Bo w wojnie ideologicznej nie walczy się o cła, towary, karnety czy zezwolenia. Chodzi w niej o coś niezmiernie bardziej ważnego, bo o rząd dusz. Kto kogo na swoją prawdę przekabaci, mówiąc innymi słowy. Białorusini, dla przykładu, już od najmłodszych lat, od pierwszych poznanych zdań i literek w podręczniku historii, wychowują swe latorośle w takim duchu, który „savinosi Lietuvos istoriją", przestrzega profesor Rakutis. W duchu tym Mendog i Giedymin byli nikim innym, tylko białoruskimi władcami, a i całe ich państwo było Białorusią. Żmudzini w tym państwie stanowili zaledwie zachodnią jej prowincję i nigdy żadnej istotnej roli w jego rozwoju nie odegrali. Cały zaś rozkwit i potęga tego państwa, to dzieło rąk Litwinów, czyli dzisiejszych Białorusinów, bo tak samozwańczo siebie zowią, demaskuje przewrotne zakusy na litewską historię prorektor Litewskiej Akademii Wojskowej.
A po jakie licho to czynią? Ano, odpowiedź sama przez się nasuwać się musi. Wiadomo po co... Ale dla mniej rozgarniętych prorektor jednak wyjaśnia. Cytuję. „O ile Polska z powodu nowo zaistniałych uwarunkowań nie zgłasza żadnych pretensji do Wileńszczyzny – przynajmniej oficjalnie – (...), to z Białorusinami ten konflikt (o Wilno) jest zakodowany. I wcześniej czy później przekształci się on w jakiś otwarty konflikt". Koniec cytatu. - Zresztą już dzisiaj dla Białorusinów starą ich stolicą wcale nie jest Mińsk, tylko Wilno, dodaje na wszelki wypadek uzasadnienie do swej ponurej wizji Rakutis.
Ale na tym nie koniec strachów. Są jeszcze bardziej groźne od tych białoruskich. Bo co niby wygaduje Żyrinowski, ten kremlowski klaun. No wszyscy przecie ostatnio słyszeli, że wyraźnie żąda zwrotu Wilna i Kłajpedy, które – jak twierdzi - Litwie dostali się z łaski Stalina. A krasnoarmiejcy przecież leli za nie swą krew, grzmi wicespiker rosyjskiej Dumy. Żyrinowski – być może – jest przygłupkiem, ale tak naprawdę to jest on ustami Putina, przestrzega prorektor akademii i dodaje, że takie wypowiedzi to test na republikach bałtyckich, jak zareagują na prowokacje Kremla.
No dobrze. Ale co my na to?, dopytuje się prorektora Pumprickaitė. Musimy się „šviestis" i historię własną prawidłowo poznawać, odpowiada profesor i dorzuca, że i wojsko swoje nie zaszkodzi wzmacniać, i w pogotowiu trzymać.
Panie profesorze, historię własną poznawać, to już nieaktualne. Przestarzałe. Czy to nie słyszał pan, że mamy lepszy sposób na Białorusinów i Moskali. Grybauskaitė z Ažubalisem wymyślili ostatnio, że już nie jesteśmy z Europy Środkowo-Wschodniej, tylko z Północy. Należymy od niepamiętnych czasów do Bałtoskandii. Po co więc nam komuś własne racje historyczne udowadniać, o Wilno się spierać i przyjaciół w sąsiedztwie szukać (którzy wiadomo, że wszyscy są „korzystni"), skoro nic wspólnego z tym regionem nie mamy. Przemianujemy dla pewności Wilno na Vilholm i basta.
Ot, wystrychniemy Bulbaszów na dudka. Tylko czy uwierzą?...
Tadeusz Andrzejewski



Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.