Tak więc gdy mówimy, że coś zostało puszczone płazem, oznacza to tyle, że ktoś traktuje kogoś pobłażliwie, wybacza mu to, o czym mowa, i nie karze go za to. Puszczenie płazem jest zatem aktem wybaczenia, miłosierdzia, puszczenia w niepamięć doznanej przykrości lub złośliwości. Gdy my coś komuś puszczamy płazem, temu komuś to coś płazem uchodzi.
Oczywiście zdarza się też tak, że czegoś płazem nie puszczamy, bo krzywda jest naprawdę spora. Wtedy przysięgamy winowajcy, że nie ujdzie mu to płazem!
Frazeologizm ma jednak kontekst historyczny. W dawniejszych czasach płazem określano płaską stronę białej broni – szabli lub miecza. I tak zamiast uderzać kogoś ostrzem, by pozbawić go życia lub w najlepszym wypadku zranić, stosowano tak zwane płazowanie. Było to uderzenie płaską częścią szabli lub miecza, które – owszem – było dość bolesne, ale nie raniące. Często było spotykane w pojedynkach. Uderzanie płazem zamiast ostrzem mogło być więc uznane za akt łaski. Ktoś uderzający płazem oszczędzał w ten sposób adwersarza.
Choć w przeciwieństwie do „normalnego” ciosu ostrzem, który mógł zakończyć się śmiercią albo trwałym kalectwem, płazowanie nie niosło za sobą tych skutków, uchodziło za upokarzające. To trochę tak, jakby ktoś mówił, że winowajca jest tak mało znaczący lub – jakby to powiedzieli prawdziwi Sarmaci – nikczemny, że szkoda na niego marnować coś tak prestiżowego i wartościowego jak szabla.
Rota
