W opinii pani Józefy, ksiądz Obrembski był osobą otwartą, z poczuciem humoru i potrafił mówić z każdym, „nawet z osobami, które jego prześladowały”.
– To była osoba otwarta i ciepła, z poczuciem humoru, w jego towarzystwie wszyscy zawsze dobrze się czuli. Potrafił rozmawiać z każdym – od dziecka zaczynając do hierarchów kościoła i prezydentów. Przyjeżdżali tutaj, aby z prałatem się spotkać, porozmawiać. W jego obecności jakby zatrzymywał się czas – mówi Markiewicz.
W domku prałata swoje ostatnie dni życia spędzało wielu księży. – Swego czasu ksiądz prałat Lucjan Halecki, kanclerz błogosławionego Jerzego Matulewicza, gdy w 50. latach sowieci zamykali katedrę wileńską, przyjechał z walizeczką i spytał się: „Czy przyjmiesz mnie”? Ksiądz Obrembski oczywiście przyjął – opowiada rozmówczyni.
Gospodarz „pałacyku” – jak nazywał swoją plebanię ksiądz prałat Józef Obrembski – martwił się, by pamięć o kapłanach, którzy dożywali swych dni w Mejszagole, a składali swe życie na ołtarzu Ojczyzny – byli prześladowani i internowani, nie zaginęła. I tak się stało, w 2013 roku „pałacyk” zamienił się w muzeum. – Robimy tutaj wiele dobrych rzeczy. Dzięki współczesnym technologiom całą informację mamy na wyciągnięcie ręki. Mamy interaktywny stół z mapą Wileńszczyzny z informacją o kościołach na terenie regionu, mamy interaktywny „kredens” z filmami w szufladach o historii księdza i parafii, mamy też cały Katechizm w postaci gier religijnych – a ten stół szczególnie lubią dzieci – opowiada kustosz muzeum pani Józefa.
W muzeum odbywają się też religijne wystawy, wydarzenia i spotkania. – Przed 1 listopada mamy też Bal Wszystkich Świętych, a 19 marca – w dniu imienin i urodzin naszego księdza odbywa się Dzień Otwartych Drzwi. W tym dniu na całą okolicę pachnie prawdziwymi, wileńskimi, drożdżowymi pączkami, bo ksiądz prałat bardzo je lubił. Zapraszamy! – uśmiecha się pani Józefa.

Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.