„Chyba nie muszę nikomu tłumaczyć, dlaczego chciałem przyjechać do Wilna (...) Jestem niemal u siebie” – powiedział Andrzej Poczobut na początku spotkania. Bo jak podkreślił, Wileńszczyzna i jego rodzinna Grodzieńszczyzna, „wbrew granicom, które zostały wytyczone i które dzisiaj wyglądają niezwykle groźnie”, to jeden region, powiązany wspólną historią i tradycją. Z północnej części ziemi grodzieńskiej, dodał, zawsze było bliżej do Wilna niż nawet do Grodna czy Mińska”.
Andrzej Poczobut w końcu kwietnia tego roku został zwolniony z białoruskiego więzienia. Za kratkami spędził ponad pięć lat. Zatrzymany był w marcu 2021 roku, a zarzuty dotyczyły rzekomego „wzniecania nienawiści na tle narodowościowym” oraz „rehabilitacji nazizmu”.
Podczas spotkania ze społecznością polską, białoruską i litewską w DKP podzielił się swoimi refleksjami m.in. na temat Białorusi i sytuacji polskiej mniejszości w tym kraju. Rozmowę poprowadziła dr Barbara Jundo-Kaliszewska. Wydarzenie zorganizowała Fundacja Pomoc Polakom na Wschodzie im. Jana Olszewskiego.
Czerwone linie
„Planuję we wrześniu wrócić do Grodna i brać udział w działalności Związku Polaków na Białorusi. Takie mam plany i one na przeciągu tych pięciu lat nie zmieniały się. To jest dla mnie naturalny wybór” – powiedział Poczobut.
Działalność Związku Polaków na Białorusi, jak podkreślił, jest teraz maksymalnie ograniczona przez białoruskie władze. Ale z drugiej strony, dodał, nie było ani jednego dnia, aby ta działalność była zatrzymana.
„Pole działalności Związku Polaków jest wytyczone czerwonymi liniami, ale jednak 3800 dzieci uczy się języka polskiego w szkołach społecznych, które prowadzi Związek Polaków” – mówił podczas spotkania Poczobut. Dodał, że może nie jest to liczba satysfakcjonująca, jeśli wziąć pod uwagę liczbę Polaków na Białorusi, ale zwrócił uwagę na to, że między rokiem 1948, kiedy zamknięto ostatnią polską szkołę w Grodnie, i rokiem 1988, kiedy powstało pierwsze niezależne polskie stowarzyszenie na Białorusi, żadne formy nauczania języka polskiego na Białorusi nie istniały, czyli nie można było uczyć się języka polskiego w szkołach państwowych, a wszelkie próby organizacji niezależnego nauczania języka polskiego spotykały się z represjami.
„Sytuacja polskiej mniejszości jest szczególna pod tym względem. Polacy na Białorusi mają świadomość tego, że może dojść do sytuacji, że w ogóle nie będzie żadnego przedstawicielstwa, żadnej obecności w sferze publicznej, że polskość zostanie skazana na przemilczenie, tak jak to było w czasach sowieckich – mówił Poczobut.
Dlatego, jak podkreślił, już sam fakt istnienia tych możliwości – działalności Związku Polaków na Białorusi, choć bardzo mocno ograniczonej, i tego, że jest język polski – „jest bardzo ważny i trudny do przecenienia dla polskiej mniejszości na Białorusi”.
Jak pomagać Polakom na Białorusi?
Podczas spotkania Poczobut został zapytany o to, jak pomagać Polakom na Białorusi, aby im nie zaszkodzić.
„To podejście, żeby nie szkodzić pomagając, jest bardzo ważne i bardzo sensowne. Pięć lat byłem w więzieniu. Białoruską rzeczywistość znam jedynie z rozmów z ludźmi, z członkami Związku Polaków. Pojadę we wrześniu i sprawdzę te czerwone linie. Wtedy być może będę w stanie kompetentnie, spokojnie odpowiedzieć na to pytanie. Na razie nie udzielę jednoznacznej odpowiedzi” – przyznał się szczerze Poczobut.
Marzy o powrocie do domu
Powiedział, że będąc w więzieniu marzył o powrocie do domu. „Na razie nie wróciłem, ale man nadzieję, że we wrześniu wrócę. Chcę wrócić do domu, bo mam takie odczucie, że jestem między dwoma światami. Chcę do Grodna” – powiedział.
Przyznał, że po wyjściu z więzienia największy przeżył szok, kiedy zobaczył swego syna. „Zobaczyłem syna wyższego ode mnie. Miał 11 lat, a teraz 16. Kiedy ciebie nie ma, to twoje miejsce zajmuje pustka, a potem ty się zjawiasz...” – mówił o swoich przeżyciach.
Zdradził zamiar napisania książki o swoim pobycie za kratkami: „To wewnętrzna potrzeba, aby wyrzucić z siebie wszystko, bo nawet w największym wywiadze nie opowiesz tego. Jako element terapeutyczny. Napiszę, postawię kropkę, wydam książkę i będziemy żyć dalej”.
