W domach uchylano drzwi i furtki, by duchy mogły wejść. Na stołach zostawiano kutię, miód, chleb i wódkę, a na rozstajach dróg palono ogniska – żeby zmarli się ogrzali i nie błądzili. Wędrownych żebraków częstowano jak posłańców z drugiego świata.
Obowiązywał też zakaz hałasu i wszelkich prac z ostrymi narzędziami – nie krzesano iskier, nie cięto drewna, nie szyto, „żeby nie zranić” niewidzialnych gości. Była to noc ciszy i czuwania – czas, w którym żywi i umarli mieli sobie coś do dania: przodkom należał się pokój, potomkom – ich opieka.
Gdy Kościół wprowadził Dzień Wszystkich Świętych i Zaduszki, nie zdołał całkiem wykorzenić dawnych wyobrażeń. Pogański ogień stał się zniczem, ofiara – modlitwą, a pamięć o Dziadach przetrwała w kulturze.
Mickiewicz przeniósł je na scenę w swoim dramacie, pokazując je jako rytuał przyzywania zmarłych i rozmowy z nimi.
Rota


