Były wiceszef MEN Tomasz Rzymkowski wskazuje na skrajną ignorancję resortu. Potrzebne treści są już przekazywane podczas innych przedmiotów, jak np. godzina wychowawcza. Zwrócił uwagę na kontrowersyjną stronę tzw. edukacji zdrowotnej.
– Tą stroną jest nadmierna seksualizacja, nieadekwatna do fazy rozwojowej młodego człowieka. To spowodowało gigantyczną absencję wśród dzieci i młodzieży w tym roku szkolnym. Należy apelować do rodziców, aby dalej protestowali mimo usilnych starań seks-edukatorów z Ministerstwa Edukacji, by przedmiot nie był obowiązkowy. Do tego dochodzi jeden zasadniczy problem, to znaczy wszelkiej maści eksperci od prawa do lewa mówią jedno: program szkolny jest przeładowany treściami. Jeśli do tego plecaka dorzuca się jeszcze jedną lekcję, w tym przypadku edukację zdrowotną, która dubluje dobre treści znajdujące się dotychczas w obowiązującej podstawie programowej, to robi się krzywdę naszym dzieciom – zaznacza poseł Tomasz Rzymkowski.
Eksperci ds. oświaty podkreślają, że zwlekanie przez MEN z publikacją danych o frekwencji na tzw. edukacji zdrowotnej jest dowodem, że ten kolejny pomysł okazał się porażką. Jak wskazują, błędem było wycofanie ze szkół Wychowania do życia w rodzinie.
Rodzice, pedagodzy i wiele organizacji za poważny błąd resortu uznają również zniesienie obowiązkowych prac domowych, które przyczynia się do obniżenia poziomu polskiej edukacji.
RIRM


