„Od 35 lat szkoły mniejszości narodowych na Litwie są przedmiotem nieustannych eksperymentów. Tego typu eksperymenty – przeprowadzane niejako „na żywym organizmie” – nie tylko budzą wątpliwości co do ich zasadności, ale często stają się po prostu formą edukacyjnego sadyzmu. Trudno zrozumieć, skąd biorą się nowi „zbawcy systemu edukacji” i „eksperci”, którzy inicjują coraz to nowe zmiany, często nie zdając sobie sprawy, od czego się zaczęło i jakie powinny być ostateczne cele. Tymczasem obywatelom Republiki Litewskiej (przedstawicielom mniejszości narodowych) nadal wciskany jest wątpliwy model, który nigdzie indziej się nie przyjął – tzw. „Światło szczęścia”: poprawa wyników egzaminu z języka państwowego bez podręczników, bez odpowiednio przeszkolonych specjalistów i bez ukierunkowanej metodyki” – czytamy w oświadczeniu frakcji AWPL-ZChR w Radzie stołecznej.
Radni polskiej frakcji zwracają uwagę na to, że zwiększanie liczby lekcji języka litewskiego kosztem innych lekcji i zajęć zabiera od dzieci „nie tylko czas, ale także możliwość ukierunkowanego rozwoju”. „Całkowicie ignorowane jest to, że edukacja pozaformalna – kółka, zajęcia twórcze, sportowe czy społeczne – to naturalny sposób, w jaki dziecko integruje się ze społecznością, rozwija się jako osoba i jednocześnie uczy się praktycznie języka poprzez komunikację z rówieśnikami. Taka „reforma” narzucona „z góry” przez Wilno nie prowadzi do przodu, lecz pokazuje, że decydenci stracili kontakt z rzeczywistością i potrzebami społeczności” – podkreśla frakcja AWPL-ZChR.
Wskazuje też na to, że stołeczne władze jednostronnie, bez współpracy z mniejszościami narodowymi, podejmują decyzje dotyczące ich szkół. Mimo że nawet ministerstwo oświaty zaleca inne podejście, jak wynika z przytoczonych w oświadczeniu słów szefowej tego resortu: „Jeśli chodzi o kwestie dotyczące mniejszości narodowych – takie jak tworzenie klas, zakup podręczników czy dodatkowe lekcje języka litewskiego – chcemy, aby decyzje były podejmowane we współpracy z miejscową społecznością”.
„W Wilnie wytworzyła się jednak sytuacja, kiedy „góra” wie wszystko lepiej i próbuje decydować za nas – podejmują decyzje ci, którzy nas nie znają, ale są przekonani, że wiedzą, co jest dla nas najlepsze. Wydaje się, że ta „góra” stoi jakby na pustyni - daleko od rzeczywistości” – zaznacza frakcja AWPL-ZChR w oświadczeniu.
Radni zgadzają się z tym, że należy stopniowo, co roku o co najmniej jedną dodatkową godzinę zwiększać nauczanie języka litewskiego, ale jednocześnie mają być zapewnione podręczniki, metodyka, specjalnie przeszkoleni nauczyciele dla szkół mniejszości narodowych oraz podnoszenie ich kwalifikacji.
„Niestety, ani Ministerstwo Oświaty, Nauki i Sportu, ani Instytut Języka Litewskiego, ani Departament Mniejszości Narodowych przy Rądzie nie zajmują się tą kwestią. Nikt nie zadał sobie trudu stworzenia narzędzi czy programów do nauki języka litewskiego dla dzieci z rodzin nielitewskich. Jesteśmy niepodległym państwem od 35 lat, a ciągle mówimy o tym, że „musimy uczyć”, ale nie wiemy, w jaki sposób” – czytamy w oświadczeniu.
Radni podkreślają, że społeczność polska jest kategorycznie przeciwna zmniejszaniu liczby lekcji języka ojczystego. Wileńskie szkoły mniejszości narodowych nie zgadzają się być zakładnikami politycznych ambicji i gierek Partii Wolności i konserwatystów.
„Nie chcemy uczestniczyć w politycznych rozgrywkach i politycznej rywalizacji Mitalasa z liderem konserwatystów Kasčiūnasem czy obecnym kierownictwem resortu oświaty. Jesteśmy za konstruktywną dyskusją w sprawie rozwiązań na wszystkich szczeblach dla dobrej przyszłości naszych dzieci – akcentują radni AWPL-ZChR. – Nasze dzieci znają język państwowy, dobrze zdają egzaminy, a także chcą i potrafią uczyć się innych języków i przedmiotów. Nasza młodzież jest zmotywowana i zdobywa wykształcenie na Litwie i za granicą. Dość już powtarzać, że dzieci w szkołach mniejszości narodowych są obywatelami drugiej kategorii”.
