„Wołyń” contra piewcy banderyzmu

2017-03-28, 11:42
Oceń ten artykuł
(7 głosów)

Wileńska premiera filmu „Wołyń” odbyła się w atmosferze protestów. Protestowały Wileńska oraz Bałtycka Wspólnoty Ukraińskie, które nie chciały filmu w Wilnie, gdyż, ich zdaniem, jest on jednostronny (obciąża tylko Ukraińców winą na zbrodnie na Wołyniu), a nawet podżega do waśni narodowościowych.


Dyrekcja „Kino pavasaris” nie uległa jednak cenzorskiej presji ukraińskich organizacji, filmu z festiwalu nie wycofała. Zorganizowała za to debatę historyczną przed jego projekcją, na którą zostali zaproszeni szef ukraińskiego IPN-u dr Wołodymyr Wiatrowycz, profesor PAN Grzegorz Motyka oraz litewscy działacze – prof. Alvydas Nikżentajtis i Rimvydas Valatka.

Przebieg dyskusji w zasadzie był przewidywalny. Wiatrowycz jako główny ideolog i przedstawiciel ukraińskiej polityki historycznej film starał się deprecjonować, uznając go właściwie za projekt propagandowy rządu polskiego i wytwór „polskich mitów historycznych”. Mówił, że jest on „czarno-biały” w swej wymowie, nie wyjaśnia całej prawdy o konflikcie polsko-ukraińskim w okresie II wojny światowej. Ponadto – schematycznie dodawał – „wzmacnia on propagandę rosyjską” w kontekście wojny w Donbasie.

Z kolei prof. Motyka tłumaczył, iż film jest potrzebny już dlatego, że stał się on powodem mówienia o historii. „Dialog polsko-ukraiński powinien trwać i być szczery aż do bólu”, przekonywał jeden z najlepszych znawców tematu po stronie polskiej.

Litewscy dyskutanci starali się lawirować. Valatka przypomniał, że „Wołyń” został nakręcony w zasadzie z datek prywatnych sponsorów, dlatego nie może być uznany za projekt propagandowy polskiego rządu. Nikżentajtis zaś przyznawał, że film jest aktualny również dla Litwy, bo również na jej terenie (w znacznie mniejszej skali, co prawda) działy się podczas wojny podobne tragedie. „Litwa potrzebuje zarówno Polski, jak i Ukrainy, dlatego nam zależy na dialogu polsko-ukraińskim”, przekonywał litewski profesor, by po chwili dodać, że film „Wołyń” taki dialog uniemożliwia na kolejnych 20 lat.

Ukraińcy z samozaparciem kontestują film Smarzowskiego, co tylko potwierdziły wydarzenia na wileńskim „Kino pavasaris”. Skąd tak zaciekłe protesty w stosunku do dzieła artystycznego, które przecież zostało oparte na motywach zaczerpniętych z prawdziwej historii? Odpowiedź jest, jak się wydaje, oczywista: bo film burzy współczesną narrację na Ukrainie na temat bohatera narodowego Bandery i kierowanej przez niego organizacji UPA, gloryfikowanej w Samostijnej. By nie mieszać Ukraińcom w głowach, „Wołyń” nawet nie został wpuszczony na Ukrainę, mimo starań prywatnych dystrybutorów. Został w zasadzie potraktowany (by przywołać jakieś adekwatne historyczne paralele) jak „Mein Kampf” Hitlera, która to książka jest zakazana we wszystkich demokratycznych krajach na świecie z powodu propagowania w niej zbrodniczej ideologii. „Wołyń” jednak, w odróżnieniu od „Mein Kampf”, nie propaguje żadnej ideologii, tylko, wręcz przeciwnie: obnaża prawdę na temat banderyzmu – skrajnej formy ukraińskiego nacjonalizmu, która w odpowiednich okolicznościach podyktowanych przez wydarzenia wojenne przerodziła się w zaplanowane ludobójstwo.

Jeszcze kilka lat temu w ogólnoukraińskim sondażu, w którym udział wzięło kilka milinów obywateli, na Ukraińców wszechczasów zostali wybrani Jarosław Mądry, Taras Szewczenko i Bandera właśnie. Ten, co prawda, uplasował się dopiero na trzeciej pozycji, ale po upaństwowieniu jego kultu (chodzi nie tylko o pomniki i ulice na cześć Bandery, ale i o decyzje władz gloryfikujące UPA, a zarazem zabraniające krytykę zbrodniczej organizacji) proces mitologizacji przywódcy Ukraińskich nacjonalistów stał się właściwie nad Dnieprem nieodwracalny. Pokazanie „Wołynia” na Ukrainie byłoby ciosem dla mitologizacji Bandery jako bohatera narodowego. Coś w rodzaju odtrutki na ukraińskie kłamstwo holocaustu, by znowu przywołać historyczne paralele.

Na potrzeby zewnętrzne Ukraina tylko emituje gotowość do debaty nad „wydarzeniami” na Wołyniu, jak tam najczęściej enigmatycznie mówi się o rzezi wołyńskiej. W rzeczywistości, co podkreślają polscy znawcy tematu (m. in. prof. Motyka), na Ukrainie właściwie nie ma historyków, którzy byliby gotowi uczciwie i rzetelnie dyskutować nad zaplanowanym i dokonanym przez UPA ludobójstwem Polaków na Wołyniu. Tam główna narracja, której apologetą jest m. in.Wiatrowycz, na temat Wołynia głosi, że w latach 1943-44 doszło na tych terenach do bratobójczej, równorzędnej walki, w jakiej zbrodnie popełniali zarówno Ukraińcy, jak i Polacy. Forsowanie tak ahistorycznej i imbecylnej tezy - to to samo jakby twierdzić, że holocaust był bratobójczą walką Niemców z Żydami. W momencie zaplanowanej eksterminacji setek polskich wiosek na Wołyniu przez UPA na tych terenach oddziałów AK przecież właściwie nie było wcale. Bestialskie do granic wyobrażenia mordowanie bezbronnych wieśniaków tylko dlatego, że byli Polakami, to w pojęciu piewców banderyzmu równorzędna walka?

