– Dziś obchodzą Państwo piękne rodzinne święto - wspólnie przeżyte lata pokazują, że rodzina jest wielką wartością, a miłość i wzajemny szacunek stanowią fundament udanego małżeństwa. Z okazji Złotych Godów składamy Państwu serdeczne gratulacje i życzymy, aby nadal towarzyszyła Państwu wzajemna radość z bycia razem. Niech rodzina będzie dla Państwa oparciem, na którym zawsze i wszędzie można polegać – powiedział wicemer Waldemar Śliżewski.
Starosta gminy Stanisław Wysocki podkreślił, że ta para stworzyła nie tylko dom, ale także wartości, które stały się przykładem dla ich dzieci. Życzył również dużo zdrowia, aby pani Stanisława i jej mąż Henryk mogli jeszcze przez długie lata cieszyć się swoim towarzystwem.
Dokładnie 50 lat temu Stanisława i Henryk zawarli ślub cywilny w Solecznikach. Panna młoda miała wtedy na sobie różową garsonkę. Prawdziwe wesele, przysięga przed Bogiem i uroczyste przyjęcie zostały zaplanowane na 4 lipca. Tego samego dnia – 8 maja 1976 roku – razem z nimi pobierały się także inne pary mieszkające w Dajnowie, choć niektórych z nich nie ma już dziś wśród żywych.
Pani Stanisława opowiada, że swojego przyszłego męża poznała na weselu kuzyna pana Henryka. Oboje występowali tam jako drużba i druhna. Ta znajomość okazała się przełomowa. Wkrótce po weselu przyjechał on do pani Stanisławy do Dajnowy. Młody i przystojny Henryk pokonał niemałą odległość, ponieważ przyjechał z Lidy.
Zapytani, czy pamiętają dzień zaręczyn, jubilaci uśmiechają się, a pani Stanisława dodaje, że oświadczyn nie było ani z jednej, ani z drugiej strony — inicjatywa wyszła od przyszłej teściowej.
– Mama wtedy powiedziała Henrykowi: „Jeśli ci się podoba, jeśli czujesz, że to ta jedyna, to ją poślub”. Tak też się pobraliśmy. Teściowa była bardzo dobrą kobietą – wspomina pani Stanisława.
Ślub kościelny para zawarła w kościele w Ejszyszkach. Na wesele panna młoda założyła suknię ślubną i welon siostry swojego narzeczonego, włożyła pantofelki i chwyciła go pod rękę. Henryk przyjechał z Lidy autobusem w towarzystwie swatów, pięciu par druhen i drużbów oraz muzykantów. W domu pani Stanisławy do orszaku dołączyły jeszcze trzy pary i swaci, dlatego podczas robienia pamiątkowego zdjęcia wszyscy musieli się mocno ścisnąć.
Po ślubie młodzi zamieszkali w Dajnowie. Początkowo wynajmowali mieszkanie, później kupili dom obok rodziców. Oboje pracowali na fermie i prowadzili gospodarstwo domowe. Jako pierwszy poważny zakup pani Stanisława wspomina meble oraz krowę otrzymaną od rodziców. Z czasem wszystkiego dorobili się wspólnie.
Małżeństwo doczekało się dwojga dzieci: Łucji i Andrzeja. Imię córce wybrała pani Stanisława, a synowi – pan Henryk. Dzieci podarowały dziadkom pięcioro wnuków i dwoje prawnuków.
- Mama pobłogosławiła mnie krzyżem, bo krzyż jest znakiem miłości. I wyjść za mąż nie było strasznie, przecież wychodziłam za dobrego człowieka. Dziś myślę sobie, że życie minęło jak woda, bardzo szybko. Wydaje się, że tyle się wydarzyło. Gdzie podziało się tych 50 lat? A ja chciałabym jeszcze przez następne 50 lat być razem – wyznaje pani Stanisława, żałując, że zdrowie męża się pogorszyło.
Życzymy Państwu, aby nadal towarzyszyła Wam ta niezwykła bliskość, aby w sercach nie gasła młodzieńcza czułość, wzajemny szacunek i wdzięczność za wspólnie przeżyte lata. Niech w Waszym domu wciąż nie brakuje ciepła, zrozumienia i spokojnej obecności razem. Oby spełniło się Wasze marzenie, by jeszcze długie lata być razem! Sto lat!
salcininkai.lt


