Ojczyzną szopa pracza jest Ameryka Północna, natomiast w Europie, w tym Polsce szop jest gatunkiem zupełnie obcym i jako taki stał się intruzem, a jego inwazja zaczęła się 100 lat temu.
Już w 1927 r. Niemcy podjęli pierwszą próbę wypuszczenia szopów na wolność, w okolicach Frankenburgu w Hesji - wtedy jeszcze nieudaną. W kwietniu 1934 r. na posesji leśnej Rolfa Haaga wypuszczono siedem osobników. To był początek wielkiej inwazji, którą wspomagali kolejni uciekinierzy z hodowli futerkowych, np. po drugiej wojnie światowej we wschodnich Niemczech.
Z Niemiec zwierzęta przedostały się dalej, w tym także do Polski. Pierwsze osobniki pojawiły się już po II wojnie światowej.
Najwięcej szopów jest w zachodniej Polsce, w Lubuskiem i Zachodniopomorskiem. Polski Związek Łowiecki w Zielonej Górze tylko tam eliminuje rocznie 4 tysiące tych zwierząt.
Tego lata pojawiły się zdjęcia internautów pokazujące szopy w Łódzkim, na Mazowszu, a nawet na wschodzie Polski.
Szop pracz, choć wygląda sympatycznie, bardzo szkodzi polskiej przyrodzie: plądrują nory małych ssaków, wybierają jaja i pisklęta nawet z głębokich dziupli dzięciołów, zjadają wszystko: ptaki, małe ssaki, żaby, raki. W Polsce nie ma naturalnych wrogów.
Poza zniszczeniami w środowisku dochodzą jeszcze inne zagrożenia np. chorobami i pasożytami. W tym sensie szop zagraża psom czy kotom, ale także dzieciom. Glista szopia jest pasożytem, który potrafi zrobić spore spustoszenie także w ciele człowieka.
na podst. interia.pl


