Biznesmen, mąż dwa razy... i dopiero potem franciszkanin
Błogosławiony Sebastian z Apparizio całe życie prowadził interesy. Dwa razy się żenił, dorobił dużego majątku, żył – trudno inaczej powiedzieć – jak zamożny mieszczanin. Dopiero jako siedemdziesięciolatek postanowił całkowicie zmienić kurs: wstąpił do franciszkanów i spędził w habicie jeszcze 26 lat. Świętość nie była więc dla niego przywilejem młodości, lecz wybranym późno, ale konsekwentnie drugim życiem.
Geniusze skupienia – tacy, co nie zauważali okien
Dzisiaj trudno nam wyobrazić sobie, że ktoś może nie pamiętać, jak wygląda jego własny pokój. A św. Bernard, w trosce o czystość spojrzenia,
pod koniec nowicjatu nie wiedział, jak wyglądała połowa jego celi. Nie zauważał dodatkowych okien w kościele; jadąc nad jezioro, nie widział... jeziora. Świadomie redukował bodźce, które nam dziś dyktują rytm dnia.
Święci, którzy mieli temperament
Nie wszyscy przypominali ascetów. Św. Gabriel Possenti uwielbiał zabawy, taniec z dziewczętami, polowania, jazdę konną i hazard na drobne pieniądze. Był świetnym strzelcem i bywalcem towarzyskich spotkań. Dopiero z czasem to wszystko porzucił – nie dlatego, że było „złe”, ale dlatego, że wybrał inną intensywność życia.
Św. Jan Bosco z kolei mógłby dziś prowadzić kanał na YouTube z trickami sceniczno-cyrkowymi. Żonglował, robił akrobacje, płatał figle – jedyne „wynagrodzenie”, którego oczekiwał, to wspólna modlitwa. Świętość szła tu w parze z poczuciem humoru, a nie w kontrze do niego.
Silne charaktery, niegrzeczne figurki
Bł. Alojzy Orione jako młody kleryk napisał śmiały list napomnienia do kardynała, zarzucając mu niewłaściwe zachowanie. Kardynał przyjął list z pokorą, nie wpadł w gniew – i później został papieżem Piusem X. Co więcej – nosił ten list w brewiarzu jako ważną lekcję.
Bł. Michał Pro – jezuita, późniejszy męczennik – miał błyskawiczny refleks także poza kazalnicą. Uciekając przed policją, porwał pod rękę zupełnie obcą dziewczynę, udając zakochanego. Wyszli z tego bezpiecznie, bo policja nie przyglądała się „parze”. Inteligencja nie była w tej historii przeciwieństwem świętości – była narzędziem ratunku.
Od imprez do nawrócenia – czasem bardzo daleko
Bł. Bartłomiej Longo, studiując w Neapolu, uczestniczył w antyklerykalnych manifestacjach i seansach spirytystycznych. Zszedł tak daleko, że przyjął diaboliczne „pseudo-święcenia” jako kapłan satanistyczny. A jednak to właśnie ten człowiek później stał się apostołem różańca w Pompejach.
Mateusz Talbot przez szesnaście lat codziennie się upijał. Wyszedł z alkoholizmu nie terapią odwykową i nie wolą samą w sobie, lecz rytmem
dwóch Eucharystii dziennie: rano i po pracy. Jego „pubem” stał się kościół – miejsce, w którym nauczył się żyć inaczej.
Rota
