Z okazji pięknego i znaczącego jubileuszu jubilatów odwiedzili mer rejonu solecznickiego Zdzisław Palewicz, kierowniczka wydziału pomocy społecznej i ochrony zdrowia administracji samorządu Regina Sokołowicz, starosta gminy gierwieskiej Paweł Kazarin oraz specjalistka Barbara Wojciechowicz.
– To wyjątkowy dzień i wyjątkowa data. Wszyscy doskonale wiemy, że rodzina jest najważniejsza, a wsparcie i zrozumienie bliskich oraz bycie obok siebie są bezcenne. Nic tego nie zastąpi. Wiem, że Waszą rodzinę dotknęła tragedia, jednak wytrwaliście i nie poddaliście się, dając przykład innym rodzinom. Dziękuję Wam za ten niezwykle piękny, trwały i szczery model rodziny, którym także my możemy się cieszyć. Życzę Wam zdrowia oraz wielu pięknych chwil spędzonych w gronie najbliższych – powiedział mer Zdzisław Palewicz.
Nieco ponad 50 lat temu młody Franc Gołownia, pochodzący z białoruskiej wsi Konwieliszki, przyjechał do Gierwiszek odwiedzić siostrę, która pracowała w miejscowym kołchozie, i przy okazji otrzymał propozycję pracy. Wkrótce został kierowcą przewodniczącego kołchozu. Pani Karolina pracowała w tym samym gospodarstwie jako księgowa. Tak się poznali, a później wzięli ślub.
Zapytani, czy pamiętają dzień swojego ślubu, opowiadają, że tamtego dnia mocno padał śnieg, szalała zamieć, a autobus, którym jechali goście weselni, trzeba było wyciągać z zaspy traktorem. Pani Karolina miała na sobie kupioną od sąsiadki suknię ślubną z welonem.
– 27 lutego zawarliśmy związek małżeński w okolicach Konwieliszek. Franc nie miał paszportu – tak wtedy było na Białorusi – i pieczątkę o zawarciu małżeństwa wbito mu do aktu urodzenia. Następnego dnia odbyło się prawdziwe wesele – pojechaliśmy do kościoła. Pobraliśmy się w Wilnie w kościele przy Ostrej Bramie, ponieważ w tamtym czasie w naszej parafii w Butrymańcach nie było księdza – wspomina pani Karolina.
Jej mąż żartuje, że „kupił” żonę za niecałego rubla – za zawarcie cywilnego małżeństwa w Konwieliszkach zapłacił 70 kopiejek. Wesele świętowali aż trzy dni, bo 28 lutego 1976 roku był ostatnią sobotą przed Wielkim Postem. Dlatego zapusty i wesele obchodzili razem, a do tańca przygrywało im aż trzech muzykantów ze wsi Bolcieniki.
Po ślubie młodzi zamieszkali w rodzinnych stronach pani Karoliny, w domu jej rodziców we wsi Kowalki. Tam urodziły się ich dzieci. Niestety, po kilku latach zmarła mama pani Karoliny i nie było już komu opiekować się dwu- i czteroletnimi dziećmi, gdy rodzice byli w pracy. Rodzina otrzymała więc mieszkanie w Gierwiszkach, a dzieci zaczęły uczęszczać do miejscowego przedszkola.
W latach 1980–1984 młode małżeństwo budowało własny dom i cierpliwie czekało na moment przeprowadzki. W tym domu Franc i Karolina Gołowniowie mieszkają do dziś. Wspominając wspólne życie, pamięcią wracają do czasów szkolnych, z szacunkiem mówiąc o nauczycielach, współpracownikach i sąsiadach. Jednym z pięknych wspomnień związanych z urządzaniem obejścia jest krzew piwonii, który Franc Gołownia przywiózł do swojego ogrodu z podwórka rozbieranej starej szkoły w Solecznikach.
W niedziele w domu jubilatów pachnie blinami z tak zwaną „maczanką” – ulubioną potrawą pana Franca. Spoglądając na żonę, puszcza do niej oko i mówi, że nie jest wybredny, je wszystko, co ona przygotuje, a ostatnio kulinarne inspiracje wędrują do ich kuchni prosto z internetowych przestworzy.
Serdecznie gratulujemy panu Francowi i pani Karolinie z okazji Złotych Godów i życzymy Państwu mocnego zdrowia oraz dobrego samopoczucia.
Niech w Waszym domu w niedziele unosi się zapach pysznych blinów, niech rozbrzmiewa piękny śpiew pani Karoliny, a w codzienności towarzyszy Wam zapach pięknych piwonii oraz niezwykle ciepłe wspomnienia.
Niech ta złota rocznica przypomina, że najsilniejsze więzi rodzą się z prostych rzeczy: z codziennej troski o dom i o siebie nawzajem, z dobrego słowa, przytulnych wieczorów i ciepła, którym sami obdarzacie innych. Bądźcie zdrowi i szczęśliwi!
salcininkai.lt