Oświadczenie
Frakcji Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Związku Chrześcijańskich Rodzin
w Radzie Samorządu m. Wilna
Od 35 lat szkoły mniejszości narodowych na Litwie są przedmiotem nieustannych eksperymentów. Tego typu eksperymenty – przeprowadzane niejako „na żywym organizmie” – nie tylko budzą wątpliwości co do ich zasadności, ale często stają się po prostu formą edukacyjnego sadyzmu. Trudno zrozumieć, skąd biorą się nowi „zbawcy systemu edukacji” i „eksperci”, którzy inicjują coraz to nowe zmiany, często nie zdając sobie sprawy, od czego się zaczęło i jakie powinny być ostateczne cele. Tymczasem obywatelom Republiki Litewskiej (przedstawicielom mniejszości narodowych) nadal wciskany jest wątpliwy model, który nigdzie indziej się nie przyjął – tzw. „Światło szczęścia”: poprawa wyników egzaminu z języka państwowego bez podręczników, bez odpowiednio przeszkolonych specjalistów i bez ukierunkowanej metodyki.
Słaby jest ekspert, który zamiast realnego postępu i treści oferuje formalne punkty zaliczeniowe jedynie za uczęszczanie na dodatkowe lekcje, zabierając w ten sposób od dzieci nie tylko czas, ale także możliwość ukierunkowanego rozwoju. Całkowicie ignorowane jest to, że edukacja pozaformalna – kółka, zajęcia twórcze, sportowe czy społeczne – to naturalny sposób, w jaki dziecko integruje się ze społecznością, rozwija się jako osoba i jednocześnie uczy się praktycznie języka poprzez komunikację z rówieśnikami.
Taka „reforma” narzucona „z góry” przez Wilno nie prowadzi do przodu, lecz pokazuje, że decydenci stracili kontakt z rzeczywistością i potrzebami społeczności.
Oświata na Litwie opiera się na ścisłej współpracy rodziny, szkoły i społeczeństwa. Szkoła jest tworzona jako ośrodek kulturowy otwarty na rodzinę i społeczeństwo.
Ministerstwo Oświaty, Nauki i Sportu odpowiada za realizację polityki oświatowej, naukowej i sportowej, formułowanie celów strategicznych dla całego systemu i podległych instytucji, a także ustalanie zasad zarządzania i finansowania systemu oświaty i nauki.
„Jeśli chodzi o kwestie dotyczące mniejszości narodowych – takie jak tworzenie klas, zakup podręczników czy dodatkowe lekcje języka litewskiego – chcemy, aby decyzje były podejmowane we współpracy z miejscową społecznością” – powiedziała minister oświaty, kultury i sportu.
W Wilnie wytworzyła się jednak sytuacja, kiedy „góra” wie wszystko lepiej i próbuje decydować za nas – podejmują decyzje ci, którzy nas nie znają, ale są przekonani, że wiedzą, co jest dla nas najlepsze. Wydaje się, że ta „góra” stoi jakby na pustyni - daleko od rzeczywistości. Wszystko to wygląda na próbę zaistnienia na arenie politycznej za wszelką cenę, próbę zrównoważenia upadku z politycznych wyżyn na samo dno. Po próbach zreformowania szkolnictwa w Wilnie, podjętych przez byłego wicemera Šilerisa, jego partia poniosła katastrofalną porażkę wyborczą. Wyborcy jasno dali do zrozumienia, że nie chcą eksperymentów z oświatą. Zmienili się wicemerowie i historia zatacza nowe koło, szkoda że podąża w tym samym kierunku. „Równe szanse na starcie nie dla wszystkich są takie same, różnice językowe wpływają na różne osiągnięcia uczniów (...) To jest swoista misja – język litewski w Wilnie. Mamy nadzieję, że wszystkie dzieci w Wilnie będą znały język państwowy i będą się dobrze czuły. Wtedy i osiągnięcia w nauce będą znacznie lepsze” – twierdzi wicemer V. Mitalas.
Zgadzamy się z tym, ale uważamy, że do przeprowadzenia jakiejkolwiek reformy konieczne jest przede wszystkim przygotowanie bazy materialnej, osobne przygotowanie nauczycieli, opracowanie podstaw metodycznych, podręczników i pomocy dydaktycznych dla dzieci, aby nauczanie języka litewskiego było atrakcyjne. Skąd weźmiemy nauczycieli, skoro w ubiegłym roku na początku roku szkolnego w Wilnie brakowało 500 pedagogów i przedmiotowców?
