Mieszkańcy Krakowa głosowali w niedzielę w dwóch odrębnych referendach dotyczących odwołania prezydenta miasta oraz rady miasta. Frekwencja i głosy były liczone niezależnie, dlatego oba głosowania przyniosły odmienne skutki.
W referendum dotyczącym odwołania Aleksandra Miszalskiego udział wzięło 176 228 mieszkańców, co przełożyło się na frekwencję 29,99 proc. przy wymaganym progu 26,98 proc. Za odwołaniem prezydenta miasta zagłosowało 171 581 osób, a przeciwko było 3 631 mieszkańców.
Jako główny powód głosowania przeciwko prezydentowi miasta mieszkańcy wskazali wprowadzenie Strefy Czystego Transportu, poziom zadłużenia miasta, sposób zarządzania spółkami miejskimi i nepotyzm oraz rosnące koszty życia w mieście.
Aleksander Miszalski, reprezentujący Koalicję Obywatelską, został prezydentem Krakowa w wyniku II tury wyborów w kwietniu 2024, kiedy nieznacznie pokonał kontrkandydata. Po dwóch latach, w wyniku decyzji mieszkańców miasta, został odowołany ze stanowiska.
Teraz premier Polski powoła komisarza, który będzie zarządzać miastem do czasu przedterminowych wyborów. Te muszą się odbyć w terminie 90 dni od referendum. Oznacza to, że mieszkancy Krakowa ponownie pójdą do urn pod koniec sierpnia.
W równoległym głosowaniu w sprawie Rady Miasta frekwencja wyniosła 29,97 proc. uprawnionych i nie przekroczyła wymaganego ustawowo progu 30,59 proc. Za odwołaniem rady miasta zagłosowało 168 010 mieszkańców, a przeciwko było 6 713 osób. Do uznania referendum za wiążące zabrakło osiągnięcia minimalnej liczby 179 792 głosów. Większość w Radzie mają KO i Nowa Lewica.
Aby referendum odwoławcze było ważne, udział musi wziąć co najmniej 3/5 liczby wyborców uczestniczących w wyborze danego organu. W przypadku referendum dotyczącego odwołania Prezydenta Miasta Krakowa wymagany próg wynosił 158 555 ważnych kart wyjętych z urn, a dla Rady Miasta Krakowa - 179 792.
Na podst. PAP, Polsat News

Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.