Wydrukuj tę stronę

Gdy elity degradują

2025-08-24, 14:35
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Tadeusz Andrzejewski Tadeusz Andrzejewski

„Trwają zapisy do elity. W dni powszednie w godzinach od 9.00 do 14.00”, takim mniej więcej podpisem karykatura pióra bodajże Mleczki rozbawiła mnie kiedyś. Wspomniałem o niej, gdy przeczytałem ostatnio felieton znanej nad Wisłą dziennikarki, działaczki antykomunistycznej Elżbiety Królikowskie-Avis o problemach ze stanem elit współczesnej Europy.

Analizując temat autorka najpierw próbuje dociec, jak się ukształtowały elity, które od dekad rządzą na Starym Kontynencie, narzucając przy okazji społeczeństwu swe wzorce kulturowe, poglądy, idee oraz ideologie. Na Zachodzie Europy to rewolucja kulturowa roku 1968 jest w głównej mierze odpowiedzialna za stan i kształt elit, które dzisiaj siebie same nazywają liberalną demokracją. Lubią też samoidentyfikować się jako ludzie postępu, nowocześni, moderniści, choć w rzeczywistości są pięknoduchami, którym nie udało się nigdy wydorośleć i którzy swymi odlotowymi pomysłami oraz skrajnie wrogą postawą wobec tradycji, wartości wypływających z naszej łacińskiej cywilizacji „ wciąż zatruwają życie całego kontynentu”, jak trafnie zauważa polska dziennikarka. Warto przy tym podkreślić, że mimo absurdów ich pomysłów, anaukowych twierdzeń, skrywanych pod maską nowoczesności i postępu, których szkodliwość dla społeczeństwa (a zwłaszcza młodzieży i rodzin) została potwierdzona empirycznie nuworysze pozostają dogmatycznie nieugięci. Trwają przy swoim udowadniając, że są nieedukowalni. Nawet nie aspirujący do prawdy konformiści.

Będąc takowymi mimo wszystko sami siebie predysponują do uprzywiliowanego statusu elit, które z definicji muszą być „grupą osób przodujących pod względem prestiżu, kwalifikacji tudzież aspirujących do władzy w danym środowisku”. Ta definicja elit pomija jeden czynnik, czynnik decydujący, bo mówiący o wartościach, jakie elity powinny upowszechniać w sposób naturalny dla nich a zarazem bezinteresowny. Krzysztof Zanussi ujął to tak, że elity „mają wnosić coś pozytywnego w obieg społeczny, bezinteresownie poczuwając się do odpowiedzialności za resztę”. Do czego poczuwają się współczesne europejskie elity? Raczej do postaw dekadenckich, promowania antywartości w życiu społecznym i absmaku w tzw. sztuce nowoczesnej.

Niestety, na Wschodzie Europy, czyli u nas, nie jest lepiej, „co widać, słychać i czuć”, jak by zaśpiewały „Elektryczne gitary”. Na elity z naszej części kontynentu przemożny wpływ mają dwa główne czynniki. Po pierwsze, ich rodowód bardzo często mający postkomunistyczną proweniencję (albo rodzinną, albo tylko mentalną). By użyć słów z karykatury, do elit w czasach komunistycznych zapisywano tych, którzy byli gotowi walczyć z burżuazyjnym porządkiem, mieszczańską kulturą i religią, a dzielnie popierać rewolucję, jej herosów, najczęściej tępych i chamskich politruków, oraz wiodącą rolę partii - nieomylnej, robotniczo-chłopskiej. Takie to elity wtedy narodziły się jak przysłowiowy Poligraf Poligrafowicz Szarikow z powieści Bułhakowa „Psie serce”. Ponieważ lustracja wspomnianych elit nie objęła, więc reprodukują się do dzisiaj. Bezideowi, za to obarczeni innym poważnym fehlerem, czyli bezmyślnym naśladowaniem wszelkich najgorszych często trendów i nowinek, określanych jako postęp i nowoczesność, a napływających od „elit” z Zachodu, których stan już z grubsza ocechowaliśmy.

I mamy problem. Bo wspomniane „lumpen-elity”, jak wymiennie wobec lewackich elit używa określenia Królikowska-Avis, są też ekspansywne, hałaśliwe, niezwykle asertywne w narzucaniu reszcie swych utopijnych poglądów i niestety wpływowe. Za długie lata rządów zdążyli opanować i zdominować wszystkie ośrodki władzy, ośrodki kształtujące opinię publiczną poczynając od mediów, uniwersytetów, sieci społecznych i kończąc na organizacjach pozarządowych, dużych organizacjach międzynarodowych od ONZ poczynając i na WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) kończąc. Do tego dochodzi jeszcze duży biznes, koncerny międzynarodowe i rządy prawie wszystkich Zachodnich krajów.

