Dzień dobry w studiu Radia Wilno, Paweł Kobak. 36. pielgrzymka Miłosierdzia z Ejszyszek do Ostrej Bramy po raz kolejny zgromadziła setki osób, które chciały przeżyć kilka dni modlitwy, wspólnoty i duchowej refleksji. O historii pielgrzymki, jej współczesnym znaczeniu oraz tegorocznym haśle „Ten, kto kocha, widzi więcej”, rozmawiamy z organizatorką, Kornelią Kaczanowską. Dzień dobry, Pani.
- Dzień dobry.
36. pielgrzymka Miłosierdzia z Ejszyszek do Ostrej Bramy to piękna tradycja. Pokolenie wyrosło na tej pielgrzymce. Jak zmieniała się pielgrzymka, jeżeli oczywiście się zmieniała, na przestrzeni lat i co pozostało w niej niezmienne? Chyba jest coś niezmiennego, bo Pani jest organizatorką od wielu, wielu lat. Co się zmieniło, co zostało?
- Przede wszystkim ta pielgrzymka jest wyjątkowa dzięki temu, co zaznaczają uczestnicy, że jest tradycyjna, co oznacza, że program, który został stworzony wiele lat temu, zostaje taki, jaki jest. Oczywiście początki tej pielgrzymki były bardziej kameralne, takie swojskie, miejscowe, a teraz żartujemy, że to już przerodziło się w międzynarodową pielgrzymkę, bo czekamy i na gości z Polski. W tamtym roku mieliśmy także gości z Anglii. Oczywiście to są Polacy, ale przyjeżdżają właśnie na tę pielgrzymkę, by poczuć gościnność Wileńszczyzny.
Pani Kornelio, a ta trasa, Ejszyszki, Ostra Brama, nieprzypadkowo wybrana, czy w każdym punkcie wierzą w Pana Boga na Wileńszczyźnie?
- Początkowo księża, którzy zajmowali się orgnizacją, posługiwali wtedy w Ejszyszkach i tak to się rozpoczęło, wtedy już była także ustalona trasa do Matki Bożej Miłosierdzia.
Każda pielgrzymka ma swoje hasło, osobne hasło, nad którym się chyba zastanawiają organizatorzy. W tym roku „Ten, kto kocha, widzi więcej.” Nawet bez okularów, jak my, pani Kornelio?
- Tak, nawet bez okularów. To prawda, że każdego roku długo siedzimy nad hasłem, każdy ma jakieś propozycje, każdy ma jakąś wizję tego, co chcemy powiedzieć, ale w tym roku tak się złożyło, że mieliśmy dwa hasła i dwa hasła były o miłości. I hasło „Ten, kto kocha, widzi więcej”, jest chyba bardzo ważne dla teraźniejszego świata, gdzie toczą się wojny, młodzież poszukuje siebie i poprzez miłość naprawdę widzimy więcej i właśnie przez pielgrzymkę staraliśmy się to pokazać.
Wspomniała pani, że przez miłość widzimy więcej, ale pielgrzymka to ponad sto kilometrów wysiłku fizycznego. Czy można powiedzieć, że poprzez trud widzimy więcej? Bo można sobie spokojnie przecież siedzieć, jak to teraz jest popularne, w niedzielę przy telewizorze i oglądać mszę świętą i uklęknąć u siebie w pokoju.
- Tak, trud naprawdę pozwala otworzyć oczy, bo kiedy się męczymy, świat postrzegamy całkiem inaczej. Jeżeli pierwszego dnia pada deszcz, to wydaje się to tragedią, ale jak już czwartego dnia pada deszcz, to wydaje się, że to tylko zwykły deszczyk. Dlatego ten trud i wspólnota, która jest w pielgrzymce, pokazuje naprawdę więcej, bo ktoś cię wesprze, ktoś ci pomoże. Pielgrzymka jest takim miejscem, gdzie miłość, trud, i współpraca grają ważną rolę.
