Wydrukuj tę stronę

Schengen na cieniutkim włosku

2025-07-13, 13:02
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Tadeusz Andrzejewski Tadeusz Andrzejewski

Od poniedziałku mamy ponowne kontrole na granicy polsko-litewskiej, które zostały przywrócone z inicjatywy Warszawy. Rząd polski uznał, że napływ nielegalnych migrantów do kraju wymyka się spod kontroli wskutek niemieckich push backów.

Niemiecka Straż Graniczna przepycha regularnie, z niemiecką precyzją migrantów na stronę polską, bo ma ich za wiele u siebie. Bo stwarzają oni zbyt dużo problemów, generują koszta. Wymyślono więc sposób pozbywania się niechcianych gości z Afryki, Azji i innych kontynentów. Niemiecki policjant czy strażnik graniczny wypełnia druczek często na kolanie, często wyłącznie w oparciu o wiedzę przedstawioną przez pojmanego i radośnie wypycha go na stronę polską, gdy uda mu się wpisać do druczku w linijce „kraj przybycia”: „Polen”. Wszystko dla Niemca staje się jasne, weryfikacji żadnej nie potrzebuje (choć niemieckie sądy to nakazują), ważne, że kłopot z głowy. Niech teraz głowa boli Polaków. Niemiecka prasa chwali swe służby, że za ostatnie miesiące udało się w ten sposób pozbyć się ponad 13 tysięcy delikwentów szukających socjału i wygodnego życia nad Renem i Łabą.

Polski rząd przez ponad półtora roku przymykał oko na niemieckie praktyki graniczne, nie stosował symetrii w pilnowaniu granicy. Wolał udawać, że wszystko jest w porządku, sytuacja pod kontrolą, statystyki wypychanych niemieckich migrantów kreatywnie fałszował. Działo się tak do momentu, gdy na granicy pojawili się społecznicy. Obywatele zaniepokojeni zalewem ich miast i osiedli nielegalnymi migrantami sami zorganizowali się i pod szyldem „Ruch Obrony Granic” zjawili się w czynie społecznym na granicy, by kontrolować, monitorować, naświetlać patologie z nielegalnym procederem. Media opozycyjne nagłośnili gorącą sytuację na granicy, budząc tym samym świadomość wielu uśpionych letnią aurą Polaków. W międzyczasie niestety zaczęły się spełniać czarne scenariusze wynikające z masowego napływu nielegalnych migrantów. W Toruniu brutalnie została zamordowana 24-letnia Klaudia, studentka-doktorantka, przez Wenezuelczyka, który w Polsce przebywał nielegalnie. Okoliczności gwałtu i mordu były tak makabryczne, że wstrząsnęły całą Polską. Ale zaledwie zdążył przejść marsz milczenia ulicami Torunia, by uczcić zamordowaną, gdy do kolejnego morderstwa Polaka przez migrancki gang doszło w innym miejscu Polski. Rząd zrozumiał, że dalej już nie da się przykrywać swej bezczynności propagandą, więc orzekł, iż „stracił cierpliwość” wobec zachodniego sąsiada i dlatego też przywraca kontrolę na granicy z Niemcami oraz Litwą. Gorący kartofel nielegalnej migracji stanie się więc jeszcze bardziej gorętszy, bo podrzucić sąsiadowi niechcianych gości będzie coraz trudniej, a i potrzeba będzie coraz większej kreatywności oraz asertywności w tym procederze.

Giedrius Miškinis, rzecznik litewskiej Straży Granicznej, narzekał, że strona polska nie poinformowała Wilna o wznowieniu kontroli na granicy. Przyznał jednak, że problem z nielegalną migracją istnieje. Setki koczujących migrantów tylko w tym roku zostało zawróconych z Polski na Litwę (mówi się o ponad 300, których udało się złapać). Miškinis twierdzi jednak, że większość z nich – to nie litewscy migranci tylko łotewscy, bo tam jest łatwiej nielegalnie przekroczyć łotewsko-białoruską granicę, która jest źle strzeżona. Czy strona łotewska się zgodzi z taką opinią? Wątpię. Tak czy siak, już w pierwszych godzinach po wprowadzeniu kontroli na granicy polsko-litewskiej polska Straż Graniczna zatrzymała obywatela Estonii, który w swym samochodzie przemycał do Polski Afgańczyków.