Wspólny głos
Andrzeja Poczobuta, jako doświadczonego dziennikarza, zapytano też o to, jak ocenia drastyczne zmniejszenie przez Polskę finansowania mediów polonijnych na Litwie. Powiedział, że sprawa ta jest znana, wywołała poruszenie i były podejmowane odpowiednie działania. Temat tn poruszał publicznie, m.in. podczas spotkania w Senacie. „Uważam, że to nie jest w porządku, kiedy drastycznie obcina się finansowanie medialnych projektów a wartość mediów polonijnych trudno jest przecenić. Ta kwestia była podnoszona i będzie podnoszona. Moim zdaniem, jeżeli będzie wspólny głos, to będzie on usłyszany” – mówił. Dodał też, znaczenie polskich mediów na Litwie, w tym TVP Wilno, jest zbyt duże, żeby go zmarnować.
To decyzja społeczeństwa białoruskiego
Zdaniem Poczobuta, przyszłość Białorusi jest uzależniona od sytuacji w Rosji. „Moim zdaniem bez kryzysu wewnątrz Rosji, bez gwałtownego osłabienia Rosji, szans na jakielkowiek zmiany na Białorusi nie mamy” – mówił.
Padło też pytanie, jak Polska i Litwa mogą wspierać niepodległość Białorusi. Zdaniem Poczobuta, Zachód do tej pory nie odpowiedział sobie na pytanie, jaką on chce widzieć Białoruś. „A jeżeli nie ma odpowiedzi, to jaka może być spójna polityka? Mam wrażenie, że polityka wobec Białorusi jest częściowo reaktywna, czyli reaguje się na to, co odbywa i tyle. Niezależnie od tej polityki decyzję o swojej przyszłości Białoruś będzie podejmowała sama, czyli społeczeństwo białoruskie będzie samo podejmowało decyzję o tym, jak ma wyglądać jego przyszłość” – stwierdził pan Andrzej.
Zaznaczył też, że Zachód nie powinien zapominać o tym, że Białoruś nie jest częścią Rosji. „Bo mam takie wrażenie, że przez to, że Łukaszenka jest dziś sojusznikiem Putina, zapomina się o tym, że jednak Białoruś to coś odrębnego od Rosji. Jest postrzegana poprzez pryzmat Moskwy. Tak, znaczenie Moskwy jest gigantyczne na Białorusi, ale Białorusini to nie są Rosjanie wbrew temu, co niektórzy mówią. Białoruś to nie jest Rosja i bez wątpienie historia Białorusi będzie inna niż historia Rosji” – powiedział Poczobut.
Spotkanie z prezesem ZPL, europosłem Tomaszewskim
Z kolei dzisiaj w Wilnie, w biurze Zarządu Głównego Związku Polaków na Litwie Andrzej Poczobut spotkał się z prezesem Związku Polaków na Litwie, posłem do Parlamentu Europejskiego Waldemarem Tomaszewskim. Rozmowa przebiegła w przyjaznej atmosferze zatroskania o los Polaków na Kresach oraz próbie znalezienia rozwiązań najpilniejszych spraw, z którymi borykają się rodacy po obu stronach białorusko – litewskiej granicy.
To już trzecie spotkanie obu prezesów w ostatnim czasie. Podczas ostatniej sesji Parlamentu Europejskiego w Strasburgu lider polskiej społeczności na Litwie aż dwukrotnie spotykał się z Andrzejem Poczobutem. Pierwszy raz podczas posiedzenia parlamentarnej Podkomisji DROI (Praw Człowieka), która wspiera działania zewnętrzne Unii, takie jak przeciwdziałanie naruszeniu praw człowieka i propagowanie standardów ochrony praw człowieka na całym świecie, której Waldemar Tomaszewski jest członkiem. Natomiast drugi raz spotkali się na posiedzeniu frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w PE, w zarządzie której zasiada lider ZPL. To ta właśnie frakcja nominowała Andrzeja Poczobuta do Nagrody Sacharowa za wolność myśli, którą przyznano mu w październiku 2025 roku.
Kolejne wizyty
Spotkanie w Wilnie z Andrzejem Poczobutem zorganizowała Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie im. Jan Olszewskiego”. Podczas wizyty w litewskiej stolicy Poczobut odwiedził też m. in. Ponary, Cmentarz na Rossie.
Po wyjściu z więzienia i wyjechaniu do Polski już miał wcześniej spotkanie w Strasburgu. Teraz ma się udać do Czech, na Zaolzie, a także do USA, m. in. do Waszyngtonu, Nowego Jorku, Chikago.
http://l24.lt/pl/spoleczenstwo/item/430338-spotkanie-z-andrzejem-poczobutem?print=1&tmpl=component#sigProGalleria4e2d91965a

Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.