Nie można być Banderą i Adenauerem

2017-07-22, 11:15
Oceń ten artykuł
(18 głosów)
Tadeusz Andrzejewski Tadeusz Andrzejewski

Ukraińskie MSZ wezwało polskiego ambasadora, by wręczyć mu notę protestu po tym, gdy szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski w przededniu kolejnej rocznicy rzezi wołyńskiej uprzedził władze w Kijowie, że Polska zablokuje ewentualną akcesję Ukrainy do UE, o ile ta do elitarnego klubu będzie próbowała przedostać się z flagami Bandery na cokole.

U ukraińskich władz przestroga szefa polskiej dyplomacji wywołała dysonans, który wzbudził u nich stan nieprzyjemnego napięcia psychicznego. Napięcie to u wschodniego sąsiada Polski powodują dwa niezgodne ze sobą cele, jakie obecne władze w Kijowie próbują równolegle realizować. Mianowicie dostać się do elitarnego klubu UE, gdzie – jakby tam nie było – obowiązują pewne standardy i pewne wartości, jak chociażby te, każące potępiać wszelkie zbrodnie wojenne czy zbrodnicze ideologie. Drugim celem, który Kijów próbuje realizować niejako równolegle z pierwszym, jest polityka historyczna pomajdanowej Ukrainy, gloryfikująca właśnie ukraińskich zbrodniarzy wojennych okresu II wojny światowej typu Bandery czy Suchewycza. Nie trzeba być Arystotelesem, by pojąć, że te dwa cele wzajemnie się wykluczają i nie sposób ich w parze zrealizować. Tę prostą prawdę władzom w Kijowie przypomniał właśnie Witold Waszczykowski, gdy zbliżała się kolejna rocznica rzezi wołyńskiej, którą ukraińskie władze uznają tylko za „tragiczne wydarzenia”.

Zresztą nerwowa reakcja władz w Kijowie, uprawiających od kilku lat politykę nachalnej gloryfikacji zbrodniczej UPA, była przewidywalna. Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Tymczasem zgoła dziwny był komentarz sprawy ze strony dwóch byłych litewskich szefów dyplomacji – Povilasa Gylysa i Audroniusa Ažubalisa, którzy zamiast potępić Kijów za urągające standardom unijnym odbrązowianie jawnych nazistowskich kacyków wojennych, zgodnie napiętnowali Warszawę. Gylys w swoim stylu zarzucił Polsce, że rzekomo uprawia politykę siły w stosunku do słabszego sąsiada. Obrazował to na przykładzie Litwy, gdyż Waszczykowski w swej wypowiedzi napomknął, że Polska nie popełni więcej błędów (mając na względzie Ukrainę), jakie ongiś – w połowie lat 90. – popełniła w stosunku do Litwy. Takie porównanie bardzo rozsierdziło Gylysa. Dogłębnie wzburzony wyrzucił z siebie pretensję do... elit litewskich, bo za bardzo pozwalają Polsce na naciski wobec Litwy. Doszło do tego, według eksministra, że Polska zaczęła nawet ingerować w litewski alfabet, bo domaga się oryginalnej pisowni nazwisk swych rodaków nad Wilią. Cóż, argument istotnie „wagi ciężkiej”, bo ciężko jest polemizować z taką „wagą” argumentu. Atleiskit už kakofoniją, gerbiamasis ministre. Przyznaję jednak, że wymiękam od razu, gdy słyszę z ust rodzimych polityków argumenty w rodzaju, że nasz litewski alfabet, nasz litewski komputer, nasza litewska czcionka nie znają, co to podwójne „w”. Nie możemy im zaśmiecać mowy prastarej, no chyba że chodzi o niemieckie czy szwedzkie słowa w rodzaju BMW czy Swedbank. Wtedy można.

Tyle ekstrawagancji, jeżeli chodzi o pierwszego „eks”, choć drugi – gwoli prawdy – wypadł jeszcze bardziej ekstrawagancko. Buńczucznie wręcz wyglądał, gdy w jednej z gazet zaatakował litewskie służby dyplomatyczne, że darowały Polsce taką zniewagę. Nawet żadnej noty nie wystosowały Warszawie, siedząc jak mysz pod miotłą, bo – wiadomo – są łapciowate i niedorajdy. Ažubalis więc poucza Linkevičiusa, jak trzeba robić politykę, choć jest ostatnią osobą na Litwie, która powinna to robić. Przypomnę tylko, że to on był tym właśnie (gdy był swego czasu szefem MSZ), który potrafił strategiczne bądź co bądź stosunki z Polską zamienić w całkowity niebyt. Zrobił to iście w stylu Szarikowa z komedii Bułhakowa „Psie serce”, gdyż, akurat jak Poligraf Poligrafowicz fuksem trafiając na salony, zachował się tam zgodnie ze swym przyrodzonym instynktem. Arogancko, wyniośle, prostacko. Efekt? Hałaśliwie poczynając sobie, strojąc groźne miny – w końcu schrzanił wszystko.

Waszczykowski po wykorzystaniu wszystkich innych możliwych mechanizmów i rozmów – „cicho i głośno” – lojalnie uprzedził partnerów z Kijowa, by nie szli „tą drogą”. Swą krótką wypowiedzią chciał uzmysłowić wschodniemu sąsiadowi, że owszem, przemocą mu rozumu do głowy nie włoży, ale to nie oznacza, że Polska przyzwoli na tak niebywałą wręcz nieuczciwość. Na tak niesłychane zakłamanie, którego konsekwencją jest stawianie na Ukrainie pomników krwawym zbrodniarzom wojennym. To nie nieszczęśliwy zbieg okoliczności, tylko wyznawana i propagowana przez liderów UPA nazistowska ideologia doprowadziła finalnie do „ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej na Wołyniu”, która była makabryczną kopią niemieckiego Endlosung der Judenfrage.

Ukraina właśnie podpisała umowę stowarzyszeniową z UE. Sam czas, by zrozumiała więc, że w Unii nie ma miejsca i dla Bandery, i dla Adenauera. Tam trzeba wybierać albo jednego, albo drugiego.

Tadeusz Andrzejewski

Komentarze   

 
#22 Dudak 2017-08-06 11:38
Do Basi.Widzę ,że Pani nie pogodziła się z faktem istnienia narodu ukraińskiego,bo taki już powstał,ale w znacznie mniejszych granicach terytorialnych niż teraz.nie pogaodzili się też Rosjanie,Pani zaś w dodatku patrzy na nich z pozycji dumnej polskiej szlachcianki jako na czerń.Właśnie to było jedną z przyczyn wybuchu powstania Chmielnickiego - wręcz chamski stosunek szlachty polskiej do Ukraińców i prawosławia,a te bajki o nieopłacanych Kozakach i rejestrze proszę miedzy bajki włożyć.W tym ostatnim dziele szlachtę "nakręcało"polskie ducowieństwo,które w swej działalności daleko nie zawsze stawiało na pierwszym miejscu Polskę,ale swoje interesy korporacyjne.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#21 Dudak 2017-08-01 19:06
Tu się z autorem zgadzam,tyle że Polska jak zawsze okazała się mądra po szkodzie.Najpierw popierano tych ukraińskich "patriotów",nie zważając na ich hasła i sztandary,i w antyrosyjskim zaślepieniu,a dziś próbuje się ich pouczać ?
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#20 Wojak 2017-07-31 12:36
Cytuję MYSZKA:
Na przeciwko mnie mieszka Ukrainiec.Jakie ogromne ma pretensje,ze tyle lat bylo spokoju,nikt nie wiedzial i nie mowil o BANDERACH a tu nagle wymyslili Polacy i jeszcze na dodatek Kaczynski im mowi ,ze nie wejda do UE z BANDERA


Nikt nie mówił, bo wiedzieli wszyscy. Ale Polacy zaczęli głośno mówić i słusznie w chwili kiedy Ukraina zaczęła gloryfikować zbrodniarzy i wtrącać się w wewnętrzne sprawy Polski i mówić jak Polacy mają oceniać tamte ludobójstwo
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#19 MYSZKA 2017-07-27 23:48
Na przeciwko mnie mieszka Ukrainiec.Jakie ogromne ma pretensje,ze tyle lat bylo spokoju,nikt nie wiedzial i nie mowil o BANDERACH a tu nagle wymyslili Polacy i jeszcze na dodatek Kaczynski im mowi ,ze nie wejda do UE z BANDERA
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#18 Basia 2017-07-27 18:41
Bylam na Litwie pierwszy raz 12 lat temu.Widzialam STAROWKE Wilna w odbudowie.Bylam na 'ROSIE' i w kosciolach,katedrze wszedzie widac polskosc.LITWA kraik maly i niezrozumialy dla normalnych ludzi.Wiekszosc ludzi w Wilnie mowila popolsku ale menu w restauracjach nie bylo po polsku.Przewodnik mowil do nas szeptem po polsku,bo mu grozil wywal .Mowil tez ,ze za akarte menu po polsku zagrozono zamknieciem restauracji.CHORY KRAIK ,chorzy ludzie -Litwini.Nic nie maja,nic nie produkuja,wszystko sprowadzaja, Nawet ich mala dalia ustawiasie do zdjecia pomiedzy wielkimi i tak zyja tylko tym jak kogos oszkaluja .Nawet naszego prezydenta Lecha Kaczynskiego oszukali i zaprosili go do swojego sejmu na 8 kwietnia 2010 /chodzilo opisownie polskich nazwisk/ Wiedzieli ,ze nie zdazy na pociag.tak sie kisza nienawiscia.NAWET w 1920r puscili przez swoje granice bolszewikow,chociaz nie musieli.Polacy na LITWIE I UKRAINIE MMIESZKAJA OD 500LAT.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#17 Basia 2017-07-27 18:17
Ukraincy to sobie tym Bandrom i Szuszkiewicaem strzelili nie w stope ale w pusty leb.Oni mysla ,ze wymaza polskosc z Kresow, CZY nie wiedza ,ze oni tam tylko mieszkaja,bo wszedzie gdzie nie spojrza tam widac slady polskosci.To samo Litwini.Wystarczy na cmentarze popatrzec i juz widac jacy tam ludzie mieszkali.NIGDY NIE BYLO INTELIGENCJI ukrainskiej/byla czern/ i tez litewskiej,JEzeli jakies elity to mialy korzenie polskie.Gdy spytalam UKrainca jaki krol Ukrainy dal szlachectwo Chmielnickiemu to sie za glowe zlapal.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#16 Sam 2017-07-27 14:38
Mają rację poprzedni forumowicze pisząc, że bez pokory i przyjęcia do wiadomości, że inny kraj może mieć zupełnie odmienne zdanie na wspólną historię - nie będzie udanego "związku" i partnerstwa
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#15 As 2017-07-26 15:13
Inwazja i aneksja Krymu nic a nic nie nauczyła Ukraińców. Zbrodniczy nacjonalizm zamiast pokory. Wszechobecna obłuda - mówią o złowrogim ataku, o buciu ofiarą, o brutalnych zabójstwach a tymczasem swoje grzeszki chowają pod banderowską flagę, tłumacząc to patriotyzmem!!!

A zrobili to samo z Polkami co Turcy z Ormianami
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#14 samson 2017-07-26 13:25
Trafny artykuł. Ale przecież na Litwie też tacy kolaboranci nazistowscy jak K. Skirpa czy generolas Vetra są gloryfikowani. Ich imionami nazywają ulice odkrywane sa tablice upamietniajace.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#13 AnnA 2017-07-25 15:17
Należy twardo acz grzecznie postawić Ukrainę do pionu. Zero wdzięczności za pomoc. Jeszcze się obruszają. Gdyby Polska miała takie fochy strzelać za każde nazwanie "polskie obozy koncentracyjne", czy inne inwektywy to do nikogo byśmy się nie odzywali
Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz

radiowilnowhite

 

 

Miejsce na Twoją reklamę
300x250px
Lietuva 24Litwa 24Литва 24Lithuania 24