Janusz Korczak był nie tylko pisarzem, lecz także bardzo znanym pedagogiem dziecięcym, działaczem społecznym, jednym z pierwszych, którzy zaczęli bronić praw dziecka. Jak, Twoim zdaniem, patrzymy dziś na dziecko – jego prawa, rolę? Czy idee Korczaka dotyczące wychowania dzieci są nadal aktualne?
To, o czym mówił Janusz Korczak prawie sto lat temu, jest już częściowo stosowane w naszym systemie edukacji, a podejście do dziecka uległo zmianie. Są również szkoły, w których dziecko traktuje się tak samo jak dorosłego. Można znaleźć liczne zbieżności, na przykład z systemem pedagogicznym Montessori. Czy to aktualne? Oczywiście. Tylko że my często zapominamy nie tylko o prawach dzieci, ale także o ich obowiązkach. Aby móc właściwie kierować procesem edukacyjnym, musimy rozmawiać także o obowiązkach. Oczywiście istnieją też pewne nierówności. W litewskiej prowincji wciąż są dzieci, które nie mają takich możliwości jak te mieszkające w miastach – brakuje nauczycieli, lekarzy, wielu rzeczy. Ale dziś okoliczności są zupełnie inne niż w czasach, gdy żył Korczak. Dlatego musimy być realistami. Niemniej jednak podziały wciąż istnieją, zawsze jest miejsce na rozwój. Tylko jak znaleźć sposób, by rozmawiać z dzieckiem w taki sposób, aby dając niczego mu jednocześnie nie odbierać?
W baśni J. Korczaka „Król Maciuś Pierwszy” kryje się głęboki smutek – czy pozwoliliście mu wybrzmieć w spektaklu? Czy podczas procesu twórczego zdarzały się momenty, gdy trzeba było szukać kompromisu między przesłaniem a formą?
Przesłanie kształtowało się długo. Na początku chcieliśmy zrobić to w jeden sposób, potem kierunek się zmieniał. Spektakl opiera się na storytellingu – sztuce opowiadania – to, gdzie kładzie się akcent logiczny, wyznacza cały ton przedstawienia. Tego smutku się nie baliśmy i od niego nie uciekaliśmy, wręcz przeciwnie – chcieliśmy pokazać, że dzieci często doświadczają smutku właśnie z powodu braku uwagi dorosłych. Zależało nam na tym, aby rodzice, którzy przyprowadzą dzieci na spektakl, później mogli z nimi o tym porozmawiać.
W spektaklu opowiadamy o dziecku, które nie ma ani przyjaciół, ani wsparcia dorosłych, a w końcu nie czuje się szczęśliwe – choć do końca tego nie rozumie. Wreszcie mówi: „Jestem nieszczęśliwym człowiekiem, marnym królem, marnym człowiekiem.”
Jak wspomniałeś, spektakl oparty jest na zasadach storytellingu. Dlaczego wybraliście taką formę?
Tutaj prawdopodobnie są też osobiste intencje… Zawsze miałem trudności z językiem litewskim, bo jestem Polakiem z Litwy i wymagało to dużo wysiłku, by mówić poprawnie po litewsku. Kiedy już się tego nauczyłem, to i zacząłem… Dlatego też spektakl jest oparty na storytellingu. Poza tym lubię taki teatr, w którym aktor może w pełni się wyrazić. Storytelling jest właśnie do tego odpowiednią formą. Bardzo podoba mi się Storyteller Milda (Milda Varnauskaitė – przyp. red.) – nie jest profesjonalną aktorką, ale profesjonalną opowiadaczką historii. Zachęcam do pójścia na jej występy i zobaczenia, jak potrafi prowadzić publiczność – od łez po uśmiechy. Ta forma spektaklu bardzo mi odpowiada, podobnie jak moim kolegom, z którymi tworzyłem – Raimondas Klezys i Kamilė Petruškevičiūtė.
A czy ta forma jest skuteczna w odbiorze dzieci?
Ogólnie rzecz biorąc, jest to forma bardziej wymagająca, ale pod względem oddziaływania – równie skuteczna. W końcu rodzice czytają nam baśnie, my czytamy baśnie naszym dzieciom i tak dalej. Dla aktorów jest to trudniejsze, ponieważ nie mogą ukryć się za scenografią czy kolorami. W naszym przypadku na scenie dominuje biel, jest tylko kilka elementów kolorystycznych, aby trochę pobawić się scenografią. Dla aktorów to niemałe wyzwanie – podczas prób widziałem, że aktor ma ochotę założyć maskę, schować się. Nie, nie maskę… Maskę trzeba zamienić na własną twarz, wtedy można iść dalej.
