu czy tramadolu.
O miliarderze Marku Zuckerbergu, właścicielu facebooka, już pisaliśmy jako o nawróconym cudownie na demokrację po zwycięstwie Trumpa. Teraz miliarder poszedł o krok dalej, uznając DEI za organizację „wykastrowaną kulturowo” i wycofał się z jej inkluzywnej polityki. „Polityka DEI stała się negatywnie odbieranym terminem, rozumianym jako preferencje przyznawane jednym grupom kosztem innych”, zacytował wyrok Sądu Najwyższego USA Zuckerberg i jej rekomendacje wyrzucił do klozetu. Lista dużych korporacji, które ostatnio ogłosiły, że DEI dla nich już nie jest wyznacznikiem nowoczesności i postępu, jest długa. Wystarczy wspomnieć tak znane marki jak Amazon, Mc Donald’s, Targer czy Walmart. Ten ostatni gigant handlowy ogłosił, że odtąd będzie lepiej monitorował asortyment towarów skierowanych dla nieletnich osób lgbtq czy transmłodzieży. Żadnej obsceny, żadnych szkodliwych wynalazków.
Ford ogłosił, że wychodzi z rankingu „równościowego” dla firm, bo już nie chce hamować rozwoju firmy. „Równościowy” ranking był przykrywką, „maskirowką” dla wdrażania polityki DEI, uznał gigant samochodowy i wobec tego „ranking” też powędrował do klozetu. Legendarny Harley Dawidson też nie chce już nowoczesności, tylko zamierza powrócić do korzeni. Postanowił skupić się na promocji sportów motorowych, wspierać ludzi w mundurach. Egzaltowanym wieszczom i wieszczkom nowoczesności kazał, by tak się wyrazić po młodzieżowemu, spadać na drzewo. Ha, nawet najsłynniejszy ze słynnych producentów whisky - Jacka Daniels’a, browar Brown-Forman nie chce już „tęczowych” równości. Alkoholowy gigant wytrzeźwiał z zamroczenia ideologicznego i zapowiedział, że jego whisky smakuje najbardziej, gdy zielenią się choinki, a nie gdy ktoś namaluje sztuczną tęczę. Firma John Deere, producent sprzętu rolnego ze stanu Illinois również radykalnie pożegnała się z „nowoczesnością”. Ogłosiła,że „istnienie kwot równościowych i identyfikacji zaimków nigdy nie było i nie będzie polityką firmy”. Nie będzie zatem firma sponsorować wydarzeń „podnoszących świadomość społeczną lub kulturową” w pojęciu „różnorodnych”, rzecz jasna. Będzie działać zgodnie z prawem federalnym i stanowym. Pewnie dotychczas działała zgodnie z prawem DEI, ale już nigdy więcej.
Oczywiście podane przykłady są tylko jaskółkami, ale wieszczącymi nadejście wiosny. Wiosny wolności w autentycznym tego słowa znaczeniu. Nie obędzie się z pewnością bez oporu materii. Lewicowo-liberalne gremia, potężne i fanatyczne, będą robiły wszystko, by osiągnięcia rewolucji kulturowej (cóż za chińska definicja) nie zostały zaprzepaszczone. W ich pojęciu, rzecz oczywista. Będą sypać piach w każde tryby, by tylko wyhamować trumpowską rewolucję zdrowego rozsądku, która anihiluje przecież ich pracę na rzecz nowego społeczeństwa, prowadzoną skrupulatnie od dekad. Przejęli instytucje publiczne, kulturę masową, kino, uniwersytety, szkoły, biznes i wydawało się, że już domykają system. A tutaj masz ci babo placek! Jakiś szalony, nieobliczalny Trump ma wszystko zniszczyć? Szok, wstrząs, oszołomienie, osłupienie, ogłupienie, zamęt w głowie. Tylko wyć z rozpaczy...
Dla nas na Litwie jest to o tyle ważne, że – być może – „nowoczesność”, jaką do niedawna „laisvietisy” i ich gorliwi „konserwatyści” próbowali buldożerem zasadzać w naszym kraju w głowach młodzieży i nawet dzieci, wzorem Ameryki pójdzie do klozetu. Może premier Ingrida Šimonyte pójdzie po rozum do głowy, zdobędzie się na męstwo i wydusi wreszcie z siebie, że również na Litwie mamy tylko dwie płcie – męską i żeńską, jak to ostatnio za oceanem ogłosił Donald Trump. Że lokajska postawa wobec Brukseli, nakazująca importować ze stolicy europejskich eurokratów każdą szaloną nowinkę, nie przystoi premier kraju, którego obywatele zaledwie trzy dekady temu postawili się Moskwie.
Może nasze ministerstwo oświaty na tyle się oświeci, że jego szefowie nabędą kompetencji w temacie właśnie płci ludzkich. I my nie będziemy już musieli nigdy oglądać cyrków a la Gintautas Jakštas, co to nie miał kompetencji jako minister oświaty, nauki i sportu, by odpowiedzieć na pytanie dziennikarza, ile zna płci ludzkich. Ideologiczny podręcznik gyvenimo igudżiu programa, którego celem właśnie jest indoktrynacja dzieci i młodzieży w genderowej
„nauce” o istnieniu płci kulturowej, która przekłada się na nieskończoną w zasadzie ilość ludzkich płci, trafi do muzeum o systemach totalitarnych na jedną półkę z podręcznikami do marksizmu-leninizmu. Wspólne wszakże mają korzenie ideologiczne.
Czekamy zatem na rewolucję zdrowego rozsądku również na Litwie. Choć na rząd socjaldemokratów w tej materii specjalnie nie liczyłbym...
Tadeusz Andrzejewski,
radny rejonu wileńskiego



Komentarze
Karol Baliński, 1856
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.