Wydrukuj tę stronę

Valotka – nienachalnie inteligentny recydywista

2025-08-06, 12:39
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Tadeusz Andrzejewski Tadeusz Andrzejewski

Audrius Valotka ledwie zdążył ucieszyć się z wygrania po raz kolejny konkursu na zajęcie stanowiska szefa Państwowej Inspekcji Języka Litewskiego, a już dał popis swych możliwości intelektualnych, z jakich słynie od dawna.

Tym razem w audycji Alfa TV na You tube, gdzie 11 lipca br. był gościem przepytywanym z tematów, jakim służbowo kuruje. Zagadnięty o kwestię rusyfikacji przestrzeni publicznej na Litwie, poczuł się jak rozjuszony byk, przed którym wystawiono czerwoną płachtę. Z impetem wypalił, że zjawisko należy tępić drogą bezkompromisową, czyli zamykania zarówno szkół rosyjskich, jak też polskich w naszym państwie. „Proces oświatowy na Litwie musi odbywać się w języku państwowym rezygnując zarówno ze szkół rosyjskich, jak też polskich”, objaśniał uczenie meandry problemu, który – według jego rozumu – zniknie wraz ze zniknięciem oświaty w językach, z jakimi Valotka walczy wytrwale od lat. Potem, nakręcając się coraz bardziej w temacie, użył retoryki, z jakiej słynie od kiedy jest urzędnikiem państwowym na newralgicznym w naszym państwie stanowisku. Zaczął gadać o separatyzmach i gettach. „Do czego jest potrzebne tworzenie wszelakich solecznickich gett, utrzymywanie wszelakich gett językowych”, pytał retorycznie, wypadając w swej paplaninie raczej na Marsjanina niż na mieszkańca Europy, gdzie prawa językowe autochtonicznych mniejszości są normą zagwarantowaną w licznych międzynarodowych dokumentach i traktatach.

Prostolinijność urzędnika Valotki jest godna podziwu. Rzuca pomysłami na temat lepszego gnębienia mniejszości i deptania ich praw w sferze publicznej, jakby był przekonany o swej nietykalności. W przeszłości przecież już wielokrotnie wywoływał skandale podobną retoryką i nigdy mu za to włos z głowy nie spadł. Sam to tłumaczy tym, że język u niego wyprzedza funkcje myślowe. Gada więc odruchowo to, co wytresowana od lat wyobraźnia mu podpowiada i żadne hamulce wypływające ze świadomości, że wypowiada się publicznie jako urzędnik państwowy w imieniu państwa niejako, nie działają. A że gada kompromitująco, więc i swe państwo też kompromituje sugerując, że Litwa nie powinna przestrzegać żadnych umów międzynarodowych, do których zobowiązała się.