Umowa z Schengen nie przewiduje kontroli granicznych wewnątrz Unii. Jest wielkim osiągnięciem zjednoczonej Europy i sprawia dużo dogodności dla jej mieszkańców. Dziś jest jednak zagrożona, bowiem większość krajów unijnych zaczęła od nowa kontrolować swe granicy w obawie przed zalewem nieproszonymi przybyszami z innych kontynentów. Warto po raz kolejny przypomnieć, że zalew nastąpił już w roku 2015 po tym, gdy Angela Merkel arbitralnie ogłosiła politykę otwartych drzwi dla nielegalnej migracji. Bruksela wówczas z entuzjazmem pomysłowi przytaknęła. Co poniektórzy nawet żądali, by migracja została uznana za niezbywalne prawo człowieka. Człowiek ma w opinii kosmopolitów niezbywalne prawo migrować, jak chce, kiedy chce i dokąd chce. Tak lewicowo-liberalne elity wtedy bredzili. Po zaledwie dekadzie utopijny projekt soroszowskich elit skończył się katastrofą dla Starego Kontynentu. Rządy zachodnich państw na gwałt szukają wyjścia z sytuacji bez wyjścia. Z tsunami nielegalnej migracji zaczęły walczyć drogą wypychania niechcianych przybyszów do sąsiadów i kontrolowania, by sąsiedzi z kolei nie zrobili tego samego wobec nich. Ale spoko, za rok wchodzi Pakt Migracyjny, wtedy to Bruksela będzie rozpychać migrantów po różnych krajach, jak tylko uzna za stosowne, karząc przy okazji niesfornych dotkliwymi karami pieniężnymi.

Nowy kanclerz Niemiec Friedrich Merz diamentralnie zmienił politykę Merkel. Teraz priorytetem Berlina nie jest już Willkommenpolitik, tylko polityka pozbywania się ciemnoskórych „inżynierów”, „lekarzy”, „informatyków” i innych „uczonych” z granic państwa. Oczywiście o odpowiedzialności za nieszczęście, jakie Niemcy i ich kanclerz ściągnęły na Unię Europejską, nad Renem nikt nie wspomina. Niemieckie gazety raczej rozpisują się o polskich „rasistach”, „bojówkarzach”, „nacjonalistach”, którzy utrudniają niemieckiej Straży Granicznej pracę. Ciekawe, że holenderskich aktywistów granicznych, pilnujących niemiecko-holenderskiej granicy, media nazywają „wściekłymi ludźmi”. Jakimi ludźmi byli wobec tego politycy, którzy doprowadzili do katastrofy cały kontynent? Pytanie raczej retoryczne...

Pytanie zaś zasadnicze brzmi: skąd taka niemoc i imposybilizm Europy w omawianym temacie, skoro jesteśmy ponoć na wyżynach technologicznych możliwości, jeżeli chodzi o sprzęt do kontroli, monitorowania, śledzenia granicy. Dlaczego kraje, które o niebo są niżej w tej dziedzinie, potrafią skutecznie pilnować swych granic. Ba, potrafią, jak trzeba, odmienić nawet trendy migracyjne. Przykładem mogą posłużyć Iran czy Pakistan. Dane z ostatnich miesięcy pokazują to. Islamska Republika Iranu tylko w ostatnich miesiącach tego roku wymusiła na uchodźcach z Afganistanu opuszczenie ich kraju w liczbie ponad 230 tysięcy. Ogólna zaś liczba z początku tego roku, gdy chodzi o wydalonych cudzoziemców, wynosi 700 tysięcy. Podobną skutecznością wobec braci w wierze wykazuje się też Pakistan, choć na nieco mniejszą skalę. A więc Mahometanie radzą sobie z nielegalną migracją, gdy uznają tylko, że zaczyna ona zagrażać interesom ich krajów. Francja, dla przykładu, w tym samym czasie radzi sobie w dokładnie innym kierunku. Statystyki pokazują, że w roku 2007 Republique z humanitarnych przesłanek przyjęła 1600 Afgańczyków. Co to jest dla 70-milionowego kraju, zwykli mówić lewicowo uwrażlwieni politycy i obywatele w tej sytuacji. Po zaledwie niespełna dwóch dekadach Afgańczyków we Francji jest już ponad 100 tysięcy. Ale co to jest? Nieprawdaż?

Ale wracając do imposybilizmu bogatej i gnuśnej Europy. Dzieje się tak, bo duża część jej elit nielegalnej migracji używa do walki z własną tożsamością, kulturą, cywilizacją. Dr Lucyna Kulińska komentując to, co teraz dzieje się w Polsce, nie ma wątpliwości, że jest to wojna kulturowa. „Jedną z najbardziej skutecznych metod niszczenia kultur narodów jest metoda mieszania kultur, mieszania ludzi oraz obniżania poziomu edukacji do niemal zera”, przestrzega przed groźnym zjawiskiem, które dzieje się na naszych oczach. I dodaje, że „mamy do czynienia z planem, który kiedyś był uważany za teorię spiskową, a dziś jest już na takim poziomie realizacji, że nawet najmniej spostrzegawczy człowiek zorientuje się, że chodzi o zniszczenie narodów”.

A tak swoją drogą - Schengen wisi dziś z winy utopistów na bardzo cieniutkim włosku...

Tadeusz Andrzejewski,
radny rejonu wileńskiego

Komentarze   

 
#7 Schengen 2025-07-16 13:47
Umowa z Schengen nie przewiduje kontroli granicznych wewnątrz Unii. Jest wielkim osiągnięciem zjednoczonej Europy i sprawia dużo dogodności dla jej mieszkańców. Dziś jest jednak zagrożona, bowiem większość krajów unijnych zaczęła od nowa kontrolować swe granicy w obawie przed zalewem nieproszonymi przybyszami z innych kontynentów. Warto po raz kolejny przypomnieć, że zalew nastąpił już w roku 2015 po tym, gdy Angela Merkel arbitralnie ogłosiła politykę otwartych drzwi dla nielegalnej migracji. Bruksela wówczas z entuzjazmem pomysłowi przytaknęła. Co poniektórzy nawet żądali, by migracja została uznana za niezbywalne prawo człowieka. Człowiek ma w opinii kosmopolitów niezbywalne prawo migrować, jak chce, kiedy chce i dokąd chce. Tak lewicowo-liberalne elity wtedy bredzili. Po zaledwie dekadzie utopijny projekt soroszowskich elit skończył się katastrofą dla Starego Kontynentu. Rządy zachodnich państw na gwałt szukają wyjścia z sytuacji bez wyjścia. Z tsunami nielegalnej migracji zaczęły walczyć drogą wypychania niechcianych przybyszów do sąsiadów i kontrolowania, by sąsiedzi z kolei nie zrobili tego samego wobec nich. Ale spoko, za rok wchodzi Pakt Migracyjny, wtedy to Bruksela będzie rozpychać migrantów po różnych krajach, jak tylko uzna za stosowne, karząc przy okazji niesfornych dotkliwymi karami pieniężnymi.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#6 F.L. 2025-07-16 13:45
Giedrius Miškinis, rzecznik litewskiej Straży Granicznej, narzekał, że strona polska nie poinformowała Wilna o wznowieniu kontroli na granicy. Przyznał jednak, że problem z nielegalną migracją istnieje. Setki koczujących migrantów tylko w tym roku zostało zawróconych z Polski na Litwę (mówi się o ponad 300, których udało się złapać). Miškinis twierdzi jednak, że większość z nich – to nie litewscy migranci tylko łotewscy, bo tam jest łatwiej nielegalnie przekroczyć łotewsko-białoruską granicę, która jest źle strzeżona. Czy strona łotewska się zgodzi z taką opinią? Są duże zwątpienia. Tak czy siak, już w pierwszych godzinach po wprowadzeniu kontroli na granicy polsko-litewskiej polska Straż Graniczna zatrzymała obywatela Estonii, który w swym samochodzie przemycał do Polski Afgańczyków.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#5 Michał 2025-07-16 13:43
Niestety, widzimy jak niemiecka straż graniczna przepycha regularnie migrantów na stronę polską, bo ma ich za wiele u siebie. Bo stwarzają oni zbyt dużo problemów, generują koszta. Wymyślono więc sposób pozbywania się niechcianych gości z Afryki, Azji i innych kontynentów. Niemiecki policjant czy strażnik graniczny wypełnia druczek często na kolanie, często wyłącznie w oparciu o wiedzę przedstawioną przez pojmanego i radośnie wypycha go na stronę polską, gdy uda mu się wpisać do druczku w linijce „kraj przybycia”: „Polen”. Wszystko dla Niemca staje się jasne, weryfikacji żadnej nie potrzebuje (choć niemieckie sądy to nakazują), ważne, że kłopot z głowy. Niech teraz głowa boli Polaków. Niemiecka prasa chwali swe służby, że za ostatnie miesiące udało się w ten sposób pozbyć się ponad 13 tysięcy delikwentów szukających socjału i wygodnego życia nad Renem i Łabą.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#4 Jerzy 2025-07-14 22:24
Coraz częściej można usłyszeć głosy o "końcu" czy nawet "zabiciu Schengen".
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#3 czytelnik 2025-07-14 22:23
Premier Węgier Orban ocenił, że kryzys migracyjny to "nie problem europejski, ale niemiecki". Jak mówił, imigranci nie chcą dostać się do Polski, Węgier czy Estonii. "Wszyscy chcieliby do Niemiec" - powiedział.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#2 Marek 2025-07-13 23:37
Niestety duża część tzw. elit tej bogatej i gnuśnej Europy, nielegalnej migracji używa do walki z własną tożsamością, kulturą, cywilizacją. Czyli jest to cyniczna rozgrywka polityczno-światopoglądowa.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#1 Janusz 2025-07-13 22:54
To głównie Niemcy, konkretnie pani kanclerz Merkel, wywołała europejski kryzys migracyjny.
Ale problem jest zrzucany na inne kraje, w tym Polskę czy Litwę. Tym bardziej, że nasze granice - flanka Unii, są wykorzystywane do prowadzenia tak zwanej "wojny hybrydowej".
Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz