Wydrukuj tę stronę

Jastrzębia lista konserwatystów

2020-07-12, 09:26
Oceń ten artykuł
(6 głosów)
Tadeusz Andrzejewski Tadeusz Andrzejewski

Konserwatyści po latach chudych, kiedy to grzeli w parlamencie ławki na miejscu przewidzianym dla opozycji, teraz pełni animuszu pragną sytuację zmienić. Ułożyli (a raczej wyrankingowali w wewnętrznym głosowaniu) listę partyjną, z którą zamierzają „szturmować Sejm”.

Obserwatorzy zauważają, że jest to lista, która bynajmniej nie świadczy, że w partii nastąpiła jakaś wyraźna zmiana w kierunku upodobnienia się jej do europejskiej chadecji. Zwracają uwagę, że wśród nazwisk pierwszej dziesiątki widnieje bez mała połowa tych, które są kojarzone z partyjnymi jastrzębiami. Dość powiedzieć, że trzecie miejsce na liście zajął poseł Laurynas Kaščiūnas, który do partii landsbergisów doszlusował zaledwie przed kilkoma laty. Wcześniej był kojarzony raczej z litewskimi tautininkasami. O konserwatywnym nuworyszu nie da się powiedzieć, że jest on politykiem, u którego wybitność przechodzi w genialność. Skąd więc jego tak wielki sukces? Zdobył bowiem w rankingowaniu najwięcej głosów, a miejsca pierwszego na partyjnej liście nie zajął tylko dlatego, że było ono już wcześniej zarezerwowane dla Ingridy Šimonytė, drugą odpowiednio zabukował sobie lider parti Gabrielius Landsbergis.

Odpowiedż, moim zdaniem, jest jedna. U konserwatystów jest ciągle duże zapotrzebowanie na radykalne, nacjonalistyczne postawy, jakimi wyróżnia się bez wątpienia poseł Kaščiūnas. Jego antypolskie zacięcie jest szczególnie kompromitujące dla partii, która pretenduje do władzy po jesiennych wyborach. Stawia bowiem pod dużym znakiem zapytania, czy uda się utrzymać dynamikę stosunków z Warszawą, jaką obserwujemy u obecnego rządu na czele z premierem Sauliusem Skvernelisem.

Zwłaszcza, że Kaščiūnas – to bynajmniej nie jest jedyny rodzynek na wierzchołku konserwatywnego tortu, którym partia zamierza częstować wyborców przed jesiennymi wyborami. Po kilku młodych, umiarkowanych politykach, co figurują za Kaščiūnasem, pierwszą dziesiątkę jaskółczej partii wierszą rekiny wcale nie mniej polakożercze niż wspomniany polityk. Już same nazwisko, nieco ostatnio przykurzone – Audronius Ažubalis – mówi same za siebie. Jemu akurat przypadła pozycja dziewiąta. Przed nim uplasowali się Arvydas Anušauskas, polityk z wykształceniem historyka, oraz Agnė Bilotaitė. Obydwu do przyjaciół Polski i Polaków zaliczyć będzie raczej trudno. Raczej odwrotnie. W ważnych dla polskiej społeczności na Litwie sprawach zagłosują zawsze tak jak nauczył ich kiedyś sam patriarcha Landsbergis.

Ažubalis, gdy w swoim czasie przydarzyło mu się zostać ministrem spraw zagranicznych Litwy (z trzeciego bodajże podejścia), to w relacjach z Polską szedł, można by powiedzieć, „od sukcesu wielkiego do gigantycznego” (w cudzysłowie oczywiście), jak sam to zresztą wówczas próbował malować. Zamroził wszelkie stosunki z Warszawą na bryłę arktyczną, udając przy tym oficjalnie, że wszystko jest cudnie.
Było tak cudnie, aż granicę polsko-litewską znowu zaczęła dzielić bez mała wiecha słomiana, jak kiedyś w okresie międzywojennym.