W tym roku społeczność polska wyszła z propozycją: „Dobrze. Proszę – stopniowo, co roku o co najmniej jedną dodatkową godzinę zwiększamy nauczanie języka litewskiego, ale jednocześnie stawiamy warunek – mają być zapewnione podręczniki, metodyka, specjalnie przeszkoleni nauczyciele dla szkół mniejszości narodowych oraz podnoszenie ich kwalifikacji”. Na to pytanie nie mamy jeszcze odpowiedzi.
Wszystkie szkoły, które zostały założone zgodnie z ustawą, muszą mieć podręczniki, specjalnie przeszkolonych nauczycieli i bazę metodyczną – niestety, ani Ministerstwo Oświaty, Nauki i Sportu, ani Instytut Języka Litewskiego, ani Departament Mniejszości Narodowych przy Rządzie nie zajmują się tą kwestią. Nikt nie zadał sobie trudu stworzenia narzędzi czy programów do nauki języka litewskiego dla dzieci z rodzin nielitewskich. Jesteśmy niepodległym państwem od 35 lat, a ciągle mówimy o tym, że „musimy uczyć”, ale nie wiemy, w jaki sposób.
Według „Mitalas i spółka”, zmiany wprowadzane są w oparciu o wyniki egzaminów maturalnych stołecznych uczniów w latach 2020–2024. Rzekomo pokazują one, że średnia wyników egzaminu maturalnego uczniów uczących się w języku litewskim każdego roku jest wyższa niż wyniki uczniów ze szkół mniejszości narodowych zdających egzamin z języka litewskiego i literatury.
Jednak nie da się zgodzić się z podaną informacją, gdyż np. w przypadku polskich gimnazjów w Wilnie (7 placówek) można śmiało stwierdzić, że ich wyniki przewyższają nawet średnią na Litwie. W 2022 roku do państwowego egzaminu maturalnego z języka litewskiego przystąpiło 98,44% abiturientów. Spośród nich 81,01% - zdało, a 17,43% - nie zdało. W 2023 roku do egzaminu przystąpiło 99,69% abiturientów - zdało 84,11%, a nie zdało 15,58%. Dane obliczono na podstawie średniej, w oparciu o dane ze strony internetowej Narodowej Agencji Oświaty (NŠA). Nawet gdy nie będziemy uwzględniać odsetka tych, którzy nie zdali egzaminu, ponad 80% wszystkich maturzystów zdało egzamin. Jest to wskaźnik niezwykle wysoki, zwłaszcza w przypadku osób, które zdecydowały się przystąpić do egzaminu państwowego, podczas gdy ogólna średnia na Litwie wynosi od 63 do 67% tych, którzy zdecydowali się przystąpić do egzaminu państwowego. A jeśli odejmiemy jeszcze część tych, którzy nie zdali... Ale Mitalas już o tym nie mówi.
W piśmie wysłanym do dyrektorów szkół wicemer po raz kolejny manipuluje informacją. Chcemy zasmucić wicemera Mitalasa i poinformować raz jeszcze, że społeczność polska jest kategorycznie przeciwna zmniejszaniu liczby lekcji języka ojczystego.
Nie chcemy brać udziału w politycznych rozgrywkach i rywalizacji politycznej Mitalasa z liderem konserwatystów Kasčiūnasem ani obecnym kierownictwem resortu oświaty. Jesteśmy za konstruktywną dyskusją w sprawie rozwiązań na wszystkich szczeblach dla dobrej przyszłości naszych dzieci.
Szanowni, dość kpin i poniżania naszych dzieci, przy nieustannych próbach uszczęśliwiania nas. Nasze dzieci znają język państwowy, dobrze zdają egzaminy, a także chcą i potrafią uczyć się innych języków i przedmiotów. Nasza młodzież jest zmotywowana i zdobywa wykształcenie na Litwie i za granicą. Dość już powtarzać, że dzieci w szkołach mniejszości narodowych są obywatelami drugiej kategorii. Takie zachowanie jest szczególnie niestosowne jeśli chodzi o przedstawicieli Partii Wolności, którzy o miłości mówią wszędzie i wszystkim, niestety – nie do mniejszości narodowych.
Wanda Krawczonok,
w imieniu Frakcji Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Związku Chrześcijańskich Rodzin w Radzie Samorządu m. Wilna

Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.