Pani Kornelio, jakie intencje najczęściej niosą ze sobą uczestnicy? Czy zmieniają się one z biegiem czasu? Czy zauważyła pani zmiany tych intencji, czy mimo wszystko są jakieś wartości niezmienne dla pątników?
- Ponieważ w naszej pielgrzymce idzie dużo młodzieży, jest to czas wyników z matur, czas nowych decyzji, to każdego roku są intencje o dobry wybór drogi życiowej. To jest takie tradycyjne i to jest oczywiste, bo młody człowiek szuka. Osoby starsze najczęściej modlą się nie o siebie, ale o swoich bliskich zmarłych. Więc takie są intencje tradycyjne, ale oczywiście każdego roku zjawiają się takie bardziej osobiste, że modlimy się o coś takiego specyficznego, np. o odnalezienie jakiejś osoby, czy o zdrowie. Dużo modlitw jest o zdrowie właśnie, czy dla siebie, czy dla swoich bliskich. Te intencje, które czytamy przed różańcem są chyba takie tradycyjne i bardzo osobiste, ale myślę, że każdy jeszcze w swoim sercu niesie to, o czym nikomu nie mówi, co jest tylko Panu Bogu wiadome.
W dzisiejszym świecie pełnym pośpiechu, nowych technologii, jaka jest rola pielgrzymki? Dlaczego warto na kilka dni zwolnić i wyruszyć na piechotę w drogę?
- Żeby zwolnić, jak pan słusznie zauważył, bo żyjemy w takim świecie, gdzie ciągle biegniemy, coś robimy, coś musimy załatwić, a pielgrzymka to jest taki "stop": teraz musimy iść, musimy skupić się na modlitwie, na rozmowie z inną osobą, nawet na wypoczynku, bo każdy postój ma ograniczoną liczbę czasu i musimy bardzo się skupić na tym czasie, żeby odpocząć, więc jest tutaj takie zwolnienie tempa.
Pani Kornelio, co sprawia, że młodzi ludzie chcą uczestniczyć w takim wydarzeniu? Wiadomo, że starsze osoby mają w sobie ten bagaż wiary, troszczą się o młodzież z tymi intencjami, ale młodzież, która jest bardziej pragmatyczna, jednak idzie i jak pani wspominała, tej młodziezy jest całkiem sporo.
- Naprawdę bardzo dużo jest młodzieży w tym roku, co zauważyli także goście z Polski. Co więcej, to jest młodzież, która nie po prostu idzie, ale chce nam jakoś pomóc, czy śpiewem, czy bycie porządkowym na drodze. I przychodzą do nas z tą prośbą: „Chcemy być, chcemy pomóc”. Każdego roku nas to zadziwia, myślę, że młodzież, oczywiście to idzie wierząca młodzież, ale są i tacy, którzy idą do towarzystwa, bo idzie mój kolega. Mówimy, że kto idzie pierwszy raz w pielgrzymce, albo się w niej zakocha, albo znienawidzi i więcej nie pójdzie. To są takie dwie kategorie, ale praktyka pokazuje, że najczęściej młodzież chce iść, bo tam jest mój przyjaciel, z którym może widzę się raz do roku, tylko na pielgrzymce. Tam jest wspólnota ludzi, która mnie rozumie, która mnie wspiera. z którą mogę być sobą, przed którą mogę zdjąć wszystkie swoje maski, z którymi mogę wspólnie płakać, albo wspólnie się cieszyć. Myślę, że to dla teraźniejszej młodzieży jest ważne, kiedy w sumie cały świat od ciebie czegoś oczekuje, narzeka na ciebie, nie daje być sobą, ty trafiasz do świata, choćby tylko na cztery dni, gdzie absolutnie możesz być sobą, bo nieważne, kim jesteś, wiesz, że cię przyjmą, wysłuchają, przytulą, pośmieją się z tobą i z tobą się popłaczą.
