Prostolinijność urzędnika Valotki jest godna podziwu. Rzuca pomysłami na temat lepszego gnębienia mniejszości i deptania ich praw w sferze publicznej, jakby był przekonany o swej nietykalności. W przeszłości przecież już wielokrotnie wywoływał skandale podobną retoryką i nigdy mu za to włos z głowy nie spadł. Sam to tłumaczy tym, że język u niego wyprzedza funkcje myślowe. Gada więc odruchowo to, co wytresowana od lat wyobraźnia mu podpowiada i żadne hamulce wypływające ze świadomości, że wypowiada się publicznie jako urzędnik państwowy w imieniu państwa niejako, nie działają. A że gada kompromitująco, więc i swe państwo też kompromituje sugerując, że Litwa nie powinna przestrzegać żadnych umów międzynarodowych, do których zobowiązała się.
Nie dziw więc, że i tym razem Valotka wywołał kolejny skandal, który ma rezonans międzynarodowy. Na wypowiedź urzędnika bowiem nie tylko zareagował Związek Polaków na Litwie, ale też ambasada Rzeczpospolitej Polskiej w Wilnie. Kierownik placówki Grzegorz Poznański uznał za konieczne nie tylko pisemnie zwrócić się do szefa Valotki, czyli ministra kultury Šarunasa Birutisa, ale i zrobić to w formie listu otwartego. Niestety, pewne raczej jest, że poufna korespondencja dyplomatyczna w tej sytuacji nie zadziała, bo nie zadziałała nigdy wcześniej przy wybrykach Valotki. Ten zawsze bezkarnie podrwiwał sobie z protestów oburzonych Polaków wileńskich, dyplomatów sąsiedniego państwa i przy okazji grał na nosie swym przełożonym ministrom, co to nie mogli nigdy doprosić się jego dymisji. Tym razem Warszawa zdecydowała się na publiczne przypomnienie Wilnu o zapisach Traktatu, jaki obowiązuje obie strony, o czym w liście trafnie punktuje sojuszników ambasador Poznański. Przypomniał, że w trudnej geopolitycznej sytuacji na Litwie ktoś co rusz, a to urzędnik państwowy, a to poszczególni politycy, a to showmani telewizyjni wywołują antypolskie animozje tak, by podjudzać Litwinów, podgrzewać emocje, wydrwiwać Polaków wileńskich prymitywnymi dowcipami, śmiesznymi jak płaski kawał opowiadany na imprezie przez podchmielonego buca dziesiąty raz z rzędu. Kierownik ambasady RP grzecznie przypomniał ministrowi Birutisowi, że jego kraj skrupulatnie wywiązuje się z zobowiązań traktatowych i tego samego oczekuje od Litwy, gdzie, niestety, poszczególni urzędnicy pozwalają sobie otwarcie kwestionować zapisy Traktatu. A to jest niepięknie. „W dobie wojen hybrydowych i informacyjnych, deprecjonowanie praw mniejszości oraz ich stygmatyzowanie służy tworzeniu podziałów w społeczeństwach państw UE i NATO”, napisał do Birutisa Poznański i dodał jeszcze, że „problem ten jest szczególnie wrażliwy dla Polski, Litwy, innych państw w naszym regionie, szczególnie narażonych na nieprzyjazne, inspirowane z zewnątrz działania”.
