Wydrukuj tę stronę

Wartości i „wartości”

2025-07-01, 14:20
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Tadeusz Andrzejewski Tadeusz Andrzejewski

Nowa administracja Białego Domu jest coraz bardziej zaniepokojona odchodzeniem Europy od wspólnych wartości, jakie ongiś łączyły świat Zachodu. Stary Kontynent nie tylko zdradza swoje wartości, ale często też zajadle je zwalcza.

Na oficjalnych stronach internetowych Departamentu Stanu USA ukazała się obszerna publikacja autorstwa Samuela Samsona pt. „Potrzeba cywilizacyjnych sojuszników w Europie”, w której autor publikacji – starszy doradca Biura ds. Demokracji, Praw Człowieka i Pracy – tłumaczy przyczyny osłabienia się więzi transatlantyckich właśnie odchodzeniem krajów Unii Europejskiej od wartości, które niegdyś globalny Zachód spajały. Autor swe przemyślenia zaczyna od tego, że Ameryka cywilizacyjnie wiele zawdzięcza właśnie Europie. Ojcowie Założyciele Stanów Zjednoczonych budowali nowe państwo za oceanem - jego podwaliny, tradycje i tożsamość właśnie na fundamentach judeochrześcijańskiej cywilizacji, której źródła biją w Rzymie i Atenach. Wspólnota w sferze kultury, religii, więzi rodzinnych była zawsze bodźcem wzajemnej pomocy w czasach niepokojów, przypomina Samson. Dziś Ameryka, widząc jak Europa prowadzi agresywną kampanię przeciwko cywilizacji, z której wyrosła, ma prawo bić na alarm, przestrzega Amerykanin i wyłuszcza sedno sprawy w słowach: „Trwa agresywna kampania przeciw samej cywilizacji zachodniej. W całej Europie rządy uzbroiły instytucje polityczne przeciw własnym obywatelom i przeciw naszemu wspólnemu dziedzictwu. Oddalając się od zasad demokratycznych, Europa przekształciła się w siedlisko cyfrowej cenzury, masowej migracji, ograniczeń wolności religijnej i licznych innych ataków na demokratyczną samorządność”.

Regres demokracji w Europie jest widoczny gołym okiem. Europejskie liberalno-lewicowe elity, chcąc utrzymać się u władzy za wszelką cenę, pojęć demokratycznych używają jako wytrychu, by walczyć o swe uprzywilejowane pozycje, synekury, miejsca w ławach poselskich. Obywateli uważają za motłoch do zmanipulowania dla własnych celów. Dlatego chcą kontrolować przekaz medialny, internet, sieci socjalne, wprowadzać cenzurę pod przykrywką walki z dezinformacją i mową nienawiści. Przez lata i wiele kampanii wyborczych udawało się to świetnie. Jednak czerwona lampka w głowach obywateli zaczęła się w końcu jarzyć. Stało się to po tym, gdy niepodzielne rządy liberalnej lewicy zaczęły stwarzać realne zagrożenie dla życia i bytu zwykłych obywateli. Zagrożenie dla bezpieczeństwa ekonomicznego, rodzinnego, fizycznego wreszcie, gdy w wielu miastach i metropoliach Starego Kontynentu nie da się już po zmroku wyjść z domu bez narażenia się na ataki kulturowo ubogacających tubylców migrantów. Basta, genug, enough, powiedzieli wyborcy w wielu krajach Europy i zaczęli szukać zdroworozsądkowej alternatywy dla rządzących. Rządzący establishment, czując zagrożenie dla swej dominującej pozycji, zaczął stosować coraz bardziej opresyjne metody zwalczania opozycji. W orwellowskim stylu, walcząc pozornie o demokrację i praworządność, przystąpił do delegitymizacji partii opozycyjnych i ich najbardziej wpływowych liderów. W ten sposób w Niemczech służby specjalne tego kraju uznały największą opozycyjną partię Alternatywę dla Niemiec za partię ekstremistyczną, szykując w ten sposób glebę dla jej delegalizacji. We Francji zaś posłużono się sądami do rozprawy nad opozycją. W Republice prezydenckiej drogę do tego urzędu dla kandydatki opozycji Marine Le Pen zaryglowano właśnie decyzją sądu. Decyzją absurdalną jak reklama wódki w krajach muzułmańskich, gdzie obowiązuje prawo szariatu nakazujące wiernym abstynencję. Le Pen nie będzie mogła startować w wyborach prezydenckich, bo „en” lat temu jako posłanka do Europarlamentu niewłaściwie ponoć przydzielała obowiązki służbowe dla swych asystentów, tak z grubsza brzmi wyrok francuskiego sądu. W Rumunii skręcono wybory, bo pierwszą turę wygrał kandydat nie ten, który miał wygrać. Tak wygląda dziś „demokracja” w wydaniu liberalnej demokracji w Europie.