Film „Wołyń”, który ponoć ukazał się nie na czasie, jest tymczasem, w moim pojęciu, ostatnią szansą – być może - dla ukraińskich elit, by rozpocząć walkę z własnym sumieniem na trudny i bolesny temat zbrodni wołyńskiej, zanim współczesny banderyzm ostatecznie nie zamknie usta szukającym prawdy.

Tadeusz Andrzejewski

Komentarze   

 
#29 Leszek 2017-04-02 20:54
Masz rację Grzegorzu. Też uważam, że Ukrainę partnerstwo przerosło i boksują się tam sami ze sobą. Z jednej strony o zniszczonych pomnikach mówią, że pomniki zniszczyli prowokatorzy, którym zależy na rozbiciu stosunków polsko-ukraińskich a z drugiej strony ci sami mówią, że film dzieli i jest wynikiem wpływu kremla. Z jednej strony mówią, że w którymś tam roku przeprosili Polaków za Wołyń a drugiego dnia stawiają pomnik banderze.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#28 Grzegorz 2017-04-02 20:42
To bardzo dobry film. Zmuszający do refleksji. Ten film powinien połączyć narody, a nie dzielić. Polacy robią, aż za wiele jeśli chodzi o budowanie relacji z Ukrainą, która jak się okazuje nie dorosła do roli poważnego partnera
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#27 Gość 2017-04-02 10:50
Czyż my nie powinniśmy się tak oburzać na pomniki bandery - mordercy i rzeźnika???

My przynajmniej mamy podstawy do tego, natomiast ukraińcy absolutnie żadnej do filmu, który jest nakręcony bardzo delikatnie i subtelnie. Pokazuje tragizm również ukraińskich rodzin i w mojej ocenie jest bardzo obiektywny. Niech się ukraińcy cieszą, że nie nakręcił tego Pasikowski albo Mel Gibson
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#26 Lwowiak 2017-03-30 21:36
Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały Naród, a ludzi takich mamy, którzy i słowa głośno nie mogą powiedzieć, bo UB wraz z kliką oficerów sowieckich czuwa. Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków domagających się wolności i sprawiedliwości.
Źródło: ulotka z marca 1946 roku
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#25 Lwowiak 2017-03-30 21:36
Przywrócenie prawdy o Antykomunistycznym Podziemiu oznacza również upowszechnienie prawdy o tych, którzy ze wszelkich sił je niszczyli. Ramię w ramię z sowieckim najeźdźcą. Można zatem powiedzieć, że dzisiaj drugie i trzecie pokolenie UB jeszcze raz ściga Zygmunta Szendzielarza, Witolda Pileckiego, Hieronima Dekutowskiego, Danutę Siedzikównę, Romualda Rajsa i wielu, wielu innych. Trzeba dołożyć wszelkich starań, by Żołnierze Niezłomni stali się bohaterami naszych czasów. By każdy polski uczeń wiedział, kim byli „Łupaszka” czy „Zapora”. Instytucje kultury, media publiczne, szkoły winny czynić wszystko, by wiedza o naszej najnowszej historii po dziesięcioleciach komunistycznej propagandy stała się powszechna. Bo przywrócenie prawdy o Niezłomnych uświadomi Polakom, że nigdy nie byli narodem niewolników. A strażnikami zniewolenia naszego kraju byli przodkowie tych, którzy dzisiaj także czynią wszystko, by pozbawić Polskę dumy i godności.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#24 do Galla 2017-03-30 12:38
o jakiś urażony redaktorek czy sam Radczenko "zaszczycił"?
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#23 Gall A. do Wojak 2017-03-30 07:51
Podłe jest to co napisałeś. Dowody na stół albo nie dyskutujemy wcale. Kiedy ZW skrytykowało Wołyń? Poproszę o linki albo wycofanie się z bredni i przeproszenie.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#22 Wojak do Mariana 2017-03-30 00:28
Jesteś prowokatorem, albo resortowym dzieckiem, któremu rodzice wbijali do głowy świecką szkołę, bandytyzm Żołnierzy niezłomnych, i 200% normy. Owszem trafiali się bandyci, jak wszędzie, ale to były wyjątki a nie reguła. Powtarzasz dokładnie te same brednie, które wpychano do głów komunistyczną propagandą. Skoro dla ciebie Niezłomni byli bandytami to Kędziora, Sawicki, Wyszomirski to pewnie wzorce do naśladowania?
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#21 Wojak do 14 2017-03-30 00:04
o jakiś okłamczyc przyleciał. Przeszukaj sobie archiwum. Chyba, że nie rozumiesz co piszecie, bo dostajecie od Szechtera gotowe przedruki
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#20 roman 2017-03-29 18:10
A w przededniu (ostrzelania Konsulatu RP) przedstawiciele sejmu RP i Litwy apelowali w Warszawie o wsparcie bohaterskich Ukraińców. Jeżeli i byli to teroryści (w nocy, z ukrycia, znienacka) to ukraińskie władze mogłyby i powinny winowajców znaleźć, ale nie o to chyba tu chodzi.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz

radiowilnowhite

 

 

Miejsce na Twoją reklamę
300x250px
Lietuva 24Litwa 24Литва 24Lithuania 24