A gdy [młodszy syn] był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się” (Łk 15,20-24).
Tak zwaną przypowieść o synu marnotrawnym można by nazwać przypowieścią o Bogu. Opisany w niej ojciec wcale nie przypomina ziemskiego ojca. Taki, obrażony przez syna, siedzi skwaszony w domu i czeka, aż syn go przeprosi. A kiedy syn wraca, on początkowo jest trochę naburmuszony, nadęty i dopiero potem daje się przebłagać.
W przypowieści ojciec wybiega na spotkanie syna, który go obraził. Wyciąga do niego ręce. Jest obrazem miłości pokaleczonej, a wciąż oczekującej, pragnącej dawać.
Ks. Jan Twardowski