– Państwa europejskie, Unia Europejska była dość licznie tutaj reprezentowana, oczywiście nie pojawili się przedstawiciele Niemiec i Francji, widać pewien dwugłos, jeżeli chodzi o podejście Europy do tej inicjatywy. Dyskusja głównie dotyczyła kwestii pokoju na Bliskim Wschodzie, tego, co zrobić z Gazą na przyszłość i w jaki sposób reagować na potencjalnie pojawiające się zagrożenia konfliktu. Stąd liczna obecność państw arabskich – przekazał Marcin Przydacz podczas briefingu prasowego tuż po zakończeniu posiedzenia Rady Pokoju.
– Nie było tutaj w żaden sposób artykułowane żadne oczekiwanie dotyczące wpłaty miliarda dolarów, o czym niestety dezinformowano w polskiej przestrzeni publicznej. Nie było także oczekiwania wysyłania jakichkolwiek wojsk do Strefy Gazy – zapewniał minister, dodając, że były takie państwa, które deklarowały swoje środki finansowe na przyszły rozwój Gazy, aby móc zapewnić pokój i stabilność w tamtym regionie.
Na pytanie dlaczego Polska wzięła udział w Radzie Pokoju odpowiedział:
– W imię solidarności i wspólnego stanowiska z naszymi kluczowymi partnerami i sojusznikami. Stany Zjednoczone zaprosiły wiele państw europejskich do tej inicjatywy. Pan Prezydent Karol Nawrocki uznał, że aby móc kiedyś w przyszłości także oczekiwać zainteresowania naszych partnerów, sojuszników Europą Wschodnią, tym, co się dzieje wokół Ukrainy, tym, co się dzieje wobec agresywnej postawy Rosji, to warto okazywać swoje zainteresowanie także w innych tematach, a nie tylko myśleć egoistycznie o tym, co jest tu i teraz – przekonywał minister.
– Wszystkie te państwa wschodniej flanki, które zagrożone są agresywną polityką rosyjską i niejako zależne od stabilności poparcia Waszyngtonu w zakresie obecności wojskowej, starają się wykonywać pewne gesty wtedy, kiedy taka potrzeba istnieje – zauważył Marcin Przydacz komentując obecność innych państw naszego regionu.
– Polska graniczy z Białorusią i z Rosją, ma 9 tys. żołnierzy amerykańskich na swoim terytorium, więc warto w te dobre relacje dwustronne z amerykańską administracją inwestować, bez względu kto nią dzisiaj zarządza. Warto o te relacje zabiegać i tym zajmuje się Prezydent Karol Nawrocki – przekonywał prezydencki minister.
– Dobre spotkanie, dobra, żywa dyskusja. Udało się też na marginesie porozmawiać z kluczowymi partnerami. Chociażby rozmawiałem z Marco Rubio tutaj, w Waszyngtonie, ale także z gośćmi, którzy pojawili się na tych rozmowach z Europy i z innych kierunków świata – poinformował polski wysłannik.
– Pan Prezydent, także jego administracja, uważa, że warto być przy stole i być aktywnym. Oczywiście także przyglądać się temu, w jakim kierunku będzie podążać ta organizacja, odpowiadać też na pewne oczekiwania, jeżeli się takie pojawią. Na ten moment myślę, że ten status, jaki wywalczyliśmy – status obserwatora – a wynikał przecież z obecności Pana Prezydenta w Davos – ten status na pewno Polsce się przysłuży – przekonywał szef BPM.
Marcin Przydacz odniósł się do ewentualnego przystąpienia Polski do nowego międzynarodowego gremium.
– Co przyszłość pokaże, zobaczymy. Aby móc przystąpić do organizacji, potrzebne jest przegłosowanie pewnej legislacji na poziomie parlamentu, a patrząc na to, jak antyamerykańską politykę stara się prowadzić Marszałek Sejmu, nie spodziewam się, aby były członek PZPR dzisiaj inicjował takie prace celem przystąpienia do Rady Pokoju. W ramach takich warunków, jakie obserwujemy, będziemy starali się jako administracja prezydencka, jak najlepiej układać te relacje na przyszłość – podsumował.
Źródło: prezydent.pl
