Prezydent domaga się od ministrów głów „podejrzanych wiceministrów". Ponieważ jednak ministrowie nie są zbyt wyrywni, by ścinać swoich wice bez wyroku – wyłącznie na podstawie zmajstrowanej przez służby specjalne „czarnej listy" – pani Grybauskaitė puszczają nerwy. Ino patrzeć, jak wezwie rodaków do zlinczowania rządzącej większości. Coraz bardziej kreuje się bowiem na bezwzględnego szeryfa, który, nie zważając na metody, zamierza oczyścić miasto z panoszących się w nim oprychów z ferajny Algirdasa Butkevičiusa.
Nie wiem, jak innym, ale mnie na wieść, że jesteśmy w matni „kryminalnej koalicji" robi się ździebko nieswojo. Co prawda prezydent oświadczyła, że dopiero nazwie tak rządzącą większość w razie, jeżeli ministrowie nie oczyszczą swoich gabinetów z przestępczego elementu w postaci „podejrzanych wiceministrów", ale słowo już się rzekło.
Całe szczęście, że świat się nami zbytnio nie interesuje, więc może przegapi wysłany przez pierwszą w naszym państwie osobę straszliwy komunikat: „Litwą rządzą kryminaliści!". Rządzą, co prawda, z drugiego rzędu, zza pleców ubezwłasnowolnionych ministrów, tym niemniej dziewięciu kryminalistów namierzonych ponoć aż w pięciu ministerstwach to już nie jakiś tam polityczny kryzys, tylko (biorąc pod uwagę wielkość naszego państwa) prawdziwa katastrofa – amerykańska Cosa Nostra do spółki z japońską Yakuzą i rosyjską Sołncewską Bracią.
Co na to generalny prokurator, a ściślej - pełniący te obowiązki Darius Raulušaitis? A nic. Wezwany w minionym tygodniu do Sejmu oświadczył, że prokuratura nie posiada żadnych informacji na temat jakichkolwiek przestępczych działań wiceministrów, których prezydent Grybauskaitė wytypowała do czystki. Dotychczas nikomu ze sławetnej „czarnej listy" prokuratura nie postawiła żadnych zarzutów. Po prostu nie ma podstaw, by kogokolwiek z tej listy posądzać o działania noszące znamiona przestępstw. Dla mnie szok!
Parę tygodni temu pisałam, że wcale nie wykluczam, iż ułożona przez Służbę ds. Badań Specjalnych lista jest zasadna, ale z dnia na dzień zaczynam w nią coraz bardziej wątpić. Bo gdyby była zasadna, haki zebrane na wiceministrów winny od dawna leżeć na stole u prokuratora, nie zaś służyć prezydent Grybauskaitė do strojenia się w szaty pogromcy „kryminalnej koalicji". Bo takie zabawy nie tylko rujnują międzynarodowy wizerunek naszego kraju, ale też dezorientują i przerażają jego obywateli.
Dziś nie wiemy, czy mieszkamy w państwie rządzonym przez kryminalistów, czy przez agentów służb specjalnych, czy może przez fanaberie Grybauskaitė wynikające z dążenia do image twardej szeryf. Bo chyba nie w państwie prawa. W państwie prawa osoba, która posiada informację o przestępstwie (w naszym wypadku: o przestępstwach przedstawicieli naczelnego organu władzy wykonawczej), jest zobowiązana do zawiadomienia o tym organów ścigania. W równym stopniu dotyczy to i statystycznych Jonaitisa z Petraitisem, i prezydent Grybauskaitė, i agentów służb specjalnych. Inna rzecz, jeżeli chodzi nie o to, by króliczka złowić tylko po to, by go gonić... naganiając sobie przy okazji zwolenników. Nie wiem tylko, czy prezydent zdaje sobie sprawę, że przegina. Obserwująca tę nagonkę opinia publiczna zaczyna powoli współczuć gonionym. I oby w pewnym momencie nie zwróciła się przeciwko goniącym.
Lucyna Schiller
Saloon polityczny
2014-07-02, 10:44
– powyższe określenie z amerykańskich westernów podsuwa mi wyobraźnia, gdy przyglądam się uparcie wprowadzanym przez prezydent Dalię Grybauskaitė nowym politycznym obyczajom.
Etykiety

Komentarze
Zgadzam się co do joty. Czas na nowe, prawdziwie polskie radio dla Polaków na Litwie.
Potrzeba nam nowego, rzetelnego i wywazonego radia. Znad wilii szkodzi sprawie polskiej. Musi temu byc przeciwwaga w postaci nowego radia!
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.