„Mimo że wyniki uczniów są lepsze niż w porzednich latach, przy ocenie wszystkich egzaminów stało się oczywiste, że 35-punktowy próg zdawalności jest dla uczniów zbyt wysoki. Biorąc to pod uwagę, komisja oceniająca postanowiła dodać 10 punktów do ostatecznej liczby punktów otrzymanych przez każdego kandydata” – powiedziała Popovienė na środowej konferencji prasowej, podsumowującej tegorocznę maturę.
„Wychodzimy więc naprzeciw oczekiwaniom abiturientów i rekompensujemy nierównomierności okresu przejściowego” – powiedziała szefowa resortu oświaty.
Ponadto postanowiono dodać od 1 do 5 punktówi tym uczniom, którzy podczas pierwszego etapu egzaminu z matematyki uzyskali od 17 do 20 punktów.
„Dodaliśmy też od 1 do 5 punktów uczniom, którzy uzyskali 17-20 punktów w pierwszej części egzaminu z matematyki, i w zeszłym roku dla nich, w przeciwieństwie do tych, którzy uzyskali mniej punktów, ich punkty nie były indeksowane, więc ma to zrekompensować zamieszanie wokół egzaminu” – wyjaśniła Popovienė.
Minister dodała, że w przyszłym roku planowane jest obniżenie progu zdawalności egzaminów maturalnych, który obecnie wynosi 35 punktów. O ile punktów zostanie on obniżony, na razie nie wiadomo.
Przypominamy, że dziś pod siedzibą rządu abiturienci organizują protest. Chcą obniżenia progu zaliczenia egzaminu z matematyki. Uczniowie skarżą się m.in. na to, że tegoroczne zadania egzaminacyjne z matematyki były niejasno sformułowane i zbyt trudne.


