– Jestem szczęśliwy, że dziś mogę Panią powitać i pogratulować wyjątkowego jubileuszu. To wspaniały dzień dla całej Pani rodziny i naszej społeczności, ponieważ Pani urodziny to także część historii naszego rejonu. Dziękuję za Pani uczciwe życie i pracę, za dzieci i wnuki. Życzę dużo zdrowia, spokoju w sercu i ciepłych chwil w gronie najbliższych. Pani życiowa droga to wielkie bogactwo i inspiracja dla wszystkich – mówił mer Zdzisław Palewicz, składając życzenia jubilatce.
Majątkiem stuletniej pani Janiny są troje dzieci, czworo wnuków, sześcioro prawnuków i jeden praprawnuk. To wspaniały dorobek całego życia. Jednak stulecie jubilatki naznaczone jest także bolesnymi wydarzeniami: trudnymi czasami wojny i okresu powojennego, zesłaniem bliskich, odebraniem domu przez władze sowieckie oraz grobem ojca w Kazachstanie.
Kobieta urodziła się i dorastała na terenie dzisiejszej Białorusi, tuż przy granicy z Litwą, niedaleko wsi Wersoczka, w tzw. zaścianku Dubrawszczyzna, uczęszczała do szkoły w Dojlidach. Zapytana, jak trafiła do Solecznik, pani Janina opowiada, że ze swoim przyszłym mężem, pochodzącym z Czużekompi, poznała się na stacji kolejowej w Bieniakoniach, a po ślubie początkowo zamieszkali w Sałkach.
– Ojciec, wydając mnie za mąż, postawił najważniejszy warunek – nie majątek, lecz honor – wspomina pani Janina. – Czasy były ciężkie. Wesela w naszym domu nie urządzaliśmy, ojciec bał się, że nas wywiozą na zesłanie. Później rzeczywiście zesłano rodziców, brata z żoną i małym synkiem. Siostra ukrywała się tutaj, ja byłam już zamężna. Niestety, grób naszego ojca znajduje się w Kazachstanie, a brat z Kazachstanu przeniósł się do Polski – opowiada kobieta.
Na ślub założyła pożyczoną suknię i buty, a obrączki kupili wspólnie z mężem. Ślub cywilny zawarli w okolicach Dowgiałów (obecnie Białoruś), natomiast przysięgę przed Bogiem złożyli w kościele w Ejszyszkach. Wspomina również, że jej mąż służył w wojsku polskim w Nowej Wilejce, został aresztowany i wywieziony na zesłanie, jednak zdołał uciec.
Po ślubie para zamieszkała w Sałkach, gdzie urodziło się dwoje dzieci – córka i syn. Później kupili dom w Solecznikach, gdzie przyszedł na świat trzeci syn. Jak wspomina pani Janina, w tamtym czasie w Solecznikach była tylko jedna ulica. Dziś ich dom, stojący przy miejskim targowisku, wydaje się bardzo mały w porównaniu z blokami po drugiej stronie ulicy.
Zapytana o zawód, odpowiada skromnie, że wykonywała proste prace – była dziewiarką, sprzątaczką, a jej mąż również pracował jako zwykły robotnik. Razem przeżyli 52 lata.
Mimo że od wielu lat mieszka w Solecznikach, często wraca myślami do rodzinnych stron – Dubrawszczyzny, a także do dziadków i rodziców pochowanych na cmentarzu w Wersoczce. Z żalem mówi, że jej ojciec „pozostał” w Kazachstanie, choć jego grób odwiedził i uporządkował brat wraz z synem.
Dziś największym jej skarbem są bliscy.
– Mam niezwykle dobre dzieci i wnuki – mówi szczerze pani Janina.
Sto lat to bogata historia życia, a zarazem przykład wytrwałości i siły. Życzymy pani Janinie Jancewicz, aby każdy nowy dzień był pełen jasnych chwil w otoczeniu najbliższych. Dużo zdrowia i szczęścia!
salcininkai.lt



Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.