Chociaż spektakl jest przeznaczony dla dzieci, porusza również politykę i kontekst wojny. Dlaczego ważne jest, aby dzieci zetknęły się w teatrze z takimi tematami? Czy są w stanie zrozumieć, czym jest ustrój państwa, władza i kiedy może stać się niebezpieczna?
Jednym z głównych celów spektaklu jest zapoznanie dzieci z systemem politycznym i przedstawienie, czym jest polityka. Wyjaśnienie, że dotyczy nas wszystkich – dzieci i dorosłych. Jeśli o tym nie będziemy rozmawiać, dzieci nie będą miały okazji zadawać pytań, a rodzice nie będą mogli wyjaśnić, czym jest głosowanie, na kogo głosuje się i tak dalej.
W spektaklu, podobnie jak w baśni J. Korczaka, przedstawione są zasady rządzenia bliższe Wielkiej Brytanii – monarcha i parlament. Nie opowiadamy konkretnie o Litwie, staramy się pokazać dzieciom, że wszyscy możemy i powinniśmy dokonywać wyborów, które mogą wpływać na politykę. To nie jest łatwe zadanie, ponieważ jest bardzo wiele słów, których dzieci nie rozumieją. Jak wytłumaczyć, czym jest demokracja? Pojawia się wiele pytań i ciągle zastanawiasz się, jak sprawić, by mały człowiek zrozumiał. Istnieją jednak mechanizmy, które działają w naszym życiu, a im wcześniej zaczniemy je rozumieć i rozpoznawać manipulacje, tym zdrowsi będziemy my i nasza młoda demokracja.
Jeśli chodzi o wojnę… Nie szukaliśmy specjalnie sztuki lub utworu, w którym by się ona pojawiała. Tak się naturalnie zdarzyło. Nie mieliśmy problemu z elementami wojny w utworze, dopóki nie zaczęliśmy czytać go w innych językach, zwłaszcza po ukraińsku. Zrozumieliśmy wtedy, że musimy jeszcze nauczyć się mówić o wojnie. Dzięki Bogu, mieliśmy konsultującą nas psycholog dziecięcą, która nam pomogła i wyjaśniła, co można, a czego nie, jak nie traumatyzować dzieci.
Czy warto o tym rozmawiać? Odpowiem, cytując psycholog Natalię Govorun: „Trzeba o tym rozmawiać z dziećmi, aby mogły „opuścić parę”. Słyszą i widzą wszystko, to na nie wpływa, ale jeśli o tym się nie mówi, pozostają w nieświadomości i nie wiedzą, jak reagować. Ma to wpływ na różne procesy myślowe w przyszłości”.
Być może w spektaklu znajdują się przesłania skierowane nie tylko do dzieci, ale i do dorosłych? Jak rozwijacie dialog ze starszą publicznością i jakie otrzymujecie opinie?
Spektakl zawsze zaczyna się od komentarzy i pytań – widzowie pytają, dlaczego sadzamy dorosłych i dzieci osobno w sali? W rzeczywistości jest to jedno z głównych przesłań dla dorosłych – zaufajmy dzieciom, dajmy im wolność, pozwólmy im się uczyć, popełniać błędy, być samym, bez przewodnika, nauczyciela czy taty, aby mogły bezpośrednio zetknąć się z tym rodzajem sztuki – teatrem.
Chcemy, aby rodzice się zrelaksowali i bardziej nam zaufali – my, jako aktorzy i ludzie teatru, wiemy, co robimy. Rodzice w tym spektaklu także wspierają dzieci, pełniąc pewne dodatkowe role. Kolejne bardzo ważne przesłanie, które chcemy przekazać rodzicom, to fakt, że są ważni dla dziecka nie tylko fizycznie. Dzieci często oczekują naszych rad. Chcą, aby rodzice byli obok, mówili, doradzali, odpowiadali na pytania, a nie tylko wydawali polecenia. Główny bohater spektaklu mówi: „Och, gdyby tylko obok był mój tata, co by mi powiedział?”.
Już w pierwszych spektaklach ujawniło się, że kiedy dorosłych nie ma w pobliżu, dzieci odpowiadają w sposób niekonwencjonalny. Czasami mówią coś, o czym człowiek nawet by nie pomyślał, że to możliwe. Dzieci często są nadmiernie kontrolowane przez rodziców: O Boże, coś się stanie, O Boże, spadnie, O Boże, usłyszy coś, powie coś niewłaściwego, lepiej niech milczą i dorastają – jak powiedziałby mój nauczyciel Oskaras Koršunovas – przeciętniaki.
Spektakl będzie pokazywany nie tylko w języku litewskim, ale także w języku polskim, ukraińskim i rosyjskim. Jak różne języki kształtują tę samą opowieść? Z jakimi wyzwaniami spotkaliście się, adaptując spektakl na inne języki?