Nie dziw więc, że i tym razem Valotka wywołał kolejny skandal, który ma rezonans międzynarodowy. Na wypowiedź urzędnika bowiem nie tylko zareagował Związek Polaków na Litwie, ale też ambasada Rzeczpospolitej Polskiej w Wilnie. Kierownik placówki Grzegorz Poznański uznał za konieczne nie tylko pisemnie zwrócić się do szefa Valotki, czyli ministra kultury Šarunasa Birutisa, ale i zrobić to w formie listu otwartego. Niestety, pewne raczej jest, że poufna korespondencja dyplomatyczna w tej sytuacji nie zadziała, bo nie zadziałała nigdy wcześniej przy wybrykach Valotki. Ten zawsze bezkarnie podrwiwał sobie z protestów oburzonych Polaków wileńskich, dyplomatów sąsiedniego państwa i przy okazji grał na nosie swym przełożonym ministrom, co to nie mogli nigdy doprosić się jego dymisji. Tym razem Warszawa zdecydowała się na publiczne przypomnienie Wilnu o zapisach Traktatu, jaki obowiązuje obie strony, o czym w liście trafnie punktuje sojuszników ambasador Poznański. Przypomniał, że w trudnej geopolitycznej sytuacji na Litwie ktoś co rusz, a to urzędnik państwowy, a to poszczególni politycy, a to showmani telewizyjni wywołują antypolskie animozje tak, by podjudzać Litwinów, podgrzewać emocje, wydrwiwać Polaków wileńskich prymitywnymi dowcipami, śmiesznymi jak płaski kawał opowiadany na imprezie przez podchmielonego buca dziesiąty raz z rzędu. Kierownik ambasady RP grzecznie przypomniał ministrowi Birutisowi, że jego kraj skrupulatnie wywiązuje się z zobowiązań traktatowych i tego samego oczekuje od Litwy, gdzie, niestety, poszczególni urzędnicy pozwalają sobie otwarcie kwestionować zapisy Traktatu. A to jest niepięknie. „W dobie wojen hybrydowych i informacyjnych, deprecjonowanie praw mniejszości oraz ich stygmatyzowanie służy tworzeniu podziałów w społeczeństwach państw UE i NATO”, napisał do Birutisa Poznański i dodał jeszcze, że „problem ten jest szczególnie wrażliwy dla Polski, Litwy, innych państw w naszym regionie, szczególnie narażonych na nieprzyjazne, inspirowane z zewnątrz działania”.

Valotka list otwarty z pewnością przeczytał i pewnie treść pisma też jego rozum jakoś tam ogarnął. Kumnął, że tym razem jako recydywistę mogą go dopaść kłopoty służbowe, więc zaczął szukać alibi, które mogłoby jakoś go wytłumaczyć i rozgrzeszyć. Poszedł w intelektualną niepoczytalność, jaka to przypadłość u niego zdarza się częściej niż u przysłowiowego Greka. Napisał w mediach socjalnych, że to co powiedział dla Alfa TV w rzeczywistości „nie odzwierciedla jego przekonań”. Że stało się tak, iż słowa poza jego kontrolą wyfrunęły mu z organu mowy, z powodu czego on „ubolewa”. I choć nadal „twardo” zamierza bronić języka litewskiego, to jednak nie zamierza zamykać szkół polskich na Litwie. A jego przekonania osobiste „nigdy nie przekształcą się w stygmatyzowanie bądź poniżanie grup narodowych”. „Nigdy po nas tego się nie pokaże”, jak mawiał stary Kiemlicz do Kmicica chcąc zapewnić o swej lojalności i nie knuciu zdrady. Słowem, gadał Valotka, „pogorączkowałem się” i stało się.

Z Valotką, to co się stało, stało się nie po raz pierwszy, jak już wspomnieliśmy. Jest wręcz regularny i konsekwentny w swych antypolskich wyskokach. Wielokrotnym recydywistą, gdy chodzi o prowokowanie konfliktów narodowościowych na Litwie, obrażanie litewskich Polaków zmyślonymi fejkami. Jeszcze za poprzedniej koalicji rządzącej minister kultury Simonas Kairys próbował go za to wyrzucić z urzędu, gdy ten bez cienia dowodów oskarżał wileńskich Polaków o tendencje separatystyczne na miarę rosyjskich separatystów w Donbasie. Bo chcą używać języka ojczystego w przestrzeni publicznej tam, gdzie mieszkają od wieków, rżnął głupka „argumentami” z kosmosu. Ośmielają się w rejonie wileńskim, o zgrozo, na szyldach autobusów marszruty pisać również po polsku, w Solecznikach na tyle nabrali się moresu, że zamieścili nawet napis „Dworzec autobusowy” w przestrzeni publicznej. W autobusach zamiast litewskiej mowy używają „mowy czurków”, perorował „intelektualista”.