Organizacja kilkudniowej pielgrzymki to ogromne przedsięwzięcie, wymaga ogromnego trudu. Jakie są największe wyzwania, z którym mierzą się organizatorzy? I co daje Pani największą satysfakcję? Rozumiem, że robi to pani ze zrywu serca, to serce pani podpowiada to robić, gdyż nie wierzę, że można zmusić człowieka, aby zrobić takie przedsięwzięcie, które wymaga ogromnego trudu i zaangażowania.
- Mimo tego, że każdego roku mówię, że to jest moja ostatnia pielgrzymka, bo gdzieś tam to zmęczenie jest, ale budzisz się kolejnego dnia i myślisz, jakby to był sen, i to nic trudnego nie było, i znów czekasz z niecierpliwością na ten kolejny rok. Organizacja pielgrzymki, to takie spore wyzwanie, bo organizację rozpoczynamy już w lutym. Grupa organizacyjna, składa się z kilku osób: ktoś odpowiada za śpiew, ktoś odpowiada za dokumenty i pozwolenia na to by iść, ja odpowiadam za wszystkie rejestracje. Są księża, którzy nie są organizatorami, ale zawsze nas wspierają duchowo, idą. Przede wszystkim ludzie w tych miasteczkach, którzy nas spotykają z obiadami, z jedzeniem, no to jest piękne. Jaki mówią goście z Polski, a w Polsce tych pielgrzymek jest sporo, że wileńska gościnność jest wyjątkowa, bo to są takie obiady, że i ziemniaki, i kiełbaski, i zupy, i tak dużo, że my zawsze tego jedzenia jeszcze mamy i na kolację, i na śniadanie i to naprawdę jest wyjątkowe, bo ci ludzie niczego w zamian, oprócz modlitwy, nie chcą.
A ile w tym roku było pątników?
- Do Ostrej Bramy dotarło stu siedemdziesięciu, ale wczoraj policzyliśmy, że na przestrzeni czterech dni, gdyż można dołączyć, albo iść tylko jeden dzień, w tym roku w pielgrzymce uczestniczylo w sumie około 230 pątników.
Każda pielgrzymka jest unikalna, każda pielgrzymka jest niepowtarzalna, a odbyło się ich już 36. Być może pamięta Pani jakieś wydarzenie, wesołe, być może dziwne, które utkwiło pani w pamięci na zawsze?
- Wyjątkowość pielgrzymek zawsze stanowi hasło, bo wszystko inne to jest takie, plus minus, tradycyjne. A donośnie jakichś fajnych momentów, to ich jest naprawdę sporo. Każda pielgrzymka ma w sobie coś śmiesznego, co później przypominamy sobie przez cały rok. W tym roku w pamięci utkwiły chyba takie raczej poważne rzeczy: mieliśmy adorację, była modlitwa wstawiennicza i wiele osób podzieliło się uzdrowieniem, którego doznało podczas adoracji. Ktoś zaczął słyszeć uchem, na które nie słyszał, kogoś przestała boleć kostka i to w tym roku chyba najbardziej utkwiło w mojej pamięci.
Pielgrzymka prowadzi do Ostrej Bramy, tu jest koniec pielgrzymki. To jest miejsce o wyjątkowym znaczeniu dla mieszkańców Wileńszczyzny i dla każdego Polaka poza granicami Wileńszczyzny, bo podobno wszystkie wycieczki zaczynają się od Ostrej Bramy, lub kończą się na Ostrej Bramie. Jakie miejsce Ostra Brama zajmuje w pielgrzymowaniu? Co ono znaczy w życiu lokalnej wspólnoty i w budowaniu jej tożsamości?
- Przede wszystkim nazwa Pielgrzymka Miłosierdzia właśnie jest od Matki Bożej Miłosierdzia. Idziemy do Matki Bożej i możemy nazwać tę pielgrzymkę maryjną. Idziemy do Matki Bożej i niesiemy dla niej swoje intencje. Obraz jest wyjątkowy, bo jest bez Dzieciątka Jezus. Czyli my idziemy w te ramiona, do Matki Bożej. I te padnięcie krzyżem po podejściu jest tym znakiem, że wreszcie doszliśmy i możemy przy Matce i odpocząć. To jest bardzo ważne, bo wielu ludzi dzieli się tym, że poprzez Maryję dostaje jakiś znak. I to buduje. Mamy przykład Maryji, która powiedziała bezgraniczne „tak” dla Pana Boga. Tak i my idąc w pielgrzymce mówimy „tak”.
I na zakończenie, Pani Kornelio, co powiedziałaby Pani osobie, która nigdy wcześniej nie była na pielgrzymce i zastanawia się? Bo osobie, która już była na pielgrzymce, mówić nie trzeba, gdyż ona już wie, czy pójdzie, czy nie pójdzie. Ale ta osoba, która zastanawia się, czy warto wyruszyć w drogę z Ejszyszek do Ostrej Bramy i pokonać sto kilometrów na piechotę? Co może zyskać, podejmując to wyzwanie?
- Zawsze mówię, że można mówić wiele. Reklamy jest dużo, inni ludzie opowiadają, ale każdego doświadczenie jest inne. I dopóki sam nie wyruszysz, nie zrozumiesz, czy to jest twoje, czy nie jest twoje. Jeżeli jest takie pragnienie serca, to tak, proszę bardzo, czekamy, przynajmniej na jeden dzień. Rozpocząć od jednego dnia, później dwa dni, trzy, cztery i tak będzie całość.
Bo każdy dzień on ma swój kolor, niebieski, żółty, to są kolory kościelne? Dlaczego tak wybrano?
- To są też kolory związane z Maryją, z Różańcem Świętym. Każdy dzień ma swoją tajemnicę różańca. Poniedziałek jest radosny, jest wtedy niebieski kolor, bo tajemnice związane są przede wszystkim z życiem Maryi. Drugi dzień to tajemnice bolesne, czyli związane z krwią, śmiercią, czyli czerwony kolor. Środa to tajemnica chwalebna, kolor żółty i ostatni czwartek, to tajemnice światła i kolor biały. To są kolory powiązane właśnie z Różańcem Świętym, który rozważamy w czasie pielgrzymki.
Jak długo trwa zawsze pielgrzymka?
- Cztery dni.
To średnio dziennie pokonujecie ponad 20 kilometrów.
- Tak, pierwszy dzień jest najtrudniejszy, bo do pokonania jest 33 kilometry i później ilość kilometrów się zmniejsza. W ten pierwszy dzień potrzebujemy najwięcej wytrwałości, poza tym zrobione to jest w ten sposób, ponieważ w kolejnych dniach mamy zawsze jakiś program wieczorowy: w Turgielach mamy adorację, w Rudominie mamy piłkę nożną.
Całemu komitetowi organizacyjnemu 36. pielgrzymki Miłosierdzia życzymy wytrwałości, Bożego błogosławieństwa oraz satysfakcji z podejmowanego dzieła. Niech pielgrzymka ze Ejszyszek do Ostrej Bramy niezmiennie jednoczy kolejne pokolenia, umacnia wspólnotę i prowadzi uczestników do odkrywania piękna wiary oraz miłości do drugiego człowieka. Dziękuję za rozmowę i podzielenie się doświadczeniem z organizacji jednego z najważniejszych wydarzeń religijnych na Wileńszczyźnie. Życzymy, aby kolejne pielgrzymki przebiegały bezpiecznie, przynosząc wszystkim uczestnikom wiele duchowych przeżyć i umocnienie wiary. A naszym słuchaczom przypomnę, że w audycję Rozmowa Dnia Radia Wilno gościliśmy organizatorkę 36. pielgrzymki Miłosierdzia ze Ejszyszek do Ostrej Bramy, Kornelię Kaczanowską.