A jednak mimo tak przemożnego wpływu i dużych przewag w kształtowaniu (a raczej urabianiu) opinii publicznej majętne w bezmyślność elity mają coraz większe problemy z utrzymywaniem się przy apanażach władzy. Pupile europejskich salonów, kandydaci lewicowo-liberalnych elit są coraz trudniej wybieralni w poszczególnych krajach, bo wyborcy nie chcą już ich populizmu, zakłamania, ideologicznych szaleństw. Ich cele i obietnice są jak miraże, jak fotomorgany w pustyni dla strudzonych podróżnych. Nigdy nie spełniające się, a na dodatek niekompatybilne z rzeczywistością.

Zdając sobie z tego sprawę liberalna lewica postanowiła wyborców sobie poszukać gdzie indziej – na innych kontynentach, wśród innych ras i narodów, które zaczęła masowo ściągać do Europy korzystając z kryzysów humanitarnych czy tylko z usług przemytników ludzi. Oczywiście miliony „biednych ludzi”, których decydenci liberalnej demokracji rozpychają po całej Europie (Pakt Migracyjny ma temu służyć) z wdzięczności głosują na swych dobroczyńców, mimo że poglądy mają diamentralnie różne i tak naprawdę w większości gardzą kokietującymi ich zepsutymi elitami. Z całą pewnością jest to z ich strony tylko ruch taktyczny, zanim na dobre zadomowią się w Europie. Potem swym dobroczyńcom skoczą do gardeł, o ile ci nie przyjmą ich reguł życia i szariatów (sąd okręgowy w Wiedniu właśnie to już uczynił). Na razie obie strony się cieszą, jak chociażby ostatnio Sławomir Sierakowski ze skrajnie lewicowej „Krytyki Politycznej”, który otwarcie przyznał (szacun), że imigranci w Polsce potrzebni są nowej lewicy jak kani deszcz. Bez nich uwiędnie ona jak ruta z wieńca starej panny.

Ten plan elit Zachodniej Europy ostatnio wychwycił też i trafnie ocenił były izraelski premier Naftali Bennett. Polityk patrzący w przyszłość dalej niż koniec własnego nosa ostrzega, że główni partnerzy Izraela w starej Europie już niedługo przekształcą się z partnerów i sojuszników w rządy wrogie na podobie krajów arabskich. Swoje prognozy Bennett buduje na logice i dobrze usystematyzowanej wiedzy. Polityk opublikował ostatnio grafikę, odzwierciedlającą dane statystyczne na temat wyznania uczniów w szkołach dużych europejskich stolic. Statystyka jest nieubłagalna. Europa muzułmanieje w progresji geometrycznej. Spójrzcie Państwo sami. Na dzisiaj w Brukseli, stolicy europejskich eurokratów oraz Belgii, 52 proc. wszystkich uczniów stanowią muzułmanie. W Amsterdamie ten odsetek wynosi – 43 proc., w Wiedniu – 41 proc., w Londynie – 37,5 proc., w Sztokholmie – 35 proc., w Paryżu – 29 proc., w Kopenhadze – 28 proc., w Berlinie – 23 proc. A przecież są jeszcze inne europejskie duże miasta niestolice, w których już dzisiaj dominują i swe porządki zaprowadzają wyznawcy Allaha, by wspomnieć tylko brytyjski Birmingham, niemiecki Frankfurt czy francuską Marsylię. Muzułmanie już bardzo wkrótce przejmą w wielu z tych krajów władzę w sposób demokratyczny, legalny i w takiż sam sposób zmienią wektory polityki zagranicznej ich krajów na wrogą wobec Izraela. A wobec Polski, dopytuje redaktor Paweł Chmielewski, zauważając przytomnie, że muzułmanie nie pałają miłością nie tylo do Żydów, ale chrześcijan też. A do Litwy, dopytajmy i my retorycznie.

Viktor Orban, z którym nie zawsze i nie we wszystkim się zgadzam, jednak w omawianym temacie ma rację, gdy mówi, że przyzwyczailiśmy się niejako podziwiać i równać się na wielkie niegdyś europejskie narady jak Francuzów, Niemców czy Anglików. Czas się odzwyczaić. Elity tych narodów bowiem już wkrótce doprowadzą je do upadku. A my przecież mamy zgoła inne plany. Nieprawdaż?..

Tadeusz Andrzejewski,
radny rejonu wileńskiego

Komentarze   

 
#3 hm 2025-08-31 14:51
W przypadku przywódców unijnych - Berlina, Paryża czy Brukseli, trudno mówić o liderach czy elitach, chyba że o zgniłych lub oczadziałych...
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#2 Ryszard 2025-08-31 14:48
Trafne jest określenie tych lewackich krzykaczy mianem "lumpen elit" - są głusi na zdrowy rozsądek, kierują się swoimi utopiami i siłą chcą je narzucać innym. Istne szaleństwo.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#1 Aleks 2025-08-29 16:46
Elity zachodnie już wkrótce doprowadzą swoje narody do upadku.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz