Sama nazwa przyszłej komisji „Tymczasowa komisja ds. badań możliwych manipulacji w przestrzeni publicznej danymi wywiadu i wywiadu kryminalnego oraz materiałami postępowania śledczego tudzież możliwego nieprawnego wpływu na organa praworządności w celu wciągnięcia je do walki politycznej”, choć długa jak ogon dorodnego pytona, to mówi wyraźnie, że parlamentarzyści mają dość gierek (wiadomo kogo) z wykorzystywaniem służb.
Pod wnioskiem zgodnie podpisali się przedstawiciele wszystkich frakcji sejmowych - Prawa i Praworządności, AWPL, Partii Pracy, socjaldemokratów, wyłączając jedynie zauszników gospodyni pałacu prezydenckiego -konserwatystów i liberałów, którzy w klienckiej uległości za wszelką ceną chcą chronić swego pana. Jeden z głównych inicjatorów powołania komisji poseł Povilas Gylys zadania dla niej widzi dwa. Po pierwsze, ma ona wyjaśnić, czy organa praworządności w naszym państwie są wykorzystywane do celów politycznych. Po drugie, zbadać, czy „Sauguma” w rzeczywistości zajmuje się tym, czym powinna, czyli wykrywaniem potencjalnych zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego naszego państwa, czy – być może – wyszukuje jedynie krytyków władzy (prezydenckiej w domyśle).
Pytania są uzasadnione zważywszy głośne skandale z udziałem służb z ostatnich lat. Weźmy chociażby ostatni raport VSD na temat zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego, do którego tajne służby wpisali nazwiska litewskich polityków i Sygnatariuszy (którzy dziwnym trafem wszyscy należą do obozu krytyków Grybauskaitė) tylko dlatego, że ich krytyczne wypowiedzi były cytowane przez rosyjskie media. Gdyby coś takiego „wykręciły” służby specjalne jednego z krajów demokracji zachodniej, to głowy szefów tych służb posypałyby się jak rażeni cięciem miecza samurajskiego, skomentował bulwersujący raport jeden z obserwatorów „Lietuvos rytas”. U nas skończyło się wszystko na nieśmiałej krytyce poczynań kontrolowanych przez prezydenturę służb przez niektórych odważniejszych polityków i bezsilnej publicznej szarpaninie oskarżonych próbujących udowodnić, że nie są kupranugariai.
Jeżeli zaś chodzi o wycieki różnych tajnych dokumentów do mediów, to ostatnimi czasy mieliśmy z tym do czynienia przy każdym niemal większym politycznym spięciu na linii rząd – prezydentura, ewentualnie Sejm – prezydentura. Przykładów można cytować nie jeden i nie dziesięć. Z tych bardziej głośnych warto przypomnieć chociażby sprawę doradczyni prezydent Daivy Ulbinaitė, której postawiono zarzut ujawnienia dokumentu będącego tajemnicą państwową. Kilka dobrych lat prokuratura badała sprawę, by w końcu stwierdzić, że do przestępstwa nie doszło, bo tajny dokument w rzeczywistości to wcale nie był tajny, więc, co logiczne, i tajemnica państwowa zdradzona być nie mogła (tak finalnie zagłosowało 4 sędziów przy 3 głosach przeciwnych). Cóż, kuriozum na miarę fałszerzy antyków, którzy podróbkę podszywają pod oryginał. Tutaj też dokument z gryfem ściśle tajne okazał się być fałszywką. Przynajmniej tak wybadała „bezstronna” prokuratura.
Potem był jeszcze nie mniej głośny skandalik z tajną listą dziewięciu. Prezydent mianowicie ogłosiła po swej reelekcji, że jest w posiadaniu tajnych notek służb, które dowodzą, że 9 wiceministrów mają problem z prawem (jak te służby po kilku latach przejrzały na oczy), dlatego nie widzi możliwości ich ponownej nominacji do rządu. Gdy trwały przepychanki polityczne w tej sprawie, nagle nazwiska z tajnych notek przeciekły do mediów. Wszystkich wiceministrów odsiano w atmosferze skandalu, choć zarzuty wobec niektórych okazały się wielce naciągane.
I tak od skandaliku do skandaliku, by wyliczankę zakończyć publicznym wymachiwaniem przez prezydent Grybauskaitė tajemniczymi tajnymi notkami służb (najprawdopodobniej spreparowanymi) pod nosem parlamentu, gdy ten nie chciał się zgodzić na kieszonkowego prokuratora generalnego przepychanego właśnie przez głowę państwa. Teraz Sejm wreszcie mówi: basta. Koniec gry tajnymi teczkami i domaga się śledztwa. Nawet nie wątpię, że prezydent et consortes na sprawę zareaguje szybko. I, w co też nie wątpię, reakcja będzie histeryczna. Szefowa państwa jest bowiem bardzo przewidywalna w takich przypadkach. W sytuacji zagrożenia zamiast głowy aktywizuje nogę. Ucieka od odpowiedzialności, wszystkiego wypiera się, wszystko bagatelizuje.
Mleko się jednak już rozlało. Wojna na froncie wkurzony Sejm – rozdrgana prezydentura wydaje się nieunikniona. Będzie wpisana w kampanię wyborczą. To też fakt. Prezydent jednak, traktując służby jak własnych lokai, ciężko na to zapracowała.
Tadeusz Andrzejewski



Komentarze
Czy możesz przedłożyć spis tego dobytku? Będę wdzięczna, że dowiem się o czymś o czym nie miałam pojęcia.
Zaeży dla kogo. Zleceniodawcy docenią takie sprawozdania bo są one uniwersalne dopasujesz do każdego.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.