Valotka nie może tego znieść, szczuje więc jak może na Polaków ze swego państwowego urzędu, przy okazji deprecjonując zarówno go, jak i same państwo litewskie. Kolejni ministrowie kultury jednak swego podwładnego nie mogą okiełznać, skutecznie przywołać do porządku, demonstrując w ten sposób swą niemoc wobec putinowskiego absztyfikanta, który jawnie swymi wyskokami podbija bębenek, jakiego dźwięki mile łechczą propagandę na Kremlu.

I tym razem ministra Birutisa było stać jedynie na to, by powołać w swym resorcie specjalną komisję ds. zbadania czy Valotka swymi wypowiedziami nie poczynił przypadkiem „służbowego wykroczenia”. Wcześniej podobne komisje powoływał minister Kairys (bezużytecznie, rzecz jasna), a minister oświaty i nauki udawał niemoc wobec mera Trok, którego nazwiska nawet nie chce mi się sprawdzać, gdy ten degradował polskie gimnazjum w Połukniu, którego okazały budynek dla Litwy wyremontowała Polska.

Takie mamy państwo, w którym można w tri miga stracić mandat poselski za szpetne odezwanie się o pewnym (wybranym) narodzie albo za dosadne skrytykowanie mniejszości tęczowej i jednocześnie czuć się zupełnie bezkarnym, gdy idzie o wielokrotne obrażanie najbliższego sojusznika...

Tadeusz Andrzejewski,
radny rejonu wileńskiego

Komentarze   

 
#7 Ryszard 2025-09-04 10:17
Za swoje haniebne, fałszywe i podżegające wypowiedzi, uderzające w mniejszości narodowe, Valotka właśnie otrzymał kolejną naganę. Czyli tak naprawdę nie wyciągnięto wobec tego prowokatora żadnych konsekwencji. Tak funkcjonuje lietuviskie państwo.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#6 marcin 2025-08-21 10:54
To delikatnie powiedziane, że ten facet jest "nienachalnie inteligentny". On jest jakimś nieporozumieniem, dziwne że wygrywa konkursy na stanowiska państwowe. Bo za wzniecanie napięć na tle narodowościowym raczej powinno się go ścigać karnie, gdyż jego działania i wypowiedzi szkodzą interesom państwa i bezpieczeństwu wewnętrznemu.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#5 A.B. 2025-08-21 10:52
Skąd się biorą takie typy jak Valotka? Bo trudno go nawet nazwać nacjonalistą. To jest jakiś zaczadzony szaleniec, który prowadzi te swoje wojenki i nie wie, jaki jest śmieszny i żałosny.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#4 Janusz 2025-08-07 23:07
Przecież to prowokator!
Obraża przecież nie tylko Polaków z Wileńszczyzny, ale wszystkich Polaków. W ten sposób podważa relacje litewsko-polskie, a to jak wiadomo Polska jest ważnym sojusznikiem Litwy.
Powstaje pytanie: czy on jest tylko nieodpowiedzialnym nacjonalistą, czy może to jest świadomy podżegacz i prowokator? W czyim interesie podsyca nastroje wewnątrz kraju, szczując na mniejszości narodowe? To już powinny wyjaśnić stosowne służby, tym bardziej że podobne skandaliczne wypowiedzi już nieraz od Valotki wychodziły.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#3 z Wilna 2025-08-07 23:03
Takie skandaliczne i kłamliwe wypowiedzi na forum publicznym nie powinny mieć miejsca w demokratycznym społeczeństwie. Zwłaszcza, że ten Valotka jest urzędnikiem państwowym pełniącym funkcję publiczną. To wstyd nie tylko dla niego osobiście, ale dla całego państwa, skoro ktoś taki sprawuje państwowy urząd.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#2 cc 2025-08-06 17:30
cóż ten człowiek jest "inteligentny inaczej"
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#1 Marek 2025-08-06 17:30
Ten furiat Valotka chce zamykać polskie szkoły. facet naprawdę oszalał. Kto go powołał na funkcję urzędnika państwowego?
Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz