W najbliższą niedzielę, podczas rezurekcyjnej Mszy św., głosy wielu wiernych różnych wspólnot parafialnych połączą się w gromkim „Alleluja". Nieodłącznym elementem, upiększającym liturgię jest śpiew chórów parafialnych pod kierownictwem organistów.
Pan Piotr zaintonuje „Wesoły nam dzień dziś nastał" w kościele pw. św. Teresy (zwanym wśród ludzi ostrobramskim) wraz ze swoim chórem i wiernymi, którzy tam uczczą wielkanocny poranek i z którymi od ponad pół wieku dzieli się swym talentem „Bogu na chwałę i ludziom na pożytek".
„Bo to cała przyjemność słuchać, gdy maestro gra i śpiewa oraz pożytek, gdyż jego piękna, romantyczna harmonizacja pomaga w modlitwie" – pod tymi słowami podpisze się wielu wiernych, dla których Ostra Brama i jej organista Piotr Termion są jak nierozłączny duet.
„Pana Piotra bardzo cenię i lubię. Jest nie tylko oddany swojej pracy, ale też bardzo subtelny, uprzejmy, kulturalny, to człowiek na właściwym miejscu – o nim można mówić tylko i wyłącznie w superlatywach" – tak o maestro mówi proboszcz, ks. prałat Jan Kasiukiewicz, kustosz Ostrej Bramy, u którego poczucie piękna liturgii śpiewanej zostało ukształtowane właśnie przez ostrobramskiego organistę.
„Od urodzenia jestem związany z parafią św. Teresy, gdzie często bywaliśmy na nabożeństwach z naszą rodziną. Odkąd pamiętam, zawsze grał tutaj pan Piotr, który zorganizował piękny chór, dlatego bardziej lubiłem przychodzić na niedzielną Mszę św. do św. Teresy, niż do parafialnego kościoła pw. Ducha Świętego. Być może dlatego teraz, gdy celebruję różne nabożeństwa i gra pan Piotr, czuję się o 40 lat młodszy" – z nostalgią opowiada proboszcz.
Wśród dobrych ludzi
Swój muzyczny talent – po Bogu – organista zawdzięcza rodzicom. Żartuje, że inaczej nie mogło być, bo zarówno mama Antonina, jak i ojciec Wincenty byli muzycznie uzdolnieni. Tato był organistą, prowadził orkiestrę w Kluszczanach, rodzimej miejscowości pana Piotra. „Nawet mój ojciec chrzestny też był organistą" – opowiada i dodaje, że od dzieciństwa słyszał muzykę. Natomiast, odbywające się stale w domu próby chóru, wcale mu, jako niemowlakowi, nie przeszkadzały – mógł spokojnie spać.
Rodzina Termionów pochodzi z tej części Wileńszczyzny, która dzisiaj pozostała za wschodnią granicą – na Białorusi. Termionowie mieszkali kolejno w Pińsku, Nowogródku, Łohiszynie, Kluszczanach (miejscowość znajdująca 3 km od Zułowa). Potem ojciec przeniósł się do Wilna, gdzie został organistą w kościele pw. Odnalezienia Krzyża Świętego w Kalwarii. To przede wszystkim tato był dla Piotra tym, od którego nauczył się nie tyle gry na organach, co współpracy z nimi. Bowiem, jak twierdzi, organy są niczym człowiek – te w złym stanie porównuje do chorego człowieka, ograniczonego w swoich możliwościach. Natomiast, gdy zasiada do gry na „swoich" – w kościele św. Teresy i, gdy świątynia wypełnia się ich pięknym brzmieniem, wtedy wszystko przenosi się do wymiaru dźwięków, harmonii, ładu, modlitwy, będącej spotkaniem ze Stwórcą.
„Kto śpiewa, podwójnie się modli" – ze skupieniem i w zamyśleniu przytakuje temu twierdzeniu dodając: „Bez wątpienia". Zachowana w takim wieku młodość ducha i wygląd, bądź co bądź, raczej niezgodny z metryką urodzenia, jak podkreśla, to efekt częstego przebywania wśród dobrych ludzi. Albowiem tam, gdzie śpiew, „tam dobre serca mają".
„Bliskość Boga, Pani Ostrobramskiej, uczestnictwo w pięknych nabożeństwach, wysłuchanie tylu wspaniałych kazań – to pomaga, dodaje nadziei i otuchy" – mówi organista.
„Alleluja" Haendla
Uczył się u ojca gry i obrzędów – nieco inne były wymagania co do liturgii Mszy św. przed Soborem Watykańskim II. Inne też były obowiązki organisty. „Pamiętam, że mój tato, oprócz grania, śpiewania, prowadzenia chóru, musiał prowadzić kościelną kancelarię. W kilku egzemplarzach spisywał księgi chrztów, ślubów, pogrzebów" – opowiada pan Piotr, który już w wieku 10 lat pomagał ojcu w jego pracy, czasem też zamieniał. Pan Piotr rodziców wspomina, jako ludzi oddanych pracy. Mama ciężko pracowała na roli. Oprócz pracy w kościele, tato prowadził orkiestrę dętą składającą się z 24 muzyków-amatorów, z których wielu niosło swoje instrumenty na próby, przemierzając pieszo 7-8 km.
W parafii św. Teresy w Wilnie grać zaczął od Wielkiego Postu 1961 roku. „Pamiętam, jakby to było wczoraj, posypał mi ksiądz głowę popiołem i poszedłem grać" – wspomina. Natomiast powodem tego, że ówczesny proboszcz ostrobramski ks. Konstanty Gajewski zaprosił Piotra Termiona do pracy organisty, był ślub jego brata Bernarda Termiona (a propos, również organisty). Na uroczystości zaślubin, które odbyły się w Ostrej Bramie, była piękna oprawa liturgiczna – śpiewał zawodowy kwartet męski: Czesław Kolędo (tenor), Wiktor Turowski (kierownik zespołu „Wilia"), Józef Poteikis i Józef Worobjow (kontra-bass), Józef Żylionis grał na skrzypcach, zaś Piotr – jako organista kościoła kalwaryjskiego – na organach.
„Widocznie zrobiliśmy na proboszczu dobre wrażenie, bowiem, po trzech latach, gdy odchodził ówczesny organista, zaprosił do współpracy mnie. Kapłan ten mawiał, że wtedy jest się dojrzałym do bycia organistą, gdy się umie grać „Alleluja" Haendla. Potrafiłem zagrać ten utwór, więc zostałem przyjęty" – opowiada pan Piotr, który na muzycznej służbie przed ołtarzem Matki Bożej Miłosierdzia w Ostrej Bramie nieustannie trwa przez 53 lata.
„Kogo Pan Bóg kocha, temu krzyżyk daje"
Nie tylko praca, ale i życie rodzinne Piotra Termiona jest związane z Ostrą Bramą. Tutaj spotkał miłość życia – Maria przyszła do chóru. Organistę wzruszył jej śpiew. „Najpierw, gdy zaśpiewała, zdziwiłem się jej niskim altem, a potem – po latach – wyrobił się piękny, mocny sopran. Gdy śpiewała, aż za serce chwytało" – mówi pan Piotr, nie kryjąc wzruszenia na wspomnienie śp. małżonki, która odeszła do wieczności niespełna przed rokiem.
Mieszkanie, które zajmuje pan Piotr, mieści się vis a vis wejścia do kaplicy ostrobramskiej. Z okien – widok na Tę, która „przez okna Bramy patrzy czule, jak ulicami śpieszy lud i zna każdego radość, bóle i wszystkie zna tajniki dusz". Pod okiem Najświętszej Pani Ostrobramskiej przebiegały radosne i bolesne chwile życia Termionów, którzy tutaj wychowali troje dzieci: Bernarda, Władysława i Beatę. Okna mieszkania zawsze były upiększone przez gospodynię domu kwiatami...
„Kiedyś myślałem, że życie toczy się do lat 50. Potem jest spokojnie. Niestety, minęła osiemdziesiątka, a nawet tego nie zauważyłem. Odkąd dzieci poszły do szkoły, to człowiek nawet nie zauważył, jak ten czas minął" – rozważa organista, nie kryjąc rozczarowania z tak wielkiego pośpiechu, jaki jest obecnie narzucony na człowieka.
Nie ominęło Piotra Termiona cierpienie utraty najbliższych. Przed 9 laty – nagła śmierć w wypadku syna Władysława. „Coś jakby urwało się w moim wnętrzu... Zrozumie to tylko ktoś, kto przeżył podobną utratę" – tłumaczy pan Piotr, wspominając syna, jako człowieka zdolnego, energicznego. Kolejny cios – to śmierć o wiele młodszej małżonki Marii. Odeszła w maju ubiegłego roku. „Brakuje bardzo mi jej jako żony i jako śpiewaczki w chórze. Zdawać by się mogło, że ot, wziął człowiek młodszą, a tu masz – los nie oszczędził" – mówi, zastanawiając się nad tajemnicą przemijania.
Przedsionek nieba
Siedmioro wnuków – Dominik, Sebastian, Basia, Łukasz, Justyna, Ewelina, Tomek – nie stronią od muzyki i, jak twierdzi dziadek, lubią śpiewać. Syn Bernard pomaga w pracy organisty i prowadzeniu chóru młodzieżowego w Ostrej Bramie. „Dobry chór w parafii? Wiele zależy od organisty: jeśli jest młody, atrakcyjny, potrafi przyciągnąć ludzi, to i chór będzie dobry" – mówi pan Piotr zapytany o „receptę" na dobrą muzykę kościelną. Dodaje też, że dostrzega pewną lukę pokoleniową organistów w kościołach Wileńszczyzny. „Młodzi niechętnie się garną do śpiewania, a przecież ktoś musi nas zamienić" – stwierdza.
Zdaniem pana Piotra, kiedyś uczestnictwo w chórze, to, oprócz talentu i wiary, było też kwestią spędzenia wolnego czasu. Dzisiaj młodzież jest zabiegana, zapracowana i ma wiele „atrakcji" w domu: w postaci telewizji i Internetu. Niegdyś uczestnictwo w chórze nie ograniczało się do prób – równolegle toczyło się bogate i towarzyskie życie jego członków. Tym bardziej, gdy w którejś parafii proboszczowi zależało na dobrym śpiewie podczas Mszy św. Zaś gromadzący się w kościołach wierni znali teksty pieśni i włączali się do wspólnego śpiewu. Dzisiaj każdy, kto chociaż raz był na Mszy św. o godz. 10 w Ostrej Bramie, wie, że organista ma przygotowane słowa pieśni i rozdaje je dla wiernych, by włączali się do wspólnego śpiewu.
Na pytanie, czy ma jakieś ulubione utwory, odpowiada, że w liturgii wszystko jest piękne. „Jedne z ładniejszych nabożeństw w Ostrej Bramie – to Opieki. Kiedyś odprawiane były dwie Msze codziennie – po polsku i litewsku, ludzie gromadzili się na ulicy przed kaplicą. Był wówczas zwyczaj śpiewania litanii do Matki Bożej Loretańskiej. Pozostawiło to na mnie niesamowite wrażenie, gdy nad miastem unosił się śpiew kilkutysięcznego tłumu wiernych. W pamięci na zawsze pozostanie też nabożeństwo różańcowe, które prowadził z Ostrej Bramy papież Jan Paweł II. Do wspólnej modlitwy włączyliśmy się z domu, stojąc przy otwartym oknie. Czuliśmy się wówczas jak w przedsionku nieba" – dzieli się najpiękniejszymi wspomnieniami Piotr Termion.
***
Pan Piotr niechętnie opowiada o sobie, jest skromnym człowiekiem... Gdy spotkaliśmy się na chórze w kościele św. Teresy, wręczył mi słowa pieśni „Maryjo, Matko Miłosierdzia", która jest mu bliska i którą modli się codziennie w kaplicy, śpiewając ją na rozpoczęcie lub zakończenie nabożeństwa. Inna kartka z wielkanocnymi pozdrowieniami: „Wesoły nam dzień dziś nastał" i „Te Deum", żeby, jak stwierdził, były pod ręką na zbliżające się święta wielkanocne. Na pierwszej stronie kartki wizerunek Chrystusa Dobrego Pasterza i słowa błogosławieństwa „Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech ci ukaże oblicze swoje i zmiłuje się nad tobą. Niech zwróci ku tobie swoje oblicze i niech cię obdarzy pokojem". Całe życie pana Piotra – to śpiew „Te Deum" dla Boga i służba Matce Najświętszej. Wraz z pieśniami kościelnymi przeplatają się jego życzenia dla wiernych, których modlitwa unosi się pod sklepieniem świątyni, „Niech Pan cię błogosławi...".
Teresa Worobiej
Fot. autorka i archiwum Piotra Termiona
„Tygodnik Wileńszczyzny"