Przede wszystkim różni się temperament. Przedstawienia w innych językach są bardziej temperamentne, pełne emocji. Same języki narzucają inny, nieco bardziej otwarty sposób mówienia. No, bądźmy szczerzy – Litwini są chłodniejsi, zamknięci. Trzeba było zmienić niektóre zdania, ponieważ po litewsku brzmią w jeden sposób, a po ukraińsku, polsku czy rosyjsku – zupełnie inaczej, czasem nawet zmienia się sens myśli. Choć jesteśmy bardzo podobni, jesteśmy też różni. Rodzinom dwujęzycznym poleciłbym obejrzenie spektaklu zarówno po litewsku, jak i w innym języku, nawet jeśli słabiej znają któryś z nich. To będą odmienne doświadczenia.
Czy dzieła proponowane dzieciom w teatrze wystarczająco odzwierciedlają ich świat? Jakich spektakli dzisiaj najbardziej brakuje dla młodej publiczności?
Niewystarczająco. Brakuje języka, który dzieci rozumieją, ponieważ często my, dorośli, rozmawiamy z dziećmi tak, jak nam się wydaje, że należy rozmawiać. Wtedy dochodzi do nieporozumień. Chodząc z moim synem do teatru, zauważam te spektakle, które on rozumie, ponieważ artyści tworząc je, myśleli o dziecku. Widzę też spektakle, gdzie twórcy tylko myślą, że tak dzieci mówią, choć w rzeczywistości tak nie mówią. Brakuje zatem umiejętności zwrócenia się ku dzieciom. Na przykład, można wystawiać klasykę, ale dziś trzeba ją traktować inaczej, bo dzieci są inne. Od momentu powstania dzieła minęło wiele lat, więc trzeba znaleźć odpowiedni język. Przykładem jest przekazanie przesłania „Pippi Pończoszanki” współczesnym dzieciom. Tutaj storytelling jest bardzo wdzięczną formą – widać, czy nas słyszą. Bo jeśli postawimy „czwartą ścianę”, będziemy żyć za nią, nie dowiemy się, czy nas usłyszano, czy nie.
Wybrałeś zabawną, minimalistyczną scenografię i muzykę przypominającą gry komputerowe. Kontrastuje to z dość smutną historią utworu. Co zadecydowało o takim wyborze?
Jednym z głównych motywów było oddanie hołdu mojemu dzieciństwu, ponieważ właśnie ono upłynęło mi przy różnych grach – Nintendo, Sega i tak dalej. Bardzo lubię tę stylistykę. Nawet teraz, będąc dorosłym, czasem włączam stare gry i próbuję pograć, przenieść się do końcówki lat 90. i początku 2000., kiedy byłem w wieku dzieci oglądających spektakl. Chciałem zapoznać również ich z tym, że kiedyś gry wyglądały inaczej, a muzyka była złożona z szesnastu albo ośmiu bitów. Z tym, że Minecraft istniał jeszcze zanim pojawił się Minecraft. Minimalizm – biel, inne pastelowe odcienie – ma na celu ułatwić aktorom zabawę z otoczeniem, bez przywiązania się do tego, że tron musi być czerwony, a drzewo brązowe. Chodzi o to, by dzieci i aktorzy mogli używać i rozumieć wszystkie elementy w różny sposób, zależnie od sytuacji, jaka rozgrywa się na scenie.
To Twój pierwszy i jak dotąd jedyny spektakl dla dzieci. Czy planujesz dalej tworzyć dla najmłodszej publiczności?
W rzeczywistości apetyt rośnie w miarę jedzenia… I teraz, kiedy prezentuję ten spektakl, rozumiem, że już myślę o kolejnym pomyśle. Prowadzę sporo zajęć edukacyjnych dla dzieci i spotykam się z tym, że dzieci w ogóle nie rozumieją, czym jest teatr, dlaczego jest taki i dlaczego w ogóle istnieje taka dziedzina sztuki. Rozumieją, że plastyka oznacza malowanie, muzyka – granie lub śpiewanie, taniec – tańczenie, a teatr – niby łączy wszystko, ale co to właściwie jest? Mam kilka pomysłów, chciałbym stworzyć spektakl o samym teatrze dla dzieci, aby po obejrzeniu zrozumiały, czym jest teatr, jak i dlaczego powstał, jak działa. Może jakiś teatr uzna, że warto mieć takie przedstawienie?
Rozmawiała Inga Sanakojevaitė
O spektaklu: https://vsteatras.lt/spektakliai/klausau-jusu-didenybe
Wileński Teatr Stary
Ul. J. Basanavičiaus 13,
LT-03108 Wilno, Litwa
Strona internetowa: senasis.lt


