To wcale niekoniecznie oznacza dojmujący smutek, bliski depresji. Może być tak, że czujemy się jednocześnie zmęczeni, bez sił i ochoty na robienie czegokolwiek ponad obowiązkowy plan, i poirytowani, nieadekwatnie do sytuacji zaniepokojeni, źli i podminowani, co jednak z jakiegoś powodu nie przekłada się na działanie. To taki stan pomiędzy znudzeniem i znużeniem a niemocą i brakiem sensu w podejmowaniu jakiejkolwiek aktywności, która być może jeszcze jakiś czas temu dawała nam radość. Bezwładność, brak motywacji.
Zamrożenie funkcjonalne nie jest definiowane jako choroba. Nie znajdziemy go – w przeciwieństwie do depresji – na liście międzynarodowej klasyfikacji chorób. To raczej zespół objawów, które owszem, mogą towarzyszyć depresji, ale nie są z nią tożsame. Często idzie w parze z izolacją. Skoro motywacja do działania jest minimalna, to i ochota na przebywanie wśród ludzi spada. To może być taki społeczny „tumiwisizm”: możemy zauważyć, że nie szukamy okazji do spotkań, a wręcz przeciwnie – unikamy interakcji i coraz częściej pozostajemy unieruchomieni we własnej bańce.
„Zamrożeni” sprowadzają swoją aktywność do minimum, a więc ilość rzeczy, które się piętrzą, może narastać. Rozwiązaniem często jest prokrastynacja, która nie wynika z lenistwa, a z poczucia, że wykonanie któregokolwiek z oczekujących zadań jest po prostu zbyt trudne i wymagające wysiłku. W stanie zamrożenia często i aktywność fizyczna idzie w dostawkę, a zastępuje ją coraz częściej zaleganie na kanapie, które jednak niewiele ma wspólnego ze zdrowym „nicnierobieniem”.
Co zatem robić? Na początek możemy po prostu wstać z kanapy, mimo szczerej niechęci, i wybrać się do parku – bez telefonu – by kilkanaście minut posiedzieć sobie na ławce, na trawie i pooddychać. Dobrym pomysłem na potem, gdy już poczujemy pierwsze efekty – a poczujemy je na pewno – jest leśna medytacja w ruchu. Idziemy i kierujemy się zmysłami, wąchamy, patrzymy, słuchamy, obracamy w palcach znalezioną szyszkę, odkrywając jej chropowatość, smakujesz poziomki.
Ważne, by traktować siebie ze szczególną troską i samemu sobie proponować takie formy aktywności, które nawet w tym odrętwieniu są wykonalne i nie wymagają zbyt wiele energii. Wyrozumiałość dla siebie jest bardzo ważna. Możemy mieć do siebie pretensje i wyrzucać sobie, że trwamy w tej niemocy i frustrujemy się, zamiast działać. Ale to niewiele pomoże. Zamiast się biczować, lepiej okazać sobie trochę empatii – zamiast mówić do siebie: „Muszę się ruszyć”, lepiej sobie złożyć niezobowiązującą propozycję: „Spróbuję pójść na krótki spacer”, a po nim sprawdzić, czy samopoczucie choć odrobinę się zmieniło.
Rota
