W Witebsku na Białorusi miejscowa społeczność ufundowała sobie pomnik Wielkiego Księcia Litewskiego Olgierda, który na skutek koligacji matrymonialnych nosił też tytuł Księcia Witebskiego. Pomnik wydał się okazały. Książę na nim jest konno, trzyma na ręku sokoła. Wygląda dzielnie i władczo. Ale nie na polowanie się wybiera. Sokół w ekspozycji pomnika to tylko alegoria. Ma oznaczać, w zamyśle architekta, pewien symbol. Autor pomnika Olgierda przedstawia bowiem jako wysłannika, który ma przesłanie dla każdego z nas.
„Wkłada wręcz coś każdemu z nas, z czego możemy się szczycić i z czego korzystać w naszej narodowej tożsamości", objaśnił w internecie symbolikę pomnika jego autor Siergiej Bondarenka. A zawsze czujny historyk Česlovas Iškauskas zaraz łowi go na słowie. Skreślił natychmiast artykuł pod tytułem „Dlaczego sąsiedzi przyswajają naszą historię i naszych książąt?", w którym demaskuje białoruskiego artystę jako właśnie „przyswajacza". „Narodowej tożsamości"? Ale czyjej, zapytuje i sam odpowiada na pytanie, że oczywiście białoruskiej („gudiškoji"), nie litewskiej". A wiadomo przecież, jak wynika z dalszej polemiki litewskiego historyka, że każde nawet dziecko wie, iż Olgierd to żaden Olgierd, tylko Algirdas – Litwin z krwi i kości, a nie żaden tam „gudas". Przyswojenie księcia jest więc jawne.
Dalej twórczo rozwija myśl podając kolejne exemplum podkradania symboliki. Na ten przykład Pogoń litewską też sąsiedzi przyswajacze „pasisavino". Ogon tylko kobyłce w inną stronę odgięli, żeby plagiatu nie wyszło, ale niech nie zmyli to nikogo. Grabież jest oczywista, a i jej cel też wiadomy – gwizdnąć Litwie jej historię i jej chlubnych władców. A gdy już skok na historię będzie dokonany, przyjdzie termin i na Prastarą Stolicę, na którą Gudy mają chrapkę, wieszczą złowrogo litewscy historycy-spiskowcy.
Białorusini zaś, którzy jako naród są dopiero w poszukiwaniu korzeni swej narodowej tożsamości, sprawę widzą zgoła odmiennie. Olgierd był księciem na ich grodzie, który przypadł mu w wianie po małżonce Marii, córce tamtejszego władcy. Uważają więc Litwina za swego (jak zresztą i sami się uważają za potomków Litwinów), który rządził nimi sprawiedliwie. Będąc poganinem nie bronił im ich wiary chrześcijańskiej, gadał jak swojak w ich języku rusińskim, a - co może najistotniejszej - jako prawowity władca chronił ich przed dzikimi ordami Mongołów i Tatarów. Walecznemu i bitnemu władcy należał się więc pomnik.
Warto też pamiętać, że za czasów, o których mowa, Wielkie Księstwo Litewskie w 90 proc. składało się z ziem i narodów słowiańskich i zaledwie 10 proc. w nim stanowili Litwini w dzisiejszym pojęciu tego słowa. Nie dziwi więc, że część Białorusinów, którzy od nowa odkrywają dla siebie własną historię, utożsamia się z WKL, które ich przodkowie wspierali militarnie, wpływali na nie kulturowo, oddziaływali światopoglądowo szerząc np. religię chrześcijańską. Dziwi natomiast postawa niektórych historyków i polityków litewskich, ich zazdrosna niechęć przed tym, że ktoś „savinosi" ich historię i ich władców.
Olgierd, jak pisze polski historyk Jerzy Ochmański, był jednym z największych polityków średniowiecza. Splendoru więc jego chwały wojownika i władcy wystarczy na wszystkich dzisiejszych spadkobierców WKL. Natomiast pytanie: „Czyj był Olgierd: nasz czy ich", ubliża tak naprawdę pamięci tego wybitnego przywódcy z okresu żelaza.
Tadeusz Andrzejewski
Olgierd: nasz czy ich?
2014-07-08, 17:54
W środku lata, kiedy wypada nam święto koronacji Mendoga, zazwyczaj ożywa w narodzie patriotyzm (mieliśmy wzorem innych państw europejskich swego króla w średniowieczu, a więc to nie kura wygrzebała nas pazurem spod korca), któremu towarzyszy też często zazdrosna pamięć historyczna. Ostatnio litewscy historycy z pasją odpierają zakusy kolegów z Białorusi, których oskarżają o „przyswojenie" naszych litewskich władców na swój poczet.
Etykiety

Komentarze
pamiętam ten artykuł. Podobno jeszcze kilka lat temu było nie do pomyślenia, by Łukaszenka pozwolił na postawienie pomnika Olgierga, by nie drażnić Rosjan. Ale teraz, po wydarzeniach na Ukrainie, Białoruś chce pokazać swoją odrębność od Rosji, stąd też pozwolenie z góry, by pomnik postawić :)
przypomniało mi się jak widziałem na jednym z portali społecznościowym że Litwini przesyłają sobie mapkę WKL i piszą: patrzcie jaką kiedyś Litwa była potęgą! I oczywiście nikt się ani nie zająknie, że to nie była ta Litwa, która jest obecnie
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.