Każde nasze działanie ma jakiś cel. Czasem działamy z myślą o sobie (żeby się rozwijać, coś zyskać), a czasem skupiamy się na innych — pomagamy, wspieramy, chronimy. To właśnie wtedy wchodzimy w tryb prospołeczny. Ale uwaga! To nie znaczy jeszcze, że nasze działanie jest „dobre” – chodzi o to, że jest ukierunkowane na potrzeby innych. Psychologowie wyróżniają trzy rodzaje działań:
• Produktywne – kiedy coś tworzymy, dajemy wartość,
• Receptywne – kiedy coś bierzemy lub korzystamy z wartości,
• Destrukcyjne – kiedy coś niszczymy, nawet jeśli dla innych to ma znaczenie.
Nasze zachowania prospołeczne – czyli działania na rzecz innych – mają swoje korzenie w... biologii. Według naukowców tacy jak Richard Dawkins czy Edward Wilson, pomaganie może być zapisane w naszych genach. Działa tu tzw. dobór krewniaczy (dbamy o swoich, bo niosą nasze geny) i zasada wzajemności (pomogę, bo może ktoś kiedyś pomoże mi).
Ale czasem pomagamy nie z wyrachowania, a z czystej empatii. Psycholog Daniel Batson uważa, że gdy naprawdę współczujemy, przestajemy kalkulować zyski i po prostu działamy – nawet jeśli nam się to „nie opłaca”.
Co ciekawe na pomaganie wpływa też miejsce, w którym żyjemy. Ludzie z małych miejscowości częściej reagują na cudze potrzeby – w miastach łatwiej się „wyłączyć”, bo bodźców jest po prostu zbyt dużo. Do tego dochodzi tzw. efekt widza – im więcej ludzi widzi, tym mniejsza szansa, że ktoś zareaguje. Co musi się zadziać, by ktoś faktycznie pomógł? Trzeba zauważyć sytuację, uznać ją za pilną, wziąć odpowiedzialność i wiedzieć, jak działać.
Podsumowując: pomaganie nie zawsze jest tak bezinteresowne, jak się wydaje — ale to nie znaczy, że nie warto. Czasem warto się zatrzymać, spojrzeć na drugiego człowieka i po prostu... pomóc.
Rota