Politycy z Warszawy dużym łukiem bowiem zaczęli omijać Litwę po tym, gdy Ažubalis już na początku swej ministerialnej kariery zapowiedział, że nie zamierza spełnić żadnych obietnic danych sąsiadom znad Wisły w kwestii problemów litewskich Polaków. Niech spełniają ci politycy, którzy obiecywali, wskazał arogancko na prezydenta Valdasa Adamkusa. Potem energicznie razem z ówczesnym posłem konserwatystów Gintarasem Songailą (zasłynął z tego, że do sądu podał własną partię za to, że rozpatrywała możliwość zawiązania koalicji z Polakami na szczeblu samorządowym w Wilnie) zabrał się za reformowanie polskiego szkolnictwa. W mediach przy tym twierdził, że jest dumny z polskiego szkolnictwa na Litwie, co mu nie przeszkadzało w międzyczasie to szkolnictwo niszczyć (przeforsował z kolegami metodą spycharki m.in. nauczanie poszczególnych przedmiotów w języku litewskim w polskich szkołach czy wyrównanie matur z języka państwowego w szkołach polskich i litewskich wbrew dużym różnicom programowym). Ažubalis więc był dumny i niedumny z polskiej oświaty, no bo inaczej trudno objaśnić jego zachowanie, jak i każdego zresztą polityka, który ma rozdwojony język, jak mawiali rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej.

Litewscy politolodzy komentując listę konserwatystów, z którą oni zamierzają „szturmować Sejm”, zauważają jej dużą niespójność. Oddanie w pierwszej dziesiątce bez mała połowy miejsc dla polityków o poglądach skrajnej prawicy nie świadczy raczej o zwyciężaniu europejskich wartości (w dobrym słowa znaczeniu) w niby odmładzającej się partii Landsbergisów.

„Nie jest to szczególnie zdrowe”, zauważa dziekan Wydziału Nauk Socjalnych i Humanistycznych Kowieńskiego Uniwersytetu Technologicznego Ainius Lašas, przewidując turbulencje w partii wśród polityków o tak odmiennych poglądach jak np. Šimonytė czy Kaščiūnas. Zauważa też, że lukę po odejściu z partii Rimantasa Dagysa, który reprezentował w niej wartości chrześcijańskie, wypełnili właśnie skrajni narodowcy. Z własnego doświadczenia zaś możemy powiedzieć, że gdyby taka lista konserwatystów przedostała się do nowego Sejmu i stałaby się tam opcją rządzącą, to żadnych pozytywnych zmian w relacjach z Polską oczekiwać nie należy. Wiemy bowiem doskonale, że partyjni jastrzębie jaskółczej partii potrafią bardzo skutecznie blokować nawet najmniejszą inicjatywę legislacyjną dotyczącą praw polskiej społeczności na Litwie.

Radykalizacja konserwatystów jest zresztą widoczna nie tylko na szczeblu centralnym, ale też na regionalnym, samorządowym. Jako radny rejonu wileńskiego przekonuję się o tym niemal na każdym posiedzeniu Rady samorządowej, gdzie konserwatyści napuszczają ostatnio wręcz nowoosiedlonych mieszkańców podstołecznego rejonu na lokalne władze. Próbują wmówić im, że miejscowi Polacy źle troszczą się o ich prawa i potrzeby szczególnie w zakresie infrastruktury drogowej oraz sieci przedszkoli w języku litewskim. Mimo że samorząd jest absolutnym liderem w budowie nowych przedszkoli na całej Litwie, wszystkich potrzeb nowoosiedlonych bez pomocy władz centralnych nie jest w stanie zadowolić. Konserwatyści czując w tym swoją szansę, „kūrena lauželį”, jak mawiał kiedyś jeden z litewskich ministrów resortu spraw zagranicznych, na bardzo delikatnym podłożu. I nie obchodzi ich, że w ten sposób już na dzień dobry antagonizują rdzenną polską ludność z napływową litewską. Ważne, że w ten sposób poszerzają swą bazę wyborców, która – jak słusznie zauważa dziekan Ainius Lašas – „jest ograniczona”.
To właśnie w skutek tej ograniczoności naturalnej bazy elektoratu konserwatyści przed każdymi właściwie wyborami radykalizują swe postawy i zawołania.

