Zdążyli zabrać tylko dzieci i psy. Ruszyli autem, uciekając przed żywiołem, ale ten okazał się szybszy. Nagle życie sześcioosobowej rodziny znalazło się w niebezpieczeństwie, gdy w Dzierżysławicach na Opolszczyźnie powódź porwała ich samochód. Ratownicy robili wszystko, co w ich mocy, by jak najszybciej dotrzeć do poszkodowanych, ale okazało się to niezwykle trudne i ryzykowne. – Sytuacja była ekstremalna – przyznają ochotnicy z WOPR.
Rodzice, czwórka dzieci i dwa psy utknęli w samochodzie otoczonym wodą w miejscowości Dzierżysławice w województwie opolskim. Zgłoszenie o zdarzeniu dotarło do Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Nysie około godziny. 22 w niedzielę.Ratownicy natychmiast ruszyli na pomoc. Na miejscu okazało się jednak, że akcja będzie bardziej skomplikowana niż na początku zakładano.
Akcja ratunkowa rozpoczęła się w sobotę około godziny 22 i zakończyła o 2 w nocy w niedzielę. Ratownicy mieli ogromne trudności z dotarciem do poszkodowanych. Silny nurt uniemożliwił użycie ciężkiego sprzętu, w tym wozu strażackiego. Jedynym rozwiązaniem okazały się skutery wodne, dzięki którym ochotnicy z WOPR mogli stawić czoła żywiołowi. Musieli pokonać dystans 600 metrów, aby dotrzeć do poszkodowanych, podczas gdy ewentualne działanie z drugiego brzegu wymagałoby przebycia aż 15 km. – To pokazuje skalę zagrożenia – mówią uczestnicy akcji.
na podst. fakt.pl