Po skandalicznych zachowaniach władz MKOL w Paryżu i późniejszych coraz bardziej emocjonalnych dyskusjach o „kobietach uwięzionych w męskich ciałach” startujących w żeńskich zawodach przyszła wreszcie refleksja na uwięzione w obcęgach ideologii głowy międzynarodowych sportowych działaczy. MKOL świadom, że najbliższa Olimpiada odbędzie się na ziemi amerykańskie w Los Angeles, uległ wiatrom normalności wiejącym zza oceanu właśnie i zadecydował, że w kolejnych igrzyskach w żeńskim boksie będą mogły startować tylko te zawodniczki, które przejdą pozytywnie test płci według wymogów federacji World Boxing. Niedługo po tej decyzji światowe media obiegła wiadomość, że test płci Algierki Imane Khelif wykazał, że „bokserka” jest biologicznym mężczyzną. W Los Angeles już nie wystartuje zatem w roli damskiego boksera i pewnie nie wystartuje wcale, bo na zawody męskie wątpliwe czy się zdecyduje.
Dojrzeć do tak niecodziennej decyzji, aby testować zawodniczki na płeć, MKOL musiał w sposób ewolucyjny. Z pewnością pomogła mu w tym nowa administracja prezydenta USA Donalda Trumpa, który zabronił swym dekretem startu w kobiecych rywalizacjach „kobietom transpłciowym”. Rozporządzenie zatytułowane „Trzymanie mężczyzn z dala od sportu kobiecego” wywołało aplauz wśród sportsmenek, ale też pomruki złości i syki nienawiści wśród wyznawców ideologii gender, lgbt, queer. Oczywiście sami zainteresowani czyli mężczyźni, którzy poczuli się kobietami, odwracali kota ogonem mówiąc o dyskryminacji, ale to i tak na nic się nie zdało, ponieważ decyzja Trumpa zdrowy rozsądek na federacjach sportowych wymusiła. Wymusiła groźbą odcięcia finansowania ze środków federalnych dla tych, którzy praw natury w sporcie nie uszanują. Podmioty, które odmawiają kobietom możliwości uprawiania sportów „wyłącznie ze współzawodnikami jednej płci i korzystania z szatni wyłącznie dla jednej płci” – zostaną bez many many, poinformowała rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt z czarująco kobiecym uśmiechem na twarzy. Warto dodać, że wcześniej Donald Trump podpisał już kilka innych rozporządzeń w temacie tzw. transpłciowości. Mianowicie zakazał swym rozporządzeniem wykonawczym osobom poniżej 19-tego roku życia dokonywania tranzycji płciowej. Innym rozporządzeniem postawił zaś tamę na afirmowanie w wojsku „innej płci niż przypisana przy urodzeniu”. Aha i na dodatek jeszcze zabronił używania mundurowym „zmyślonych zaimków”. No coś tam w rodzaju: „aktywiszcze zrobiłom” coś tam coś tam, a potem „poszłoś” po rozum do głowy i „mówiłom, że tego nie zrobiłom”.
Bardzo symptomatyczne, że jako pierwsza przywiązanie do normalności zaczęła demonstrować amerykańska młodzież, która w sposób niejako naturalny odczuwa obłudę i zakłamanie dorosłych. W wielu szkołach w różnych stanach doszło do protestów młodych sportsmenek, którym miejsca na podium ukradły „koleżanki”, którym wcześniej nie udała się kariera sportowa w zmaganiach z mężczyznami. Tak oto dwie uczestniczki mistrzostw w lekkiej atletyce w stanie Oregon Alexa Anderson z Tigard High School oraz Reese Eckard z Sherwood High School odmówiły stanięcia na podium z męskim współzawodnikiem, który jako Liaa Rose konkurował z nimi w skokach wzwyż. Wcześniej Rose startował jako Zachary w kategorii chłopięcej, ale bez sukcesów. Młodociane zawodniczki odwróciły się plecami do kolegi, który poczuł się dziewczyną, gdy ten był dekorowany medalem. Zrobiły to nie z niechęci albo braku szacunku wobec Rose vel Zachary, tylko w młodzieńczym poczuciu buntu wobec nieuczciwości i zakłamania. Nieuczciwości legitymowanej przez dorosłych w stosunku do dzieci, przeciwko czemu dziewczynki zaprotestowały. Do podobnej sytuacji doszło w Kalifornii, gdzie w zawodach trójskoku wygrał AB Hernandez, chłopak twierdzący, że jest dziewczynką. 16-letnia Rese Hogan, która uplasowała się na drugiej pozycji, w czasie wręczania medali poczekała na moment, gdy Hernandez zszedł z podium, by zająć jego pierwsze miejsce. Wywołała tym samym aplauz publiczności. Media nie podały, czy w tym samym czasie na twarzy genderystów nie zagościł przypadkiem grymas złości i niezadowolenia.
Opisane wydarzenia za oceanem z pewnością mogły mieć wpływ na myślenie władz MKOL. Amerykańska wolta ku normalności okazała się zaraźliwa. „To, co jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się myślozbrodnią – twierdzenie, że istnieją dwie płci, że człowiek rodzi się albo mężczyzną, albo kobietą , że transseksualizm jest albo chorobą, albo niebezpieczną formą wynaturzenia i w żaden sposób nie wolno go promować – teraz znowu stało się przejawem normalności”, komentuje amerykańską rewolucję normalności publicysta znad Wisły Paweł Lisicki. Jednocześnie dziwi się on „koszmarnym polskim kompleksom niższości” będących udziałem miejscowych celebrytów czy „słoikowych” elit Warszawy (przyjezdnych ze wsi ze słoikami jedzenia), które wbrew wiatrom zmian wiejącym na Zachodzie „pędzą w ostatnim wagonie postępu i starają się nadal odgrywać rolę pierwszego klauna”.
Jednak gwoli ścisłości należy dodać, że do takiej roli aspirują nie tylko warszawskie zakompleksione na punkcie Zachodu elity, ale też – dla przykładu - nasze wileńskie słoikowe elity rodem z Szyłokarczmy czy Płungian z całym szacunkiem dla tych uroczych prowincjonalnych miejscowości. Czy nie jesteśmy aby świadkami z jakim entuzjazmem i nachalstwem swoistym noworyszom nowoczesności powtarzane są w Wilnie slogany o mnogości płci ludzkich przez różnych laisvietisów czy landsbergistów, choć w krajach skąd do nas te nowinki przywędrowały, elity polityczne już trzeźwieją widząc, jakie szkody przyniosły społeczeństwu, a młodzieży zwłaszcza, ideologiczne indokryzmy. W Anglii w szkołach już się zabrania mówić o innych płciach niż damska i męska, podczas gdy u nas podręcznik „Gyvenimo ugdymo įgudžiai” rozpowszechnia brednie skierowane do uczniów o wielkiej mnogości płci ludzkich. Sąd Konstytucyjny zaś klepie antykonstytucyjne poczynania władz w tej materii.
A to porobiło się. Parady równości już nie są cool, a MKOL nie chce więcej damskich bokserów. Czas najwyższy więc wysiąść nadwileńskim i tym nadwiślańskim elitom z „ostatniego wagonu postępu”, by „nie odgrywać roli pierwszego klauna”.
Tadeusz Andrzejewski,
radny rejonu wileńskiego

Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.