Aktualna ich lista wyborcza jest tylko odzwierciedleniem tej prawidłowości. Jest zabawne raczej, gdy lider konserwatystów Gabrielius Landsbergis, nadreprezentację jastrzębi w jej pierwszej dziesiątce próbuje tłumaczyć... „harmonizacją listy partyjnej”, gdzie miejsce jest i dla starych wyjadaczy, i dla młodzieży partyjnej.
Rzeczywiście koegzystencja jest prawdziwie harmonijna... jak żaby z bocianem.


Tadeusz Andrzejewski,
radny rejonu wileńskiego

Komentarze   

 
#14 czytelnik 2020-07-24 12:09
Nie ma przypadku w tym że partie Landsbergisa nazywa się konserwą... czyli czymś szczelnie zamkniętym, oddzielonym od ludzi i zdrowego rozsądku, kiszącym się we własnym sosie.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#13 Stefa 2020-07-20 20:19
Rządy konserwatystów doprowadziły ten kraj do wielkiego ubóstwa wśród obywateli. Stworzyli sobie paramafijną strukturę powiązaną z biznesem, wprowadzili szereg absurdalnych, łamiących praworządność przepisów jak "latające działki". Wszystko to, aby zniszczyć Polaków.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#12 AnnA 2020-07-15 19:14
Jeżeli litewscy posłowie są przeciwko sojuszowi i partnerstwu w Polsce to dają znak, że są jednocześnie za Rosją, co akurat w przypadku konserwatystów, którzy rodowód mają w komunistycznym Sajudisie.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#11 Dawid K. 2020-07-15 19:05
Ci wymienieni i ci nie wymienieni konserwatyści, tak wrogo nastawieni do Polski... ciekawe, że nie protestują kiedy Polscy żołnierze pilnują bezpieczeństwa ich kraju.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#10 Andrzej 2020-07-15 15:46
Konserwatyści czyli partia Landsbergisa od początku istnienia wykazywała silne uprzedzenia antypolskie. Od likwidacji samorządów Wileńszczyzny, przez zabór ziemi polskich właścicieli (tzw. przenoszenie), zamach na polskie szkoły, absurdalne i wysokie kary za dwujęzyczność i tak dalej - to jest oblicze tego obozu partyjnego nacjonalistycznego betonu uważającego się za litewskich patriotów.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#9 John Doe 2020-07-14 22:30
Gdyby była lustracja, jak proponowała Akcja dawno już poparcie konserwatystów legło by w gruzach.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#8 mac56. 2020-07-14 19:52
Oni nie mają nic innego do zaporoponowania niż antypolonizm - i smutno i straszno...
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#7 Jagoda 2020-07-13 21:01
Konserwatyści pokazali skrajny nacjonalizm i to jak daleko są w stanie się posunąć kiedy będąć u władzy z liberałami w Wilnie nie wykonali wyroku sądu przywracającego polską szkołę na Antokolu. Za nic mają prawo!!!
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#6 Krzysztof 2020-07-12 20:38
Sajudziści zawsze prowadzili politykę zmierzającą do zwijania i niszczenia polskości na Wileńszczyźnie. Zaprezentowana obecnie lista kandydatów do Sejmu wyraźnie pokazuje, że ten skład jest równie antypolski co w latach poprzednich. I nie ma co oczekiwać niczego dobrego - czyli normalnego - bo są to spadkobiercy polakożerczej strategii Vytautasa Landsbergisa, a jego wnuk stojący dziś na czele partii symbolicznie pilnuje tego trendu.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 
 
#5 Malik 2020-07-12 14:22
Jedyną chadecją na Litwie jest AWPL-ZChR. Konserwatyści z chrześcijańskimi zasadami i wartościami nie mają nic wspólnego.
Cytować | Zgłoś administratorowi
 

Dodaj komentarz