Według estońskiej policji, podczas międzynarodowej operacji ujawniono około 1600 kont powiązanych z estońskimi użytkownikami zarejestrowanymi na stronach internetowych oferujących ataki DDoS na różne instytucje, powodując przeciążenie i awarie ich systemów komputerowych. „Są to głównie ludzie młodzi” – wskazała Jete Luik, szefowa biura ds. cyberprzestępczości.
Podkreśliła, że zlecenie takiego ataku jest niezwykle proste. Koszt takich usług waha się od 5 do 50 euro. Użytkownicy muszą po prostu wejść na specjalną stronę internetową, wybrać cel – czy to platformę do gier, czy konkretną stronę internetową – i zapłacić za usługę. Sam atak jest przeprowadzany przez osoby trzecie.
W trakcie międzynarodowej operacji organy ścigania zamknęły 53 podobne strony internetowe na całym świecie.
W większości przypadków nastolatki atakowały platformy gier – często swoich znajomych lub innych graczy – aby zakłócić ich grę. Odnotowano też poważniejsze incydenty.
Według policji, ataki dotyczyły również platform edukacyjnych, w tym eKool i Stududium, a także stron internetowych niektórych szkół.
Funkcjonariusze zwracają uwagę na to, że konsekwencje takich działań mogą ujawnić się po wielu latach. Wielu z tych, którzy zlecili ataki, zrobiło to jako nastolatki, a teraz są już pełnoletni. Nawet „głupie żarty” w internecie mogą mieć poważne konsekwencje prawne.
W najbliższym czasie około 1600 osób powiązanych z Estonią otrzyma zawiadomienia, że udział w takich działaniach stanowi przestępstwo. W kilku przypadkach, w których zebrane dane okazały się wystarczające, wszczęto już postępowanie karne.
Dla co najmniej 13 osób zostaną postawione zarzuty.
Funkcjonariusze podkreślają, że każda aktywność w internecie pozostawia cyfrowy ślad i może zostać zidentyfikowana długo po fakcie. Nawet jeśli atak jest postrzegany jako żart lub „zemsta” w grze, jest on prawnie klasyfikowany jako cyberprzestępstwo.