W Polsce – wydawałoby się wariant rumuński powtórzyć się nie może. Zbyt duży kraj, zbyt silne tradycje demokratyczne. Wydawało się kiedyś, ale już się nie wydaje. Wydaje się raczej, że ścieżka rumuńska jest coraz bardziej wydeptywana przez rządzących, odkąd stało się jasne, że ich kandydat nie został wybrany przez Polaków. Wybory odbyły się w mega transparentny sposób, zgodnie ze wszelkimi regułami demokracji bezprzymiotnikowej (a więc tradycyjnej), co potwierdzili w swym raporcie międzynarodowi obserwatorzy z misji OBWE. Ale przegrane elity nadwiślańskie mają to w głębokim „poważaniu”. Udało się im znaleźć 13 komisji wyborczych (na ponad 30 tysięcy w całym kraju), w których odnotowano nieprawidłowości. Wystarczyło to „elitom”, by zacząć twierdzić, iż im się wydaje, że wybory zostały sfałszowane. „Demokraci” spod znaku „Silni Razem” wyprodukowali 50 tysięcy protestów na jedno kopyto, pod jedną kalkę, zasypali nimi Sąd Najwyższy, a media mainstreamowe zaczęły jak na komendę domniemywać, że jednak coś jest na rzeczy, dlatego trzeba jeszcze raz policzyć wszystkie głosy. Jeden sędzia-celebryta rzucił nawet pomysł, by zrobili to prokuratorzy i policja. Proces destabilizacji państwa pod zacieranie rąk „życzliwych” sąsiadów ruszył z kopyta. Samson w swym raporcie określił zjawisko tak: „liberalizm nie zawsze idzie w parze z demokracją”. Ba, może nawet „deptać demokrację, a wraz z nią dziedzictwo Zachodu w imię dekadenckiej klasy rządzącej, która boi się własnych ludzi”. „Europa, która odcina się od swoich duchowych i kulturowych korzeni, która traktuje tradycyjne wartości jak niebezpieczne relikty i która centralizuje władzę w nieodpowiedzialnych instytucjach, jest Europą mniej zdolną do przeciwstawienia się zagrożeniom zewnętrznym i wewnętrznemu rozkładowi. Dlatego osiągnięcie pokoju w Europie i na całym świecie wymaga nie odrzucenia naszego wspólnego dziedzictwa kulturowego, lecz jego odnowienia (...)”, wzywa do opamiętania się partnerów amerykański ekspert od praw człowieka.

Podobnie, a nawet bardzo podobnie sytuację widzi polski publicysta, pisarz, działacz antykomunistyczny Bronisław Wildstein, który próby podważania wyników wyborów nad Wisłą określa jako „destrukcję”, „uderzenie w polską Konstytucję” oraz „ogólnie w porządek cywilizacyjny Zachodu”. Zdaniem Wildsteina dużym graczom w Unii wcale nie zależy na stabilności polskiego porządku prawnego, na stabilności polskiego państwa. Wręcz przeciwnie może im zależeć na ubezwłasnowolnieniu Polski, bo wówczas Warszawa nie będzie w stanie sprzeciwiać się planom Brukseli i Berlina w tworzeniu „unijnego imperium”. Chaos w różnych krajach członkowskich „pozwala Unii rządzić spokojnie”, przypomina starą jak świat zasadę imperialistów - „dziel i rządź” publicysta.

Gdy na początku roku na Konferencji Monachijskiej wiceprezydent USA D. J. Vance rzucił odważnie prosto w twarz śmietance europejskiej kilka słów prawdy na temat stanu demokracji w Europie („Obawiam się, że wolność słowa jest w odwrocie moi przyjaciele”. „Doszliśmy oczywiście do punktu, w którym sytuacja stała się tak zła, że w grudniu tego roku Rumunia wprost anulowała wyniki wyborów prezydenckich”. „Uważam, że spośród wszystkich pilnych wyzwań, przed którymi stoją reprezentowane tu narody, nie ma nic pilniejszego niż masowa imigracja”. „Patrzę na naszych drogich przyjaciół, Wielką Brytanię, gdzie odejście od praw sumienia sprawiło, że podstawowe wolności religijne Brytyjczyków znalazły się na celowniku” – to tylko kilka cytatów z mocnego wystąpienia wiceprezydenta) wywołał furię u jednych, u innych – histerię. Moderator Konferencji Christoph Heusgen popłakał się nawet post factum jak Hołownia nad polską Konstytucją. Samozadowolone, pyszne do nieba lewicowo-liberalne elity wypierają się prawdy, ignorują rzeczywistość. Wypychając Amerykanów z Europy, czynią ją coraz bardziej osamotnioną w świecie potężnie niebezpiecznym. Robią to na własną zgubę, bo nie mogą znieść prawdy o własnym upadku...

