Powyższe przysłowie zostało umieszczone na pierwszej stronie sławetnego dzieła. Z racji tego, że wszystkie przysłowia są spisane w porządku alfabetycznym. W wersji zapisanej przez Salomona Rysińskiego jest: „kołom lżej”, nie zaś koniom, jak to jest w dzisiejszej wersji. Widać, że wóz ceniono i troszczono się o niego bardziej niż o konie. Wóz (w ocenie chłopa) mógłby ucierpieć na skutek wożenia na nim baby lub bab. Nic dziwnego, że powożący zaprzęgiem chłop, który zapewne był pragmatykiem, wolał, żeby baba szła za wozem, a może nawet przed nim.
W literaturze spotykamy podobne „praktyczne rozwiązania” podyktowane zdrowym rozsądkiem chłopa – m. in. u Zoszczenki, czy w dowcipach, kawałach i żartach szmoncesowych. Wspomniana „baba” przedstawiana jest jako zbędny balast, ale za to wytrzymała i potrafiąca dotrzeć do celu – na wozie lub poza nim. Tak, czy inaczej, niedająca się łatwo zbyć chłopu. A ostatecznie, to ona ugotuje chłopu strawę potwierdzając tym samym swoją znaczącą rolę w jego życiu, czy też innego mężczyzny.
Choć niektórzy (zwłaszcza niektóre panie feministki) w relacjach baby i chłopa dostrzegą pole do popisu, to okoliczności towarzyszące tym relacjom usprawiedliwiają nieszczęśnika. Jego postawa podyktowana jest koniecznością oszczędzania pojazdu, (a w kolejnej wersji przysłowia – także koni). Przecież gdyby cenny wóz zużył się czy rozleciał, albo konie się ochwaciły i padły, baba musiałaby pracować ciężej, żeby zarobić kolejny zaprzęg. Najpewniej, dobrze to rozumiała, więc potulnie schodziła z wozu. Może nawet wcale na niego nie wsiadała. [M.Miroński, passa.waw.pl]
Rota