Valotka list otwarty z pewnością przeczytał i pewnie treść pisma też jego rozum jakoś tam ogarnął. Kumnął, że tym razem jako recydywistę mogą go dopaść kłopoty służbowe, więc zaczął szukać alibi, które mogłoby jakoś go wytłumaczyć i rozgrzeszyć. Poszedł w intelektualną niepoczytalność, jaka to przypadłość u niego zdarza się częściej niż u przysłowiowego Greka. Napisał w mediach socjalnych, że to co powiedział dla Alfa TV w rzeczywistości „nie odzwierciedla jego przekonań”. Że stało się tak, iż słowa poza jego kontrolą wyfrunęły mu z organu mowy, z powodu czego on „ubolewa”. I choć nadal „twardo” zamierza bronić języka litewskiego, to jednak nie zamierza zamykać szkół polskich na Litwie. A jego przekonania osobiste „nigdy nie przekształcą się w stygmatyzowanie bądź poniżanie grup narodowych”. „Nigdy po nas tego się nie pokaże”, jak mawiał stary Kiemlicz do Kmicica chcąc zapewnić o swej lojalności i nie knuciu zdrady. Słowem, gadał Valotka, „pogorączkowałem się” i stało się.
Z Valotką, to co się stało, stało się nie po raz pierwszy, jak już wspomnieliśmy. Jest wręcz regularny i konsekwentny w swych antypolskich wyskokach. Wielokrotnym recydywistą, gdy chodzi o prowokowanie konfliktów narodowościowych na Litwie, obrażanie litewskich Polaków zmyślonymi fejkami. Jeszcze za poprzedniej koalicji rządzącej minister kultury Simonas Kairys próbował go za to wyrzucić z urzędu, gdy ten bez cienia dowodów oskarżał wileńskich Polaków o tendencje separatystyczne na miarę rosyjskich separatystów w Donbasie. Bo chcą używać języka ojczystego w przestrzeni publicznej tam, gdzie mieszkają od wieków, rżnął głupka „argumentami” z kosmosu. Ośmielają się w rejonie wileńskim, o zgrozo, na szyldach autobusów marszruty pisać również po polsku, w Solecznikach na tyle nabrali się moresu, że zamieścili nawet napis „Dworzec autobusowy” w przestrzeni publicznej. W autobusach zamiast litewskiej mowy używają „mowy czurków”, perorował „intelektualista”.
Valotka nie może tego znieść, szczuje więc jak może na Polaków ze swego państwowego urzędu, przy okazji deprecjonując zarówno go, jak i same państwo litewskie. Kolejni ministrowie kultury jednak swego podwładnego nie mogą okiełznać, skutecznie przywołać do porządku, demonstrując w ten sposób swą niemoc wobec putinowskiego absztyfikanta, który jawnie swymi wyskokami podbija bębenek, jakiego dźwięki mile łechczą propagandę na Kremlu.
I tym razem ministra Birutisa było stać jedynie na to, by powołać w swym resorcie specjalną komisję ds. zbadania czy Valotka swymi wypowiedziami nie poczynił przypadkiem „służbowego wykroczenia”. Wcześniej podobne komisje powoływał minister Kairys (bezużytecznie, rzecz jasna), a minister oświaty i nauki udawał niemoc wobec mera Trok, którego nazwiska nawet nie chce mi się sprawdzać, gdy ten degradował polskie gimnazjum w Połukniu, którego okazały budynek dla Litwy wyremontowała Polska.
Takie mamy państwo, w którym można w tri miga stracić mandat poselski za szpetne odezwanie się o pewnym (wybranym) narodzie albo za dosadne skrytykowanie mniejszości tęczowej i jednocześnie czuć się zupełnie bezkarnym, gdy idzie o wielokrotne obrażanie najbliższego sojusznika...
Tadeusz Andrzejewski,
radny rejonu wileńskiego

Komentarze
Obraża przecież nie tylko Polaków z Wileńszczyzny, ale wszystkich Polaków. W ten sposób podważa relacje litewsko-polskie, a to jak wiadomo Polska jest ważnym sojusznikiem Litwy.
Powstaje pytanie: czy on jest tylko nieodpowiedzialnym nacjonalistą, czy może to jest świadomy podżegacz i prowokator? W czyim interesie podsyca nastroje wewnątrz kraju, szczując na mniejszości narodowe? To już powinny wyjaśnić stosowne służby, tym bardziej że podobne skandaliczne wypowiedzi już nieraz od Valotki wychodziły.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.