Tadeusz Andrzejewski,
radny rejonu wileńskiego

Komentarze   

 
#11 wilia 2025-07-12 13:27
Antoine de Saint-Exupéry cytat: Kiedy ludzie stają się bezbożni, wówczas rządy są bezsilne, kłamstwa nieograniczone, długi nieobliczalne, dyskusje bezowocne, wówczas oświecenie bez mózgów, politycy bez charakteru, chrześcijanie bez modlitwy, kościoły bezsilne, ludzie bez pokoju, nieokiełznana moralność, bezwstydna moda, przestępczość.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#10 Jolanta_Ejszyszki 2025-07-09 12:14
Panie Tadeuszu, ma pan rację mówiąc o tym, że czerwona lampka w głowach obywateli zaczęła się w końcu jarzyć. a stało się to po tym, gdy niepodzielne rządy liberalnej lewicy zaczęły stwarzać realne zagrożenie dla życia i bytu zwykłych obywateli. Zagrożenie dla bezpieczeństwa ekonomicznego, rodzinnego, fizycznego wreszcie, gdy w wielu miastach i metropoliach Starego Kontynentu nie da się już po zmroku wyjść z domu bez narażenia się na ataki kulturowo ubogacających tubylców migrantów. Wyborcy w wielu krajach Europy powiedzieli "dość" i zaczęli szukać zdroworozsądkowej alternatywy dla rządzących.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#9 Leon 2025-07-09 12:10
Trudno nie zgodzić się ze słowami Samuela Samsona – „Trwa agresywna kampania przeciw samej cywilizacji zachodniej. W całej Europie rządy uzbroiły instytucje polityczne przeciw własnym obywatelom i przeciw naszemu wspólnemu dziedzictwu. Oddalając się od zasad demokratycznych, Europa przekształciła się w siedlisko cyfrowej cenzury, masowej migracji, ograniczeń wolności religijnej i licznych innych ataków na demokratyczną samorządność”.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#8 E.A. 2025-07-05 14:16
Jako ludzkość przeżyliśmy już wiele różnych szaleństw. Ostatnie, które sam pamiętam, to utopijna ideologia komunizmu - była, minęła (choć smród się ciągnie, a byli aparatczycy wciąż tu i ówdzie podnoszą łby...). To samo będzie z homoideologią - prędzej czy później też minie.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#7 Wachter 2025-07-05 14:15
Europę, która demonstracyjnie wypiera się swej chrześcijańskiej tożsamości, ogarnia stopniowo szaleństwo. Wypłukani z jakichkolwiek wartości gnuśni Europejczycy sami sobie szykują swój los.
To smutna ale niestety prawdziwa konstatacja. Europa jest zagubiona, błądzi, działa na własną szkodę. Walka z Kościołem powoduje upadek całej struktury społecznej. Przykład Hiszpanii jest znamienny. Francja - o dziwo - jeszcze się broni, ale lewackie siły rządzące za nic mają rozsądne głosy sprzeciwu. W innych krajach niewiele lepiej.
Na szczęście obywatele coraz częściej zaczynają się budzić i pokazują "elitom" że nie zgadzają się z takim lewackim dryfowaniem.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#6 greg 2025-07-03 15:44
Dziś „demokracja” w wydaniu liberalnej demokracji w Europie to karykatura.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#5 wileński 2025-07-02 13:56
Nasza partia AWPL zawsze upomina się o wartości chrześcijańskie, o wartości tradycyjnej rodziny, sprawiedliwość społeczną i uczciwą politykę. A prezes W Tomaszewski podkreśla za świętym Augustynem, że gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na właściwym miejscu. Taką postawę powinni też przyjąć przywódcy europejscy, żeby ratować Europę przed pogrążaniem się w kryzysach.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#4 Wojciech PL 2025-07-02 13:52
Bóg, Honor i Ojczyzna - to zawsze było dla Polaków najważniejsze i jestem dumny, że Rodacy na Litwie również kierują się tymi wartościami. W takim kierunku pracuje AWPL-ZCHR i ZPL. Jest powodem do radości i dumy, że macie swoich przedstawicieli, którzy są politykami pryncypialnymi i uczciwymi. To jest w dzisiejszym świecie najważniejsze.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#3 czytelnik 2025-07-01 18:35
Regres demokracji w Europie jest widoczny gołym okiem. Europejskie liberalno-lewicowe elity, chcąc utrzymać się u władzy za wszelką cenę, pojęć demokratycznych używają jako wytrychu, by walczyć o swe uprzywilejowane pozycje, synekury, miejsca w ławach poselskich. Obywateli uważają jedynie za motłoch do zmanipulowania dla własnych celów.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#2 Alek 2025-07-01 18:34
Decydenci europejscy wyrzekają się fundamentów i wartości chrześcijańskich, z których wyrosła europejska cywilizacja.
Dlatego słuszne są uwagi wiceprezydenta USA, który nazywa rzeczy po imieniu i mówi wprost, że mamy do czynienia z sytuacją niebezpieczną. Jeśli europejscy przywódcy nie pójdą po rozum do głowy, to będzie tylko coraz to trudniej.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz