Wydrukuj tę stronę

Kaplica łez – u styku życia i wieczności. Zakończono I etap renowacji malowideł w kaplicy Michała Suzina w Wilnie

2025-01-14, 14:07
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Kaplica została zbudowana w 1708 roku na terenie dawnego cmentarza przykościelnego Kaplica została zbudowana w 1708 roku na terenie dawnego cmentarza przykościelnego Fot. autorka

Róg Franciszkańskiej i Trockiej na wileńskiej starówce zdobi niewielka kapliczka, zwana potocznie przez miejscowych Suzinową (nazwa pochodzi od nazwiska jej fundatora Michała Suzina). Powstała na początku XVIII wieku jako rodzinne mauzoleum, dzisiaj prezentuje się niczym strażnik skweru obejmującego teren przykościelny najstarszej świątyni stolicy. W ciągu ostatniego zaś półrocza powoli odzyskuje swą świetność.

Prace konserwatorsko-remontowe kaplicy, które odbywały się od czerwca do końca grudnia ubiegłego roku, zostały wykonane ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej, pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

Święci Piotr, Magdalena i Weronika…

Podczas prac renowacyjnych okazało się, że ściany wewnętrzne kaplicy całkowicie pokryte były malowidłami, datowanymi – tak jak i budynek – na pierwszą połowę XVIII wieku.

Fundator kaplicy, szlachcic Michał Suzin, zbudował niewielką kaplicę na własny koszt, aby służyła jako mauzoleum dla jego rodziny. Na obrazach dominuje więc temat śmierci i życia wiecznego. Obraz ma głęboki aspekt teologiczny i pamiątkowy. Na północnej i południowej ścianie namalowane są anioły trzymające narzędzia tortur Chrystusa (łac. Arma Christi). Na sklepieniach znajdują się kompozycje: „Zaparcie się św. Piotra”, „Pokutująca św. Maria Magdalena”, „Chusta św. Weroniki” oraz kompozycje narracyjne, których fabuły niestety nie można już w pełni zrozumieć ze względu na straty – opowiada Rasa Kutkaitė, jedna z konserwatorów, pracujących nad malowidłami kaplicy.

Zaznacza też, że w miarę jak warstwy farb były stopniowo usuwane, wyłaniały się różne etapy dekoracji.

– W tej fazie konserwacji malowideł ściennych naszym celem było usunięcie późniejszych warstw malarskich z autentycznych malowideł, wzmocnienie rozwarstwionej warstwy tynku za pomocą iniekcji, usunięcie nieautentycznego tynku i jego rekonstrukcja – opowiada konserwatorka malarstwa ściennego. Dodaje przy tym, że proces renowacji opiera się na podstawowej zasadzie jak najmniejszej ingerencji w oryginalne dzieła, tak aby zachowały one swoją autentyczność. Jednocześnie – dodaje – renowacja jest konieczna, aby powstrzymać dalsze niszczenie i przywrócić strukturę rysunku i obrazu.

Radość i smutek

Na pytanie, na ile trzeba i można ingerować w autentyczny obraz, gdy jest on zniszczony, pani Rasa tłumaczy, że może to być tylko wtedy, gdy jest to konieczne i uzasadnione wiarygodnymi dowodami, wiedzą historyków sztuki i innych specjalistów.

– Należy przeprowadzić badania laboratoryjne, aby upewnić się, że użyte materiały i metody są odpowiednie do odtworzenia oryginału. Należy to robić w sposób odpowiedzialny, z wyraźnym rozróżnieniem między dodatkami a oryginalnym obrazem. Najważniejsze jest poszanowanie historii dzieła i upewnienie się, że renowacja nie zagraża autentyczności – tłumaczy konserwatorka, która pracowała nad renowacja wielu dzieł, w tym też nad freskami na sklepieniu w kościele franciszkańskim, przedstawiającymi sceny z życia św. Antoniego.

Podkreśla też, że zawsze jednym z najtrudniejszych aspektów jest ciągła konfrontacja ze śladami dawnej nieodpowiedzialności. – Nie da się przyzwyczaić i zaakceptować lekkomyślnego niszczenia dziedzictwa. Ocalały obraz, który znalazłam, wywołał dwa rodzaje emocji. Z jednej strony to radość z odkrycia oraz świadomość, że dzieło uniknęło całkowitego zniszczenia i nadal może przekazać swoją historię. Z drugiej – smutek na widok bezpowrotnie utraconych fragmentów. To połączenie wzbudza ogromne poczucie odpowiedzialności, żeby zachować pozostałości obrazu w jak największym stopniu i rzetelnie zaprezentować je przyszłym pokoleniom.

Losy dzisiejsze i…

– Kiedy w 1993 roku przyjechałem na Litwę, chodziłem na Uniwersytet Wileński, na lekcje języka litewskiego. Po zajęciach przychodziłem pod naszą franciszkańską świątynię, wówczas jeszcze zamkniętą, i jakże mocno zdewastowaną, i… płakałem, patrząc na to barbarzyństwo, jakie zrobiono z kościołem – opowiada franciszkanin br. Marek Adam Dettlaff, który od ponad trzydziestu lat czuwa nad pracami renowacyjnymi zespołu budynków kościelno-klasztornych u zbiegu ulic Franciszkańskiej i Trockiej.

Tak się złożyło, że w latach 1993-1998 w kaplicy Suzinowej franciszkanin prowadził spotkania dla ludzi bezdomnych. Z kolei pierwsze osoby, które pośpieszyły z pomocą w uporządkowywaniu świątyni po jej odzyskaniu w roku 1998 – były dzieci ulicy. Po zwróceniu franciszkanom ich własności, to właśnie w tej kaplicy Michała Suzina odbywały się pierwsze nabożeństwa, bo to było jedyne miejsce godne do modlitwy. Wówczas kościół nadawał się chyba tylko do urządzenia pierwszej szopki – żywej.

…wczorajsze

Ta najnowsza historia niedużej kaplicy dość ściśle się wiąże z jej historią sprzed ponad dwóch wieków. W 1708 roku na terenie dawnego cmentarza przykościelnego, od strony ulicy Trockiej, Michał Suzin zbudował barokową kaplicę cmentarną ku czci franciszkanów i miejscowej ludności, wymordowanych przez Kozaków podczas najazdu na Wilno w 1655 roku. Niezbyt duża, masywna kapliczka została zaprojektowana na planie krzyża łacińskiego. Na jego dłuższym końcu znajduje się niewielka, barokowa fasada, natomiast ramiona i wezgłowie są zakończone trzema półkolistymi absydami.

Wotywno-grobowa kaplica została ozdobiona malowidłami, wykonanymi w pierwszej połowie XVIII wieku i przedstawiającymi sceny związane z Męką Pańską. Według tradycji, stoi w miejscu pochówku pierwszych franciszkańskich męczenników, którzy zginęli w Wilnie w XIV wieku. Po konfiskacie kościoła, po powstaniu styczniowym w roku 1864, budynek został odrestaurowany w 1904 roku. Po odzyskaniu przez braci w 1934 roku kościoła Wniebowzięcia NMP do kaplicy odbywały się procesje ku czci pamięci męczenników franciszkańskich oraz w Triduum Paschalne – w Wielki Piątek. W czasach radzieckich kaplica została bezprawnie upaństwowiona, władze sowieckie urządziły w pomieszczeniu sklepik z pamiątkami. Odzyskana przez braci franciszkanów – w 1998 roku – wróciła do swej pierwotnej sakralnej funkcji.

Teresa Worobiej

Fot. autorka, Kristina Kurilionok i Rasa Kutkaitė

Komentarze   

 
#4 Teresa 2025-01-22 13:19
Cieszy fakt odnowienia kolejnej wileńskiej perły architektonicznej.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#3 Józef P. 2025-01-22 11:57
– Kiedy w 1993 roku przyjechałem na Litwę, chodziłem na Uniwersytet Wileński, na lekcje języka litewskiego. Po zajęciach przychodziłem pod naszą franciszkańską świątynię, wówczas jeszcze zamkniętą, i jakże mocno zdewastowaną, i… płakałem, patrząc na to barbarzyństwo, jakie zrobiono z kościołem – opowiada w artykule franciszkanin br. Marek Adam Dettlaff, który od ponad trzydziestu lat czuwa nad pracami renowacyjnymi zespołu budynków kościelno-klasztornych u zbiegu ulic Franciszkańskiej i Trockiej.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#2 Alek 2025-01-19 23:54
Przywracanie zabytkom danej świetności nie jest zadaniem łatwym. Ale warto próbować, by zachować dziedzictwo dla następnych pokoleń.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#1 Janina 2025-01-19 20:22
To zawsze dobre wiadomości gdy zabytki odzyskują dawny blask.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz