Na rok przed wyborami parlamentarnymi liderzy wspomnianych partii mają powody do zmartwień, jako że poparcie dla ich ugrupowań zaczyna niebezpiecznie przybliżać się do 5-procentowej kreski. Politolodzy po przerwie wakacyjnej zaczynają więc gdybać nad możliwymi dalszymi scenariuszami politycznymi w naszym kraju. Według nich słabnące partie mogą nawet zdecydować się na opuszczenie koalicji rządzącej, która „tuczy" socjaldemokratów, a jednocześnie mocno osłabia „darbietisów" i „paksistów". Innym wyjściem dla outsiderów politycznych jest, według ekspertów, „kupowanie" nowych, popularnych twarzy w rodzimych sferach publicznych, co może dać, niech i krótkotrwały efekt, dla popularności ich partii.
Moim zdaniem, wariant pierwszy jest bardzo mało prawdopodobny. Parlamentarzyści – zarówno PP, jak i PiS - kadencję będą starali się „dowieźć" do końca ze względów wybitnie pragmatycznych. Póki mają słabe rankingi, trwać u władzy będą choć i w szczątkowym stanie, jako że wybory dla nich – to jak wróżenie przez babkę na dwoje. W roku przedwyborczym będą raczej próbować poprawić mocno nadszarpniętą w oczach wyborców reputację przede wszystkim poprzez różnego rodzaju akcje populistyczne.
Dla partii Uspaskicha jest to szczególnie aktualne, zwłaszcza że sam lider ma już tylko jedyny cel w życiu – uniknięcie stroju w pasiakach. Partia więc musi powoli się transformować w ugrupowanie postuspaskichowego, co łatwe zgoła nie będzie. Więc aby się nie stało jak w tej piosence „wyschła trawa, uwiędły kwiatki", sieroty powiktorowe bardzo się starają. Czasami tak bardzo, że same sobie strzelają w piętę.
W rejonie wileńskim, dla przykładu, posłanka Vilija Filipovičienė wręcz w rolę gogolowskiego rewizora się wcieliła i rewiduje co tydzień coraz to nową podstołeczną miejscowość. Na zebrania, co prawda, trudno jest skrzyknąć chętnych, dlatego – jak gadają znawcy – czasami trzeba imać się i metod ekstraordynaryjnych. Po takich poczynaniach elektorat na ogół bywa bardzo „zmęczony", z trudem obraca językiem. A że myśli też bywa zebrać ciężko, to pytania często wyczytywane są z kartek. A czy trawa na cmentarzu została pokoszona? Czy lampki na każdym słupie są zawieszone, a podziurawione drogi załatane? Słowem „izwiestije" staje się „prienieprijatniejszoje" dla każdego starosty, którego gminę zamierzy zrewidować posłanka PP. Filipovičienė bowiem, zamiast zdać zgodnie z dobrą tradycją parlamentarną sprawozdanie wyborcom z trzechletnich osiągnięć bycia u władzy, na ogół przepytuje na zebraniach miejscowych starostów. Przy czym farsa odbywa się, o zgrozo, nie w języku państwowym, tylko właśnie Gogola. Warto nadmienić, że Filipovičienė jeszcze przed niespełna rokiem jako kandydatka na mera rejonu wileńskiego w audycji przedwyborczej transmitowanej w TV deklarowała, że jest za tym, by w przestrzeni publicznej używać tylko języka państwowego. A tu proszę... Przed wyborami to nawet jej wargi nie pierzchną od „nevalstybinės kalbos".
Nowy sezon polityczny w naszym kraiku ogłaszamy zatem za otwarty. Pytania o trawę na cmentarzu są oczywiście ważne, mniemam jednak, że w nowym sezonie posłom przyjdzie się zmierzyć z bardziej egzystencjalnymi zagadnieniami, które czekają Litwę i całą Europę. Na przykład, czy język arabski już zrobić drugim państwowym, czy jeszcze trochę poczekać.
Partii Pracy i innym populistom życzymy zatem sprawniejszego refleksu politycznego...
Tadeusz Andrzejewski



Komentarze
Ciągle rosnące poparcie dla AWPL jest ewenementem, bo nie jest tak łatwo dla partii nawet utrzymać poprzednie wyniki, nie mówiąc już o ich polepszeniu. Zazwyczaj ludzie rozczarowują się daną partią czy politykiem. W przypadku AWPL jest na szczęście inaczej i jak widać nie są do tego potrzebne ogromne pieniądze na kampanię wyborczą, bo dla ludzi ważniejsze jest, by kandydat rozmawiał z nimi i wysłuchiwał ich problemów, a nie tylko spoglądał z tysięcy plakatów. Warto także zaznaczyć, że mniejszości narodowe muszą uporać się z negatywną propagandą na ich temat, czarnym PRem wszechobecnym w mediach nie tylko litewskich, ale też niektórych polskich. Mimo tego udaje się przekonać ludzi, że warto na AWPL oddać swój głos. Kluczem jest na pewno uczciwość i stałość zasad. Społeczeństwo jest zmęczone aferami, bo inni politycy zamiast pracować dla dobra mieszkańców kręcą na wszystkie strony, a potem trzeba jeszcze „posprzątać“ bałagan po nich pozostawiony. Sama uczciwość jednak moim zdaniem nie wystarczy. Trzeba człowieka, który tym wszystkim odpowiednio pokieruje i taką osobą jest Waldemar Tomaszewski. Jego charyzma i konsekwencja w działaniu podnosi na duchu i jednoczy ludzi nawet w ciężkich momentach, a to się potem przekłada na wyniki wyborcze.
no nie wiem, przecież PP i PiS mieli wiele okazji wykazać się uczciwością i poprzeć słuszne postulaty mniejszości narodowych, ale jakoś postępują strachliwie, może za wszelką cenę trzymają się stołków rządowych, może ulegają presji nacjonalistycznych wyborców, może brakuje im odwagi, no nie wiem...
Ależ będą podskakiwać lietuviscy oszołomi, ha ha ha... Panka i Songaila to chyba się rozpękną z bezsinej złości.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.