1. Nie nakładamy sobie zbyt dużej ilości jedzenia. Hotelowy bufet potrafi działać na wyobraźnię: rzędy srebrnych podgrzewaczy, półmiski wymyślnych przekąsek, misy pełne owoców i desery, które wyglądają jak cukiernicza biżuteria. Zaczynamy jeść oczami, chcielibyśmy wszystkiego spróbować. Ale zamiast testować pojemność swojego żołądka, potraktujmy różnorodność potraw jak zaproszenie do degustacji – powolnej, świadomej, z możliwością powrotu po dokładkę. Mniejsza porcja na początek nie jest oznaką skromności, lecz dobrego wychowania i szacunku do jedzenia i kucharzy.
2. Nie wynosimy jedzenia z bufetu poza restaurację. Nerwowo upewniamy się, że obsługa hotelowa nie patrzy, kiedy pośpiesznie pakujemy kanapki na wynos w serwetki czy dodatkowe porcje śniadania dla osób czekających w pokoju. Takie zachowanie jest oczywiście nieeleganckie, a w niektórych hotelach wręcz niedozwolone. Lepiej w takim przypadku powiadomić obsługę, która dostarczy posiłek bezpośrednio do pokoju w formie usługi „room service”.
3. Nie hałasujemy po ciszy nocnej. „Kameralne spotkania towarzyskie” urządzane w hotelowym pokoju często bywają słyszane trzy piętra wyżej. Jeśli zatem mamy ochotę na długie rozmowy, muzykę i towarzystwo znajomych w godzinach ciszy nocnej, znacznie lepszym pomysłem będzie wspólne zejście do hotelowego baru czy klubu – przestrzeni stworzonych właśnie do tego celu.
4. Nie przebywamy w strefach wspólnych dłużej, niż to konieczne. Rano spoglądamy przez okno i ku naszemu zdziwieniu wszystkie leżaki przy basenie są już zajęte ręcznikami i gazetami. Jutro trzeba będzie walczyć o wolne miejsce jeszcze wcześniej - myślimy z rezygnacją. Zgodnie z zasadami hotelowej etykiety nie należy rezerwować ani leżaków, ani stolików w restauracji. Podobnie nie powinniśmy przesiadywać zbyt długo w basenach czy saunach, uniemożliwiając korzystanie z nich innym gościom. Pamiętajmy, że nie jesteśmy jedynymi osobami odwiedzającymi strefy hotelowe. [źródło: „Twój Styl”]
