Leavitt odniosła się podczas czwartkowego briefingu prasowego do odwołanego szczytu w Budapeszcie i ogłoszonych w środę sankcji przeciwko rosyjskim gigantom naftowym. Pytana o przyczynę nałożenia sankcji, Leavitt stwierdziła, że Donald Trump od dawna mówił, że je nałoży, kiedy uzna to za stosowne i że „ten dzień nastąpił wczoraj”.
– Myślę, że prezydent od dawna wyrażał również swoją frustrację wobec Władimira Putina i – szczerze mówiąc – obu stron tej wojny. Zawsze powtarzał, że aby wynegocjować dobre porozumienie pokojowe, obie strony muszą być nim zainteresowane. I czuje, że niestety ze strony Rosji, jak dotąd, nie widział wystarczającego zainteresowania i działań, aby posunąć sprawę naprzód w kierunku pokoju – powiedziała rzecznik.
– Dlatego spotkanie tych dwóch przywódców nie jest całkowicie wykluczone. Myślę, że prezydent i cała administracja mają nadzieję, że pewnego dnia będzie to możliwe, ale chcemy mieć pewność, że to spotkanie przyniesie namacalny pozytywny rezultat, że będzie to dobrze wykorzystany czas prezydenta – dodała.
Przedstawicielka Białego Domu oceniła, że ogłoszone restrykcje na dwa największe koncerny naftowe w Rosji – Rosnieft i Łukoil – będą dla niej bolesne.
– Dziś rano widziałem doniesienia z Chin, że ograniczają zakupy ropy z Rosji. Wiemy, że Indie zrobiły to samo na prośbę prezydenta. Prezydent również naciskał na kraje europejskie, naszych sojuszników, aby także zaprzestały zakupów rosyjskiej ropy. Więc mamy do czynienia z pełną presją i spodziewamy się, że te sankcje przyniosą Rosji szkody – powiedziała.
21 października Biały Dom ogłosił, że Trump odwołał zapowiadane wcześniej spotkanie z Putinem w Budapeszcie. – Nie chcę mieć zmarnowanego spotkania – powiedział Trump po tym, jak rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow ogłosił, że Rosja nie zgadza się na proponowane przez niego zawieszenie broni w Ukrainie.
Na podst. APW, PAP


