Kierownikiem i przewodnikiem był niestrudzony Stanisław Łabowicz, od 35 lat organizator pielgrzymek. Opiekę duchową nad pielgrzymami sprawował ksiądz Vytautas Pūkas, proboszcz parafii św. Stanisława Kostki w Duksztach w rejonie ignalińskim, który niejednokrotnie towarzyszył Łabowiczowi w pielgrzymkach do sanktuariów maryjnych, m. in. do Lourdes, Fatimy, Medjugorja. Nie sposób nie wspomnieć, że w pielgrzymce uczestniczyła była wieloletnia mer rejonu wileńskiego, obecnie radna Maria Rekść. Podczas drogi odmówiono pacierz poranny i różaniec, zaśpiewano pieśń „Kiedy ranne wstają zorze”.
Historia objawień w Gietrzwałdzie
Stanisław Łabowicz przybliżył pielgrzymom historią objawień w Gietrzwałdzie. Jak mówił, 27 czerwca 13 letnia Justyna Szafrańska po zdaniu egzaminu z katechizmu, by móc przystąpić do Pierwszej Komunii Św., wracała z mamą do domu. Na rosnącym blisko kościoła klonie zobaczyła coś białego. Podeszła bliżej i zobaczyła, jak powiedziała proboszczowi parafii w Gietrzwałdzie ks. Augustynowi Weischelowi, że „siedzi tam na złotym tronie, perłami wysadzanym piękna w bieli dziewica z długiemi i jaśniejącymi włosami, spływającymi poza ramiona”. Następnego dnia Justyna na polecenie ks. Weischela wróciła pod klon, chcąc zobaczyć czy widzenie się powtórzy. Kapłan polecił też, by dziewczynka zapytała ukazującej się postaci, kim jest. Justyna usłyszała odpowiedź: „Jestem Najświętsza Maryja Panna Niepokalanie Poczęta”. Na pytanie, czego żąda, Maryja odpowiedziała: „Ja żądam, żebyście codziennie Różaniec odmawiali”. Justyna Szafrańska otrzymała od Maryi polecenie wybudowania kapliczki z figurą Niepokalanego Poczęcia, z zapowiedzią, że gdy to zostanie zrealizowane, chorzy będą mogli przynosić płótno, kłaść u stóp figury, a gdy zaczną je nosić, będą uzdrowieni.
Wśród dzieci, które towarzyszyły Justynie w czasie objawień, tylko jedna dziewczynka – 12-letnia Barbara Samulowska z Woryt – widziała Matkę Boską. Później została zakonnicą, wyjechała do Gwatemali i tam w 1950 r. zmarła.
Matka Boska mówiła po polsku
Wieść o objawieniu się Matki Boskiej w Gietrzwałdzie błyskawicznie rozniosła się po okolicy, a potem po ziemiach trzech zaborów. Do Gietrzwałdu zaczęły napływać rzesze ludzi. Przez zieloną granicę przedostawali się z zaboru rosyjskiego, jak też z Galicji, Pomorza i Wielkiego Księstwa Poznańskiego.
W sumie Matka Boża objawiała się 160 razy. Trwały one do 16 września 1877 r. Podczas objawienia 8 września Maryja poświęciła źródełko znajdujące się na łące opodal kościoła, by chorzy mogli czerpać z niego wodę w celu uzdrowienia. Już w latach 1877-1878 miało się dokonać kilkanaście uzdrowień dzięki wodzie ze źródełka i nasączonemu nią płótnu. 16 września w miejscu, gdzie dziewczynkom ukazywała się Matka Boska, umieszczona została i poświęcona kapliczka z figurą Maryi, przywiezioną z Monachium...
Należy zaznaczyć, że Matka Boska w czasie objawień przemawiała do wizjonerek w ich ojczystym języku – po polsku – a obowiązującym językiem urzędowym na Warmii był wówczas język niemiecki.
2 lutego 1970 r. papież Paweł VI nadał kościołowi w Gietrzwałdzie tytuł Bazyliki Mniejszej. 11 września 1977 r. w Gietrzwałdzie odbyła się uroczystość z okazji 100. rocznicy objawień, na którą przybyło 150 tys. pielgrzymów. Uczestniczyli w niej przedstawiciele Episkopatu Polski, a przewodniczył im ksiądz kardynał Karol Wojtyła, wówczas metropolita krakowski. Odczytano dekret biskupa warmińskiego Józefa Drzazgi zatwierdzający kult objawień Matki Boskiej w Gietrzwałdzie.
W warmińskim Lourdes
Po przybyciu do Gietrzwałdu, znanego jako „Warmińskie Lourdes”, pielgrzymi z Wileńszczyzny posilili się obiadem w jadalni Domu Pielgrzyma im. Jana Pawła II, a następnie skierowali swe kroki do źródełka, pobierając z niego wodę o właściwościach, jak twierdzą liczne świadectwa, leczniczych. Następnie przy kaplicy wysłuchali opowiadania ks. kanonika regularnego laterańskiego Łukasza Murańskiego o objawieniach sprzed 148 lat. Opowiadając o nich ks. Murański zaznaczył, że Maryja apelowała o codzienną modlitwę różańcową, zachęcała, aby słuchano kapłanów, jak też podkreślała znaczenie Mszy św. Stwierdził, że Maryja nigdy nie zasłania nam Jezusa i prowadzi do niego. Jak dalej mówił, klon, na którym objawiała się Matka Boska, nie zachował się. 10 lat po objawieniach burza go złamała. Pielgrzymi doszczętnie rozebrali powalone drzewo, a z większych części zrobili krzyż.
Pątnicy z Wileńszczyzny uczestniczyli w wieczorowej Mszy św., koncelebrowanej przez kilku księży i opiekuna duchowego ks. Vytautasa Pūkasa w intencjach pielgrzymów, które zapisano na kartkach i odczytano w drodze. Po Mszy św. udali się do Sanktuarium w Świętej Lipce. Podczas jazdy Stanisław Łabowicz opowiedział o dziejach Świętej Lipki.
Święta Lipka – sławne sanktuarium maryjne
O początku kultu maryjnego mówi legenda o pewnym skazańcu, osadzonym w lochach zamku w Kętrzynie i oczekującego na wykonanie kary śmierci. Modlił się on żarliwie do Matki Bożej i w noc przed egzekucją ukazała mu się. Maryja przekazała skazańcowi kawałek drewna i dłuto oraz kazała mu wyrzeźbić figurkę, którą miał postawić na pierwsze napotkanej lipie. Kiedy rano sędziowie zobaczyli dzieło więźnia, uznali to za interwencję Bożą i zwolnili go. Skazaniec wyruszył z wyrzeźbioną figurką do domu. Po napotkaniu lipy pozostawił na niej figurkę Matki Boskiej. Gdy wrócił do domu i opowiedział o tym, co go spotkało, uznano to za cud. Ludzie zaczęli przychodzić do drzewa, gdzie została umieszczona figurka Matki Boskiej. Wkrótce zaczęły się tam dziać cuda, a jednym z nich było uzdrowienie niewidomego szkachcica, który po dotknięciu drzewa i figurki odzyskał wzrok. Wokół lipy wybudowano kapliczkę. Podczas reformacji, prawdopodobnie po roku 1524 r., kaplica, figurka i lipa zostały zniszczone.
Pomimo tego pamięć o świętej lipce trwała. W 1619 r. sekretarz króla Zygmunta III Wazy Stefan Sadorski wykupił kawałek ziemi, na której niegdyś rosła lipa i stała kapliczka, wybudował kaplicę i sprowadził tam księży jezuitów. Po kilkudziesięciu latach okazało się, że kaplica jest już za mała, więc trzeba było wybudować kościół. Tak jak teren był bagnisty wbito kilka tysięcy olchowych pali okutych na końcu żelazem. W 1687 r. rozpoczęto budowę świątyni. 15 sierpnia 1693 r. odbyła się konsekracja świątyni, chociaż prace trwały jeszcze kilkadziesiąt lat. Kościół jest zbudowany w stylu późnego baroku, a jego wnętrza zdobią freski autorstwa artysty malarza Macieja Mayera z Lidzbarka Warmińskiego. Obraz najniżej umieszczony nad ołtarzem, pochodzący z wcześniejszej kaplicy, przedstawia Matkę Bożą Świętolipską. Namalował go w Wilnie w 1640 r. flamandzki malarz Bartłomiej Pens, a wzorował się na obrazie MB Śnieżnej. 11 sierpnia 1968 r. obraz został przyozdobiony papieskimi koronami przez Prymasa Tysiąclecia kardynała Stefana Wyszyńskiego. Sumę wówczas celebrował ks. kardynał Karol Wojtyła.
W środkowej części kościoła stoi lipa z figurą Matki Bożej. Jest to replika pierwotnej lipy, która prawdopodobnie rosła w tym miejscu, zanim została zniszczona w XVI w. Uwagę przykuwają potężne organy zbudowane w latach 1719-1721 przez organmistrza z Królewca Jana Josue Mosengela. Posiadają one 40 głosów i około 2600 piszczałek. Atrakcją organów są ruchome figurki aniołów, które podczas prezentacji organów poruszają się, grają na trąbkach, dzwonią dzwoneczkami.
Papież Jan Paweł II dekretem z dnia 24 lutego 1983 r. nadał kościołowi w Świętej Lipce tytuł Bazyliki Mniejszej. Pieczę nad kościołem w Świętej Lipce sprawują księża jezuici.
Msza św. i wycieczka
Po przybyciu do Świętej Lipki pielgrzymi zakwaterowali się na nocleg w Domu Pielgrzyma. Nazajutrz w niedzielę, 27 lipca, skierowali się do kościoła, gdzie uczestniczyli we Mszy św. Celebrowali ją o. Artur Wyzina SJ, jezuita, ks. Wojciech Popławski z parafii Najświętszego Serca Jezusa w Białymstoku i i ks. Vytautas Pūkas, który modlił się tak jak i w Gietrzwałdzie w intencjach pielgrzymów z Wileńszczyzny. We Mszy św. uczestniczyli żołnierze 1 Mazurskiej Brygady Artylerii im. gen. Józefa Bema w Węgorzewie. Po nabożeństwie odbyła się prezentacja organów, a grał na nich organista Adam Kowalski. Była też wycieczka po terenie wokół kościoła, m.in. po krużgankach, którą prowadziła przewodniczka Elżbieta Marko.
Po wycieczce pielgrzymi udali się w drogę powrotną. W trakcie drogi odmawiano różaniec, koronkę do Miłosierdzia Bożego, śpiewano pieśni religijne. Były też i chwile luzu, podczas których opowiadano wesołe historyjki z życia wzięte, żartowano...
Niewątpliwie ta pielgrzymka, jak i poprzednie organizowane przez Stanisława Łabowicza, weterana pielgrzymkowych szlaków, pozwoliła oderwać się od codzienności, dała czas na przemyślenia swego życia i w pewnym stopniu umocniła duchowo.
Jan Lewicki
Fot. autor


