Jak podał PAGD, wczoraj w południe wybuchł pożar w dwupiętrowym budynku wielomieszkaniowym w miejscowości Biała Waka w rejonie solecznickim – w jednym z mieszkań zapaliła się pralka. W mieszkaniu tym mieszka mężczyzna, który ma trudności w poruszaniu się. Sąsiadka, która dogląda go, była w tym czasie na podwórzu i postanowiła sprawdzić, jak się on ma. Kiedy otworzyła drzwi na klatkę schodową, buchnął dym. Wydostawał się on z mieszkania na pierwszym piętrze. Kobieta szybko otworzyła drzwi, wbiegła do pokoju, który był już zadymiony, i zastała sąsiada siedzącego na podłodze obok płonącej pralki. Sąsiadka odciągnęła mężczyznę od ognia i zaczęła polewać płomienie wodą.
W tym czasie na podwórko wjechał samochodem inny sąsiad. Widząc dym wydobywający się z okien, wbiegł do mieszkania. Chociaż w środku była już słaba widoczność, zawołał sąsiadkę i po odnalezieniu gospodarza mieszkania po omacku, wyciągnęli go na zewnątrz. Mężczyzna był przytomny. Wówczas sąsiad zadzwonił pod numer alarmowy 112 i wezwał straż pożarną. Sąsiedzi wrócili do mieszkania, dokończyli gaszenie pralki i wyrzucili ją przez okno. Gdy przyjechali strażacy, pożar został już ugaszony. Ogień nie zdążył się rozprzestrzenić. Karetka zabrała mężczyznę do szpitala na obserwację.
Według Eriki Laurinenienė, starszej specjalistki Solecznickiej Służby Przeciwpożarowej i Ratownictwa, która tymczasowo pełni funkcję naczelnika, przyczyną pożaru było nieostrożne zachowanie: „Pralka stała obok kuchenki, ale nie była podłączona do prądu. W środku znajdowały się kartony i niedopałki. Prawdopodobnie pożar wybuchł z powodu nieostrożnego palenia papierosów”. Laurinenienė wskazała na obywatelsą postawę i odwagę sąsiadów, którzy uratowali mężczyznę: „Przecież nie każdy odważyłby się wejść do zadymionego mieszkania i ugasić pożar. A ci ludzie się nie wahali. Gdyby nie oni, straty po pożarze byłyby znacznie większe i nie wiadomo, jak by się to skończyło”.


